Pamiętacie wypadek Borkosia? Sąd orzekł, że nie był z jego winy

Marcin Borkowski, czyli Borkoś jest znanym warszawskim wolontariuszem, który zajmuje się ratownictwem drogowym. W 2021 roku miał poważny wypadek na trójkołowym skuterze. Sąd właśnie wydał wyrok w tej sprawie. Już wiemy, kto był jego sprawcą.

W październiku 2021 r. Marcin Borkowski miał bardzo groźny wypadek, kiedy jechał na sygnale do kolejnego zdarzenia drogowego ul. Radzymińską w Warszawie swoim skuterem piaggio mp3. To pojazd, który mediom myli się z motocyklem, ale zgodnie z przepisami nie wymaga prawa jazdy kat. A. W motoambulans ratownika medycznego uderzył samochód osobowy marki Opel. Z jego środka transportu zostały szczątki, a ratownik sam trafił do szpitala w ciężkim stanie. Doznał urazu wielonarządowego, urazów kręgosłupa, rąk i nóg, w tym obustronnego złamania trzonów kości udowych. Miał połamane żebra oraz stłuczone płuca.

Zobacz wideo Potrącenie rowerzysty w Gubinie zakwalifikowane jako wypadek. Powód? Nieustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

Więcej wiadomości o tym, co dzieje się na polskich drogach, przeczytasz na Gazeta.pl

W 2021 roku Borkoś miał poważny wypadek. Ledwo uszedł z niego z życiem

Ratownik przez prawie 30 dni był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Przeszedł pięć operacji, musiał od nowa uczyć się chodzić i do dziś nie odzyskał pełnej sprawności. Mimo to w czerwcu 2022 roku ponownie wyjechał na warszawskie ulice jako wolontariusz, tylko od tej pory przynosi ratunek samochodem marki Nissan. Oprócz tego Borkoś udziela się mediach społecznościowych. Za ich pośrednictwem przekazuje ludziom cenne wskazówki: jak reagować, kiedy jesteśmy świadkami wypadku i jak poprawnie udzielać pierwszej pomocy.

Wyrok sądu jest jednoznaczny: Borkoś nie ponosi winy za wypadek z 2021 roku

Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ właśnie wydał prawomocny wyrok w sprawie wypadku z 2021 r. Winną spowodowania wypadku 13 października 2021 r., w którym uczestniczył Borkoś jest kobieta kierująca oplem. W orzeczeniu można przeczytać następujące słowa:

Włączając się do ruchu z miejsca postoju pojazdów znajdującego się przy jezdni ul. Radzymińskiej z zamiarem jazdy w lewo na ul. Radzymińską, nie zachowała należytej ostrożności i nie ustąpiła pierwszeństwa przejazdu pojazdowi uprzywilejowanemu, przez to doprowadziła do zderzenia z jadącym na wprost motocyklem (…) kierowanym przez Marcina Borkowskiego, który uczestniczył w akcji związanej z ratowania życia

- stwierdził sędzia Marcin Krakowiak.

Oprócz tego sąd na podstawie otrzymanej dokumentacji medycznej stwierdził, że obrażenia Borkosia realnie zagrażały jego życiu, a biegli określili prędkość, z którą się poruszał na 57 km/h. Kobieta, która kierowała autem za spowodowanie wypadku, została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Oprócz tego musi zapłacić na rzecz ratownika 40 tys. zł zadośćuczynienia oraz ponieść koszty sądowe w wysokości 5222,64 zł. Napiszę to dosłownie: kierująca nie ustąpiła pierwszeństwa ratownikowi jadącemu swoim motoambulansem, bo włączała się do ruchu. W takiej sytuacji nie miało znaczenia, czy jego skuter był pojazdem uprzywilejowanym, bo zgodnie z przepisami kierująca była zobowiązana ustąpić pierwszeństwa wszystkim uczestnikom ruchu. Sygnały świetlne oraz dźwiękowe powinny tylko dodatkowo zwrócić jej uwagę. Mimo tak poważnego wypadku Marcin Borkowski dalej próbuje nieść pomoc na stołecznych drogach. Do tej pory ma problemy z prawą ręką.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.