"Skrzyżowania grozy" i tsunami mandatów. System Red Light drenuje kieszenie kierowców

System Red Light to coraz częstszy widok na polskich skrzyżowaniach. Charakterystyczne żółte kamery są niczym bat ukręcony na kierowców, którzy nie stosują się do wskazań sygnalizatorów świetlnych. Co istotne, ich skuteczność jest tak wysoka, że niektórzy zaczynają wątpić w ich "uczciwość". Palącym problemem jest przede wszystkim kwestia zielonych strzałek. W tym przypadku jednak winy nie należy dopatrywać się po stronie zmotoryzowanych.

System Red Light to nowa broń w arsenale Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Zestawy specjalnych kamer mają poprawić bezpieczeństwo na skrzyżowaniach, na których dochodzi do największej liczby niebezpiecznych sytuacji spowodowanych niestosowaniem się zmotoryzowanych do wskazań sygnalizacji świetlnej. Jego działanie jest bajecznie proste. Gdy pojazd przejeżdża przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, system to odnotowuje i wykonuje zdjęcie, które, tak jak w przypadku fotoradarów, stanowi podstawę do wystawienia mandatu. System jest jednak tak skuteczny, że kierowcy zaczynają wątpić w uczciwość jego wskazań.

Zobacz wideo

System Red Light to bat na kierowców. Maszynka do zarabiania pieniędzy?

Wielu kierowców, którzy zostali ukarani mandatem za przejazd na czerwonym świetle, dopatruje się manipulacji ze strony Inspektoratu. Niektórzy twierdzą, że światła na sygnalizatorze zmieniają się szybciej, niż było to przed montażem systemu. Co więcej, ich zdaniem kamery nie mają poprawiać bezpieczeństwa, a jedynie uprzykrzać życie zmotoryzowanym i zapewniać jak największe wpływy środków do budżetu i funduszu drogowego. Dla przypomnienia, za przejazd na czerwonym świetle grozi mandat w wysokości 500 zł i 15 punktów karnych. Oczywiście GITD odrzuca wszelkie zarzuty i stwierdza, że systemy działają bez zarzutu, a wina leży jedynie po stronie kierowców.

System Red Light wystawia tysiące mandatów. Zielona strzałka największą zmorą kierowców

Co istotne, system najbardziej uprzykrza życie kierowcom wtedy, gdy wjeżdżają na skrzyżowanie na zielonej strzałce (nazywane przez specjalistów z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego warunkowym wjazdem na skrzyżowanie na czerwonym świetle). Zgodnie z przepisami (Dz.U. 2002 nr 170 poz. 139, par. 96) kierowca, widząc zieloną strzałkę, musi wpierw zatrzymać się przed linią wytyczoną przy sygnalizatorze i upewnić się, że może bezpiecznie wjechać na skrzyżowanie i przy tym nie utrudni ruchu innym uczestnikom, w tym rzecz jasna również pieszym. Jeżeli tego dopilnuje, a strzałka nadal będzie się wyświetlała, wówczas może ruszyć.

Problem jednak w tym, że kierowca nigdy nie ma do końca pewności co do tego, kiedy owa strzałka może zgasnąć. Jeżeli ruszy i przekroczy linię zatrzymania w momencie, w którym strzałka przestanie być wyświetlana, system potraktuje go tak, jakby wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Właśnie to wzbudza największe kontrowersje wokół systemu. Wielu kierowców, zdając sobie sprawę z problemu, postanawia nie ryzykować mandatem i czeka, aż strzałka zgaśnie, a na sygnalizatorze pojawi się zielone światło. Niestety, prowadzi to do powstawania korków i wielu nieprzyjemnych sytuacji.

Jednym z miejsc, w którym system najbardziej wdał się we znaki zmotoryzowanym, jest Słupsk, a dokładnie skrzyżowanie ulicy Wiejskiej i Garncarskiej. W przeciągu trzech miesięcy od jego zamontowania system wystawił już ponad 830 mandatów. Podobnie jest również na Rondzie Solidarności w Nowym Sączu. Co więcej, sam prezydent miasta Ludomir Handzel zabrał głos w tej sprawie, broniąc kierowców, którzy zostali ukarani mandatem mimo tego, że nie mieli zamiaru złamać przepisów. Podkreślił, że w przypadku zielonej strzałki wielu zmotoryzowanych nie ma wystarczająco dużo czasu na odpowiednią reakcję i często nie zdaje sobie sprawy z tego, że owa strzałka zdążyła już zgasnąć. Zapowiedział również dalsze kroki, które docelowo przyniosą pozytywną zmianę w kwestii funkcjonowania systemu.

System Red Light będzie stale rozwijany. Kierowcy muszą mieć się na baczności

Na pewno wielu kierowcom nie spodoba się fakt, że GITD planuje montaż systemu w kolejnych lokalizacjach na terenie całego kraju. Oprócz wymienionych wcześniej miejsc można się na niego natknąć także w Krakowie (skrzyżowanie ulic Brożka, Tischnera, Wadowickiej i Zakopiańskiej) Szczecinie (skrzyżowanie ulic Derdowskiego i 26 Kwietnia) czy też Łodzi (skrzyżowanie Drewnowskiej i al. Włókniarzy). Jak informuje GITD, do końca 2023 roku w całej Polsce uruchomiono system na 41 skrzyżowaniach.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.