Tesla zawiesi produkcję w podberlińskiej gigafabryce. Winni bojownicy atakujący statki

Tesla ma pecha. Z powodu ataków na statki kursujące po Morzu Czerwonym i przerwach w dostawach części jest zmuszona zawiesić produkcję w swojej fabryce w Gruenheide. Do kiedy planowany jest przestój?

Dla wielu firm, w tym także przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej, 2024 rok nie zaczął się najlepiej. Wszystko przez ataki na statki transportowe, które przepływały przez Morze Czerwone. Przerwy w dostawach różnego rodzaju komponentów uniemożliwiają kontynuowanie produkcji. Jako pierwsza o swoich problemach związanych z atakami bliskowschodnich bojowników poinformowała Tesla.

Zobacz wideo

Tesla ogłasza przerwę w produkcji w zakładzie w Gruenheide

"Konflikty zbrojne na Morzu Czerwonym i związane z nimi zmiany szlaków transportowych między Europą a Azją przez Przylądek Dobrej Nadziei mają również wpływ na produkcję w Gruenheide" - przekazała Tesla w jej czwartkowym oświadczeniu. Jak dodaje, znacznie dłuższy czas transportu powoduje powstanie luki w łańcuchach dostaw. Przerwa w produkcji ma potrwać od 29 stycznia do 11 lutego.

Aktualnie w otwartym w 2022 roku zakładzie montowany jest Model Y. Tymczasowe zawieszenie pracy może nieco namieszać w planach dotyczących wolumenu produkcji. W tym roku Tesla zamierza wyprodukować w podberlińskiej fabryce milion pojazdów, tym samym podwajając dotychczasowy poziom wynoszący 500 tys. szt. rocznie. Co ciekawe, Tesla zdradziła, że w zakładzie ma w niedalekiej przyszłości powstawać jej jeszcze niezaprezentowany model. Zgodnie z pierwotnymi planami, ma to być najtańszy pojazd w portfolio producenta. Jego cena nie powinna przekroczyć 25 tys. euro.

Tesla ogłasza przerwę w produkcji. Ataki na statki na Morzu Czerwonym

Bojownicy, chcąc okazać wsparcie dla Hamasu, zwiększyli swoją aktywność, napadając na coraz większą liczbę przepływających przez Morze Czerwone transportów. W związku z tym w ostatnich trzech tygodniach największe światowe przedsiębiorstwa żeglugowe zmuszone były omijać Kanał Sueski. Nie mogąc korzystać z najszybszej drogi morskiej z Azji do Europy, statki takich gigantów branży, jak duńskiego Maersk czy też niemieckiego Hapag-Lloyd, zmuszone są przepływać wokół Przylądka Dobrej Nadziei w Republice Południowej Afryki.

Co oczywiste, powoduje to wydłużenie czasu dostaw oraz wzrost kosztów. "Dodatkowa trasa wydłuża podróż z Azji do Europy Północnej o około 10 dni i powoduje wzrost kosztów paliwa sięgający miliona dolarów" - przekazuje redakcja Automotive News Europe.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.