Wielka akcja serwisowa. Ryzyko pożaru w 3,3 mln aut lubianego koncernu

Kierowcy samochodów marki Kia i Hyundai mogą mieć palący problem. W USA doszło już do przeszło 40 "incydentów termalnych". Finał sprawy jest taki, że Koreańczycy muszą wezwać do serwisu ponad 3,3 mln aut, w tym blisko 800 tys. egzemplarzy jednego hitu sprzedaży.

O rynku motoryzacyjnym szerzej opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Managerowie Kii i Hyundaia z pewnością nie mają dobrego tygodnia. Musieli bowiem właśnie ogłosić potężną akcję serwisową, która obejmuje 25 modeli i dotyczy w sumie 3 372 743 samochodów. Sprawa niestety jest poważna. W skrajnym przypadku może bowiem dojść do samozapłonu pojazdu i niekontrolowanego pożaru. A wszystkiemu winny jest układ hamulcowy.

Zobacz wideo Tak kierowcy wpadają na ignorowaniu znaku B-20

3,3 mln aut Kii i Hyundaia trafi do serwisu. Problem dotyczy wycieków płynu hamulcowego

Typologia problemu jest prosta. W 25 modelach pojazdów produkowanych przez Kię i Hyundaia może dojść do samoczynnego wycieku płynu hamulcowego. Ten następnie może zalać układ elektroniczny, a w tym pracujące w jego ramach moduły. Skutkiem takiej sytuacji stanie się zwarcie i pożar. Ogień może się pojawić pod autem w każdym czasie. Zarówno w czasie jazdy, jak i po zaparkowaniu auta. Właśnie dlatego koreańskie marki zalecają, aby właściciele modeli ujętych w zestawieniu, nie pozostawiali swoich pojazdów w garażach. Lepiej do czasu pojawienia się w serwisie parkować ja na świeżym powietrzu.

Tak brzmi ogólny zarys problemu. Kia i Hyundai cały czas badają uszkodzone pojazdy. Chcą wskazać konkretną przyczynę problemu tak, aby dało się ją skutecznie i możliwie szybko usunąć. Zwłaszcza że w dotychczasowych doniesieniach pojawiają się rozbieżności. W przypadku Kii raport amerykańskiego NHTSA mówi o problemie z elektryczno-hydraulicznym sterowaniem hamulców. W Hyundaiu natomiast problem może dotyczyć wycieków płynu wprost na moduł ABS-u. Tak czy tak marki zaczynają powoli wzywać konkretne auta do serwisu. Przejrzenie blisko 3,4 mln samochodów będzie musiało jednak nieco potrwać...

Jakie samochody Kia i Hyundai będą wzywać do serwisów?

Problem dotyczy rynku amerykańskiego. Oczywiście na razie. Patrząc na listę modeli objętych akcją, szybko może się jednak również przenieść do Europy. Zwłaszcza że dotyczy kilku kluczowych samochodów, które na Starym Kontynencie uchodzą za hity sprzedaży. Warto w tym punkcie zaznaczyć jedno. Na razie Koreańczycy będą sprawdzać pojazdy wyprodukowane do 2015 roku. Nie ma żadnych doniesień potwierdzających takie same problemy w młodszych autach.

  • Kia musi wezwać do serwisów np. ponad 397 tys. egzemplarzy Sorento, 383 tys. egzemplarzy Optimy, blisko 350 tys. egzemplarzy Soula, prawie 208 tys. egzemplarzy Rio i niespełna 144 tys. egzemplarzy Sportage.
  • W przypadku Hyundaia na liście pojawia się m.in. ponad 777 tys. egzemplarzy Elantry, 240,5 tys. egzemplarzy Accentów, 170 tys. egzemplarzy Tucsonów, w tym nawet 60 Tucsonów Fuell Cell.

Hyundai i Kia nie są rekordzistami. Jeszcze nie...

3,4 mln aut musi pojechać do serwisu. Czy to oznacza, że Kia i Hyundai robili bank? Na rekord marki muszą jeszcze trochę popracować. Rynek motoryzacyjny zna już bowiem historię 100 mln pojazdów, które musiała naprawić Takata, 52 mln aut, które wzywa do serwisu Delphi czy 7 mln, do których wycofania zostało zobowiązane GM. Koreańskie firmy mogłyby wedrzeć się na wysoką pozycję tej listy tylko w jednym przypadku. Gdyby okazało się, że akcję trzeba rozszerzyć. Gdyby problem występował także na innych rynkach świata.

Czy europejscy posiadacze Kii i Hyundaiów mają się czego bać? Na razie to akurat ciężko stwierdzić. Specyfika budowy aut między rynkiem w USA a Europie może się różnić. Do momentu, w którym nie pojawią się pewne informacje na temat problemu w Kiach i Hyundaiach na Starym Kontynencie, nie ma zatem co panikować. Choć profilaktycznie właściciele europejskich wersji mogą nie parkować pojazdów w garażach. Mogą też poprosić mechanika o sprawdzenie układu hamulcowego w poszukiwaniu wycieków. Tak dla pewności.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.