Walijczycy się nie poddają. Trwa walka o zniesienie ograniczenia do 30 km/h. Petycja bije rekordy

Wszystkie serwisy informacyjne ogłosiły wprowadzenie w Walii ogólnokrajowego ograniczenia prędkości w miastach do 20 mil na godzinę (32 km/h). To jednak nie koniec sprawy. Walijscy kierowcy zbierają właśnie podpisy pod petycją, nakłaniającą rząd do wycofania się z tego pomysłu.

Walia stała się pierwszym krajem w Wielkiej Brytanii, który wprowadził ograniczenie prędkości w obszarach zabudowanych do 20 mil na godzinę. Wiadomość o wprowadzeniu tego ograniczenia była przyjmowana z radością przez niektórych, między innymi przez rodziny osób, które zginęły pod kołami samochodów. BBC przywołuje tu Garetha Parry'ego, którego brat zginął w 1994 roku po tym, jak został potrącony przez samochód, jadący z prędkością 30 mil na godzinę. Jednak wielu Walijczyków kipi ze wściekłości.

Przeciwnicy tego pomysłu długo nie czekali

We wtorek 13 września uruchomiono zbiórkę podpisów pod petycją, która apeluje do walijskiego rządu o "odwołanie i zniesienie katastrofalnej ustawy o prędkości 20 mil na godzinę". Do tej pory zebrano już ponad 244 tys. podpisów. To oznacza, że zająć się nią musi specjalna komisja - próg minimalny w Walii to 10 tys. podpisów

"To naprawdę niezwykłe, aby petycja cieszyła się tak dużym poparciem" - stwierdził David Deans, reporter BBC Wales. "Ostatnia zbiórka głosów, która cieszyła się tak dużym poparciem, miała miejsce podczas pandemii, ale i tak miała połowę głosów, niż ta dotycząca ograniczenia prędkości do 20 mil na godzinę" - dodał. Poprzedni rekord należał do petycji zezwalającej supermarketom na sprzedaż „niepotrzebnych" artykułów podczas blokady. Pod wnioskiem zebrano wówczas 67 940 podpisów.

Zobacz wideo

Walijski rząd broni swojego

Władze Walii argumentują, że ograniczenie prędkości do 20 mil na godzinę (czyli 32 km/h) przyczyni się do obniżenia liczby ofiar śmiertelnych i poziomu hałasu, a także zachęci ludzi do chodzenia lub jazdy na rowerze.

Pierwszy minister Mark Drakeford jednoznacznie stwierdził we wtorek, że pomysł zniesienia nowego ograniczenia prędkości nie będzie brany pod uwagę. Pomysłu broni też radca prawny Mick Antoniw, który udziela walijskim rządom porad prawnych. "Myślę, że wiele osób jest zaniepokojonych, myślę, że panuje pewne zamieszanie. Myślę, że potrzeba czasu, zanim ta znacząca zmiana kulturowa zapadnie w pamięć" - skomentował Antoniw.

Na czym polega kontrowersyjne ograniczenie prędkości?

Wprowadzone ograniczenie prędkości do 20 mil na godzinę obowiązuje na wszystkich drogach w terenie zabudowanym. Kierowcy, którzy przekroczą tę prędkość, mogą zostać ukarani grzywną w wysokości co najmniej 100 funtów i otrzymać trzy punkty karne. Policja jednak zapewnia, że przez pierwsze 12 miesięcy będzie skupiała się na edukacji, a ograniczy się z wystawianiem mandatów do momentu, kiedy kierowcy przyzwyczają się do nowych przepisów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.