Pan Maciej od czterech lat nie może odzyskać auta. Kiedyś było warte 150 tys. zł, teraz 5 tys. zł

Maciej Pilipiuk z zawodu jest pilotem samolotów pasażerskich. Oprócz tego otworzył wypożyczalnię aut. Jego forda mondeo wynajął obcokrajowiec i to był początek kłopotów, bo zostało nielegalnie użyte do przewozu osób.

Historię już byłego właściciela firmy oferującej najem długoterminowy samochodów poznaliśmy dzięki programowi "Interwencja" Polsatu. Czy to pomoże panu Maciejowi? Nie wiadomo, ale na pewno jest dowodem na zawiłość przepisów polskiego prawa i kulejącą współpracę różnych państwowych urzędów. Tracą na tym obywatele.

Zobacz wideo

Nikt nie chce rozmawiać z właścicielem zatrzymanego auta, bo nie jest stroną postępowania

Pan Maciej opowiada dziennikarce, jak wpadł na pomysł rozkręcenia firmy wynajmującej auta. Jest pilotem obsługującym samoloty pasażerskie, ale chciał zabezpieczyć swoją przyszłość, kiedy już przestanie latać. Dlatego założył w Warszawie wypożyczalnię samochodów oferującą usługę wynajmu długoterminowego. Jedno z jego aut - białego forda mondeo kombi z napędem hybrydowym - wypożyczył obywatel Gruzji Jemali G.

Wszystko było zgodne z prawem do momentu przekazania tego samochodu przez Jemaliego innemu Gruzinowi, Giorgiemu A., który zaczął go używać do przewozu osób bez wymaganej licencji i bez wiedzy właściciela. W końcu został przyłapany na tym procederze w czasie kontroli Inspekcji Transportu Drogowego pod dworcem w Modlinie. Kiedy okazało się, że Giorgi nie ma licencji, certyfikatu do przewozu, badań lekarskich ani psychologicznych, sprawa została skierowana do sądu, a samochód zabezpieczony na czas postępowania.

Od tego czasu minęło już prawie pięć lat. Sprawca został ukarany w ciągu 12 miesięcy grzywną w wysokości 12 tys. zł, a sprawa zakończyła się decyzją o przekazaniu wypożyczonego auta do tzw. egzekucji. Nikomu nie przeszkadzało to, że sprawca nie jest właścicielem ani dysponentem pojazdu. Pan Maciej dowiedział się o tym półtora roku później, ale to niczego nie zmieniło. W międzyczasie zamknął swoją firmę i teraz pracuje jako wykładowca na uczelni, a biały ford mondeo wciąż stoi na parkingu depozytowym w Nowym Dworze Mazowieckim. Z panem Maciejem Pilipiukiem długo nikt nie chciał rozmawiać, bo nie był stroną postępowania, a do tej pory urzędy odbijają między sobą piłeczkę, tłumacząc, że wszystko, co robią, jest zgodne z prawem.

Maciej Pilipiuk nie wie, kiedy odzyska samochód. Boi się rachunku za parking depozytowy

W końcu pan Maciej musiał skorzystać z pomocy prawników, którzy teraz starają się odzyskać jego własność. Tylko co z tego, skoro wartość samochodu drastycznie zmalała po kilku latach stania na parkingu? Właściciel ocenia, że w chwili zatrzymania pojazdu przez ITD i policję mógł kosztować około 150 tys. zł, bo jego wartość dodatkowo podniosła instalacja gazowa. Teraz nikt nie zapłaci za niego więcej niż 5 tys. zł, bo jest w tragicznym stanie. Jeśli postępowanie się kiedykolwiek zakończy, ford mondeo pewnie trafi na złom. Poza tym przechowywanie go na parkingu depozytowym kosztuje 60 zł za dobę. To prawie 22 tys. zł rocznie i ponad 100 tys. po pięciu latach, a nie wiadomo, jaka będzie finalna kwota do zapłacenia. Pilipiuk obawia się, że pewnego dnia otrzyma do zapłacenia rachunek opiewający np. na 400 tys. zł, bo standardowo takim kosztem obciąża się właściciela auta.

Koszty parkingu ponosi starosta nowodworski, bo znajduje się na naszym parkingu. Jeżeli później zostaną przekazane dokumenty z Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego, co do ustalonego właściciela, kierującego, to my wszczynamy postępowanie w celu nałożenia kosztów przechowywania tego pojazdu na parkingu

– powiedziała dziennikarce Polsatu Małgorzata Gałązka, kierowniczka Wydziału Komunikacji i Transportu Starostwa Powiatowego w Nowym Dworze Mazowieckim.

Zgodnie z tym co mówi radczyni prawna poszkodowanego Liliana Woźny, inspekcja żąda egzekucji pojazdu, który był zatrzymany do kontroli. Natomiast organy wskazują, że taka egzekucja nie jest możliwa, ponieważ decyzja dotycząca wymierzenia kary została nałożona na osobę, która dopuściła się naruszenia przepisów, ale nie jest właścicielem pojazdu. Z kolei wicestarosta nowodworski Paweł Calak mówi w programie "Interwencja", że zatrzymali auto i odholowali je na powiatowy parking zgodnie z dyspozycją ITD dotyczącą zatrzymania pojazdu. Wszyscy urzędnicy państwowi zaangażowanie w tę sprawę są zadowoleni, że postępują zgodnie z przepisami, jakby nie widzieli, że ofiarą postępowania jest niewinny człowiek, którego prawo powinno chronić. Spór wciąż trwa, a próbą jego rozwiązania teraz zajmuje się Naczelny Sąd Administracyjny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.