30-tonowy wóz strażacki zrobił bezradny piruet. "Na szklankę nie ma mocnych" [WIDEO]

Kierowca samochodu straży pożarnej z USA stracił panowanie nad pojazdem na śliskiej nawierzchni, ale trudno mieć do niego pretensje. Całe szczęście, że straty spowodowane przez dramatycznie wyglądającą kolizję, okazały się niewielkie.

Kiedy jest naprawdę ślisko, najlepiej nie wjeżdżać na drogę. Niestety czasami jest zbyt późno na podjęcie takiej decyzji. Przekonał się o tym kierowca wozu strażackiego z Missouri, który wraz z ekipą jechał do wezwania. Nawierzchnia na ulicy w środku miasteczka okazała się znacznie bardziej śliska, niż przypuszczał.

Zobacz wideo Akrobata z Inowrocławia. Nim przyjechała straż miejska, wykonał serię skomplikowanych ćwiczeń

Po wjechaniu na "czarny lód" i utracie przyczepności trudno cokolwiek zrobić

Być może utworzyła się na niej tzw. szklanka lub "czarny lód". Chodzi o bardzo cienką, niemal niewidoczną warstwę lodu powstającą przy dużej wilgotności i nagłym obniżeniu temperatury powietrza. Taka bardzo śliska nawierzchnia jest trudna do zauważenia nawet przez doświadczonego kierowcę, a po wjechaniu na nią traci się niemal całkowicie kontrolę nad pojazdem. W takich sytuacjach mogą pomóc elektroniczne układy stabilizacji toru jazdy, które potrafią zapobiec obrotowi, ale nie poprawią przyczepności, ani nie zmniejszą siły odśrodkowej działającej na pojazd, który niechybnie zdryfuje na zewnętrzną stronę zakrętu.

Amerykański wóz strażacki to jeden z modeli firmy Pierce należącej do Oshosh Corporation i zajmującej się wytwarzaniem takich pojazdów specjalistycznych na bazie podwozi własnej konstrukcji lub różnych amerykańskich producentów, m.in.: Forda, Freightlinera i Internationala. Najprawdopodobniej chodzi o wóz strażacki Pierce Saber z silnikiem o mocy 370-450 KM, który jest sprzedawany do dziś, ale jego konstrukcja ma kilkadziesiąt lat, więc nie został wyposażony w najnowsze zdobycze elektroniki.

Wóz strażacki na szczęście nie spowodował wielkich strat w amerykańskim miasteczku

Właśnie dlatego ciężki pojazd zaczął się obracać wokół własnej osi w niekontrolowany sposób. Po nieoczekiwanej utracie przyczepności w przypadku tak dużej i ważącej około 30 ton ciężarówki można zapomnieć o kontrolowaniu poślizgu. Kierowca tylko zdążył skręcić koła w prawo i liczyć na to, że nie spowoduje zbyt dużych strat.

Niebezpieczną sytuację możemy zobaczyć z różnych perspektyw na dwóch krótkich wideo nagranych przez mieszkańców miejscowości, a później umieszczonych na platformach społecznościowych przez lokalną jednostkę ratownictwa medycznego Big River Ambulance District z Cedar Hill w stanie Missouri, a także profil KAKE News. To wielkie szczęście, że ciężarowy pojazd strażacki nie uderzył w żaden z okolicznych domów, bo dzięki temu nikomu nie stała się krzywda.

Potężny Pierce zmiótł z drogi tylko jeden osobowy samochód, co trzeba uznać za szczęście w nieszczęściu. Powyższy przykład pokazuje, że w czasie jazdy zimą zawsze trzeba zachować wytężoną uwagę, a w razie jakichkolwiek wątpliwości, natychmiast ograniczyć prędkość. Czasami nawet to nie pomoże, ale dzięki temu przynajmniej skróci się droga konieczna do zatrzymania, a siła ewentualnego uderzenia w przeszkodę będzie mniejsza.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.