Stracisz prawo jazdy w Polsce, nie pojedziesz też za granicą. UE testuje nowe rozwiązanie

Komisja Europejska pracuje nad rozwiązaniem, które wyeliminuje definitywnie niebezpiecznych - w rozumieniu UE - kierowców. Z cofniętymi uprawnieniami w jednym kraju, nie pojedziemy już za granicą. Pomóc w wychwyceniu takich kierowców ma system wymiany danych, który jest już testowany w 19 krajach Europy.

Unijny system inwigilacji - tak chcieliby nazwać nowy pomysł UE złośliwi. Jak informuje "Rzeczpospolita", niebawem skończy się możliwość jazdy w innych krajach UE po cofnięciu prawa jazdy na terenie jednego z państw. Dziś teoretycznie kierowca, któremu cofnięto czasowo uprawnienia w Polsce, np. na trzy miesiące za znaczne przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym, nie musi stracić fizycznego dokumentu. Starosta na wniosek policji cofa uprawnienia w systemie CEPiK. Polskie organy ścigania podczas kontroli szybko są w stanie to zweryfikować, nawet jak kierowca wylegitymuje się fizycznym prawem jazdy, ale policjanci za granicą nie mają już wglądu do takich informacji.

To niebawem ma się jednak zmienić, bo instytucje unijne, nie tylko pracują nad ogólnoeuropejskim systemem informatycznym, ale nawet już go testują. Według doniesień "Rzeczpospolitej" w pilotażowym programie bierze udział 19 krajów, w tym Polska. Dziennik informuje też, że faza testów ma potrwać do kwietnia 2025 roku. Do tego czasu wszystkie kraje UE mają być ujęte w programie wymiany danych o kierowcach, a Komisja Europejska ma przygotować przepisy dotyczące odbierania prawa jazdy jednocześnie na terenie całej UE. To oznacza, że jeśli polski kierowca straci prawo jazdy w kraju, zakaz będzie obowiązywał na terenie całej wspólnoty.

Zobacz wideo

Unia ma kilka nowych pomysłów

W ostatnim czasie Komisja Europejska dość mocno zainteresowała się kierowcami i bezpieczeństwem na drodze. Pomysł z systemem przekazywania danych nie jest jedyną inicjatywą KE. Pojawiły się pomysły m.in. obowiązkowego testu wykrywania zagrożeń, który miałby być obowiązkowym elementem na egzaminie, jak i obowiązkowego zaliczenia go przez kierowców powyżej 65. roku życia, którzy dalej chcieliby kierować samochodami.

Pojawił się też bardzo kontrowersyjny pomysł obniżenia dopuszczalnej masy pojazdów, które mogłyby prowadzić osoby mające najpopularniejszą kategorię prawa jazdy, czyli B. Pomysł wywołał ogromne zamieszanie, ponieważ pomysłodawcy najwyraźniej nie wzięli pod uwagę, że w dobie elektryfikacji auta mocno przytyły, a podana granica 1,8 tony oznacza, że kategoria B nie będzie wystarczająca do prowadzenia większości SUV-ów i to nie tylko tych największych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.