Wyścigi ferrari na trasie A1. Kierowcy traktują autostradę jak prywatny tor [WIDEO]

Kolejna niebezpieczna sytuacja na autostradzie A1. Spowodowali ją kierowcy dwóch sportowych samochodów marki Ferrari, którzy sądzą, że mogą bezkarnie narażać na niebezpieczeństwo innych ludzi.

Kierowca podróżujący niedawno autostradą A1 napotkał osoby w drogich i szybkich autach, które uważają, że nie muszą przestrzegać przepisów ani elementarnych zasad bezpieczeństwa. Autor nagrania z kamerki samochodowej jechał jedną z najpopularniejszych polskich dróg szybkiego ruchu. W okolicy 159. kilometra tej drogi supersportowe Ferrari SF90 Stradale wyprzedziło go... pasem awaryjnym autostrady. To dopiero początek nagrania. Film umieścił na YouTube popularny kanał STOP CHAM.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Więcej informacji o tym, co dzieje się na polskich drogach, znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Beztroskie wyścigi dwóch ferrari na trasie A1. "Daj chłopu zegarek"

Kierowca włoskiego cuda uznał, że prędkość 140 km/h, z którą wyprzedzał inne auto właściciel kamerki, jest dla niego zbyt niska. Zamiast spokojnie poczekać, aż udostępni mu lewy pas, wyprzedził oba samochody prawą stroną z prędkością około 160 km/h. Chwilę później sytuacja powtórzyła się, kiedy kierowca kolejnego ferrari, tym razem nieco tańszy model 296 gtb, niebezpiecznie wyprzedził kilka pojazdów.

Ponownie zrobił to pasem awaryjnym autostrady, nie przejmując się zagrożeniem, które wywołał. Potem oba czerwone samochody (kamerka przekłamuje kolory) pomknęły dalej. Oby ich kierowcy szczęśliwie dotarli do domu, ale to wcale nie jest takie pewne. Jedno z superaut miało rejestrację ze Śląska, drugie z nich — czeską, ale nie wiadomo, kto nimi jechał i czy byli to właściciele lub prawni użytkownicy tych aut. Być może zostały wypożyczone na przejażdżkę od jakiejś firmy. Policja jest w stanie to sprawdzić.

Wyścigi ferrari na A1. Z zakupem supersamochodu nie nabywa się nadludzkich umiejętności

Ostatnie tragiczne wypadki spowodowane brawurą kierowców, które wydarzyły się w mieście (słynne krakowskie Renault Megane rs z Patrykiem P. za kierownicą) i w trasie (BMW M850i Sebastiana Majtczaka) powinny dać coś do myślenia innym właścicielom takich aut. Każdy może popełnić błąd, a posiadanie drogiego samochodu nie gwarantuje nieśmiertelności. Co gorsza, przy okazji można zrobić krzywdę innym, niewinnym osobom.

W uchwyconej obiektywem kamerki sytuacji bulwersuje kilka rzeczy. Kierowcy sportowych aut myślą, że są bezkarni i nie muszą się przejmować bezpieczeństwem innych, którzy po prostu chcą dojechać na miejsce. W ich przypadku odpada tłumaczenie, że wynajęcie jakiegoś zamkniętego obiektu (np. toru lub lotniska) do bezpiecznych samochodowych szaleństw jest zbyt drogie, bo poruszają się autami za miliony złotych. Wszyscy wiemy, że to bujda. Gorzej, że wtedy trzeba wykazać się większymi umiejętnościami, niż tylko wciskanie pedału gazu.

 

W dodatku część komentujących nie widzi nic złego w ich zachowaniu, co jest zaskakujące i musi wynikać z małej wiedzy na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego. Niektórym wydaje się, że wypadek przy prędkości 160-170 km/h kończy się najwyżej wgniecionym błotnikiem, albo że kierowcom tak szybkich aut nie może się przydarzyć, bo przez cały czas panują nad sytuacją. Niektórzy usprawiedliwiają ich manewry, bo przecież "nie jechali z prędkością 300 km/h".

Taka jazda po publicznych drogach zmusi władze do zmiany obowiązującego prawa

Tak naprawdę takie zachowania, jak uchwycone na filmie, są bardzo niebezpieczne i uchodzą na sucho tylko do czasu, aż ktoś popełni błąd. Wszyscy je czasami robią, a potem jest płacz i zgrzytanie zębami albo "trzeba" uciekać za granicę. Jeśli władze Unii Europejskiej kiedykolwiek wpadną na pomysł wprowadzenia obowiązkowych elektronicznych blokad ograniczających prędkość nowych samochodów (np. do 180 km/h, jak dobrowolnie już uczyniło kilku producentów), to z powodu właśnie takich kierowców.

Chodzi o właścicieli drogich aut korzystających z nich w sposób, jaki możemy oglądać na załączonym wideo, prezentujących pogardę dla zasad bezpieczeństwa i innych uczestników ruchu. Takie zachowania bulwersują większość społeczeństwa, a władza w końcu go posłucha. Wszystko przez ludzi, którzy nie potrafią odpowiedzialnie korzystać z najnowszych osiągnięć motoryzacyjnej techniki. Przykład państw o bardziej dojrzałej kulturze motoryzacyjnej pokazuje, że to jest możliwe.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.