Szeryf kontra muzyk. Czy kierowca audi próbował wymusić kolizję? [WIDEO]

Sytuacja nagrana w Chorzowie w listopadzie to niestety codzienność na polskich drogach. Obaj kierowcy postąpili źle, przez co sytuacja niemal skończyła się kolizją. Kto byłby jej winny?

W filmie opublikowanym przez kanał YouTube STOP CHAM, można zobaczyć drogową sytuację, z którą na pewno mieliście do czynienia, jeśli tylko wystarczająco długo jeździcie po polskich drogach. Jest 20 listopada 2023 r., w Chorzowie stworzył się potężny korek do jazdy prosto. Buspasem jedzie samochód autora, który prawdopodobnie chce skręcić w prawo. W pewnym momencie na prawy pas wjeżdża audi, bezpośrednio przez niego. Kierowca auta z kamerką opiera się o klakson, na co szofer audi odpowiada hamowaniem bez powodu. Potem zaczyna się tradycyjna polska drogowa szopka.

Zobacz wideo Potrącenie pieszego na przejściu w Garwolinie

Więcej wiadomości o tym, co dzieje się na polskich drogach, znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Drogowa wściekłość w Chorzowie. Warto włączać kierunkowskaz, a nie klakson

Jeden kierowca trąbi z wściekłością, drugi złośliwie jedzie bardzo powoli, mimo że przed chwilą mu się tak spieszyło. Taki musiał być powód zmiany pasa ruchu z zatłoczonego na niemal pusty. W pewnym momencie kierowca audi hamuje bez ostrzeżenia tak gwałtownie, że samochód z tyłu prawie w niego uderza. Czy rzeczywiście chodziło o wymuszenie odszkodowania, co sugeruje tytuł wideo? Nie sądzę. Raczej kierowca samochodu z przodu nie wytrzymał nerwowo z powodu trąbienia i postanowił się zemścić. Na szczęście tym razem nic się nie wydarzyło. W innej sytuacji obaj kierowcy czekaliby w deszczu na przyjazd policji, a potem spędzili sporo czasu w serwisach blacharsko-lakierniczych? Kto jest winny tej sytuacji i czy w ogóle musiało do niej dość?

Odpowiedź na powyższe pytanie jest prosta: winni są obaj kierowcy, bo żaden nie zachował się przyzwoicie. Właściciel audi zmienił pas ruchu bez kierunkowskazu, ale trudno nazwać to wymuszeniem pierwszeństwa. Kierowca samochodu z kamerą miał wystarczająco dużo czasu, aby zareagować. Mógł po prostu zdjąć nogę z gazu i spokojnie jechać dalej. Pewnie wściekł się z powodu braku migacza.

 

Kto jest winny tej stresującej sytuacji w Chorzowie? Obaj kierowcy

Tymczasem sam nie jest bez winy. Po pierwsze wygląda na to, że znalazł się na buspasie zbyt wcześnie. Prawy pas przewiduje możliwość jazdy innym autom niż uprawnione autobusy, jeśli tylko skręcają w lewo, ale taka możliwość zaczyna się w miejscu, w którym zmieniło pas audi. Poza tym wcale nie musiał trąbić na audi. Sygnału dźwiękowego powinno się używać, tylko żeby zapobiec bezpośredniemu niebezpieczeństwo. Nadużywanie go jest szczególnie irytujące w mieście, bo zatruwa życie okolicznym mieszkańcom. Prawie nikt nie pamięta, że prawo o ruchu drogowym zabrania używania sygnału dźwiękowego na obszarze zabudowanym, jeśli nie chodzi o bezpośrednie niebezpieczeństwo oraz zabrania nadużywania go w każdych warunkach (art. 29):




  1. Kierujący pojazdem może używać sygnału dźwiękowego lub świetlnego, w razie gdy zachodzi konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie.





  2. Zabrania się: nadużywania sygnału dźwiękowego lub świetlnego; używania sygnału dźwiękowego na obszarze zabudowanym, chyba że jest to konieczne w związku z bezpośrednim niebezpieczeństwem.


Gdybyśmy mieli więcej kultury, większość problemów drogowych by zniknęła

To, co dzieje się potem, to już festiwal braku kultury i przejaw najgorszych elementów mentalności polskich kierowców. Drobna, niemająca żadnego znaczenia sytuacja na drodze przeradza się w drogową wściekłość. Frustrowani są wszyscy: obaj kierowcy uczestniczący w tym pokazie, pozostali kierowcy, którzy utknęli za nimi oraz ludzie dookoła — w autach, na ulicy oraz w domach — którzy muszą słuchać irytującego trąbienia. Tak naprawdę mandaty powinni dostać obaj kierowcy uwiecznienie na filmie STOP CHAM. Może wtedy zastanowiliby się, czy warto robić aferę bez powodu. Dopóki to się nie zmieni, jazda po polskich ulicach będzie dla większości z nas dużym stresem.

Copyright © Agora SA