Ile kosztuje fotoradar? Mnóstwo pieniędzy, ale cena szybko się zwraca

Fotoradary stanowią obecnie mocno zaawansowaną aparaturę pomiarową. Nie ma się zatem co dziwić, że jedno urządzenie kosztuje prawdziwy majątek. Jego cena jest tylko nieznacznie niższa od fabrycznie nowego Audi RS3 czy Mercedesa A 45 S AMG.

O drogowych ciekawostkach opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Fotoradar jeszcze dwie dekady temu były w gruncie rzeczy prostymi urządzeniami. Składały się z aparatury pomiarowej i aparatu, który zapisywał zdjęcia zarejestrowanych pojazdów na karcie pamięci. Dziś technologia mocno się rozwinęła. I sztampowy przykład stanowi Mesta Fusion RN. To nic innego jak żółty słupek coraz częściej widywany przy polskich drogach.

Zobacz wideo

Fotoradary to nie aparaty z miernikiem. To dziś zaawansowane urządzenia

Mesta Fusion RN zaczyna pomiar i obserwację pojazdu już 200 metrów przed masztem. A mówienie o obserwacji pojazdu stanowi poważny błąd. Bo urządzenie kontroluje nie jeden, a 32 pojazdy poruszające się nawet ośmioma pasami ruchu. Francuski wynalazek już wam zaimponował? Poczekajcie zatem jeszcze chwilę. Wtedy będę miał okazję opowiedzieć, że on nie tylko mierzy prędkość (indywidualnie np. dla danego typu pojazdu), ale też sprawdza, czy kierowca ma zapięte pasy bezpieczeństwa, czy nie rozmawia przez telefon, czy nie najeżdża na podwójną ciągłą, czy nie jedzie buspasem lub np. chodnikiem. Za każde z tych wykroczeń potrafi ukarać.

Mesta Fusion RN odsyła do lamusa jeszcze jeden mit. Urządzenie nie zapisuje zdjęć na karcie, którą pracownik ITD musi z niego wyciągnąć. Ono działa bezobsługowo. Robi zdjęcie i za pomocą komunikacji bezprzewodowej wysyła je do bazy CANARD. Tu zaczyna się proces karania kierującego.

Ile kosztuje fotoradar?

Współczesne fotoradary, także te stosowane w Polsce, nie są zatem prostymi aparacikami. To coś na kształt Einsteina z żółtą głową stojącego na jednej nodze. Tak są inteligentne! To musi mieć swoją cenę? Prawda! Jedno urządzenie Mesta Fusion RN wraz z montażem kosztuje jakieś 240 tys. zł. Właśnie dlatego za pulę 150 fotoradarów ITD zapłaciło w tym roku równe 36 mln zł. Kwota jest astronomiczna – przyzna to chyba każdy. Tyle że fotoradary są kurami znoszącymi złote jajka i maszynkami do zarabiania pieniędzy jednocześnie. Po pierwsze dlatego, że nie modernizuje się ich co roku, a raz na dekadę czy więcej. Po drugie dlatego, że "zarabiają" na swoje utrzymanie.

Ile zarabia "fotoradar"?

Według informacji udostępnionych przez GITD, fotoradary w roku 2022 wykonały 969 tys. zdjęć. Zakładając zatem, że każde z urządzeń wykonało fotkę stanowiącą dowód przekroczenia o 11 do 15 km/h, pozwoliły one na wpłacenie do państwowej kasy kwoty na poziomie 96,9 mln zł. Kwota zakupu 150 Mest w rok zwraca się zatem prawie trzykrotnie. A przecież nie każdy mandat opiewał na 100 zł i nie w każdym roku ilość wykroczeń musi być taka sama. Dla przykładu w roku 2021 zdjęć było już 1,4 mln, a do tego nowostawiane Mesty potrafią wyłapywać również szereg innych przewinień.

Nie powinniście się dziwić, że na początku nowego millenium, gdy prywatni "inwestorzy" mogli stawiać fotoradary i tym samym uczestniczyć w "zyskach" z mandatów, ilość chętnych była potężna. "Inwestorzy" otrzymywali nawet 40 proc. "urobku" mandatowego. Proceder został wykasowany nowelizacją kilku ustaw 30 grudnia 2010 r.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.