Nielegalne wyścigi w Warszawie mają się dobrze. Uczestnicy wiedzą, kiedy grupa Speed kończy pracę

Policja we wszystkich dużych polskich miastach walczy z organizatorami nielegalnych wyścigów. W Warszawie idzie jej najgorzej. Policjanci z grupy Speed rozkładają ręce i mówią, że jest ich zbyt mało.

Ze względu na tragiczne wypadki z udziałem właścicieli sportowych aut, które wydarzyły się w ostatnich miesiącach, specgrupy drogówki z całej Polski wzięły się za piratów drogowych. Na celowniku są zwłaszcza ci, którzy uczestniczą w nielegalnych wyścigach na ulicach miast albo je organizują.

Więcej wiadomości na temat nielegalnych ulicznych wyścigów znajdziesz na stronie Gazeta.pl

W jednych miastach walka z łamaniem przepisów oraz zasad bezpieczeństwa na drogach w sposób zorganizowany idzie dobrze, w innych źle. A w Warszawie chyba najgorzej, przynajmniej tak wynika z reportażu przygotowanego przez Artura Węgrzynowicza z TVN Warszawa, który rozmawiał z policjantami ze stołecznej grupy Speed. Ci skarżą się, że z wielu powodów mają związane ręce. Oficjalnie chwalą się interwencjami, w których średnia wartość wystawionych mandatów nie przekracza 100 zł.

Zobacz wideo Ścigali się w mieście. Ulice potraktowali jak tor wyścigowy

Nielegalne wyścigi w stolicy trwają. Uczestników nie odstraszają mandaty na 100 zł

W stolicy spotkania fanów nielegalnych wyścigów organizuje przede wszystkim grupa Warsaw Night Racing. Zdaniem reportera po niedawnych wydarzeniach jej uczestnicy nabrali ostrożności, ale nie zaprzestali spotkań. Zmienili apkę do komunikacji, na chwilę przestał działać sklep internetowy, na którym zarabiają, ale wyścigi odbywają się jak dawniej. Uczestnicy spotykają się w tych samych miejscach: na parkingach centrów handlowych, wybranych rondach, w okolicy terminalu cargo na Okęciu i jezdni serwisowej trasy S8 w Sękocinie Starym. Tam urządzają konkursy w paleniu gumy, jeździe bokiem i wyścigach równoległych na prostej drodze.

Największe imprezy odbywają się w każdą sobotę, ale oprócz tego są organizowane "czwartkowe ćwiartki" (od wyścigów na dystansie 400 m) dla wybrańców. Na temat tych spotkań, w których biorą najbardziej zaufani właściciele mocnych aut, panuje cisza w mediach społecznościowych.

Warszawscy policjanci z grupy Speed, którzy mieli przeciwdziałać takim akcjom, anonimowo przyznają dziennikarzowi, że są bezradni, a problem w stolicy zamiast znikać, narasta. Ostatni raz stołeczna drogówka informowała o akcji wymierzonej w uczestników ulicznych wyścigów w lutym 2023 r. Wtedy dowiedzieliśmy się, że wystawili 579 mandatów na kwotę ponad 60 tys. zł. Kiedy obliczyć wartość średniej grzywny, okazuje się, że z trudem przekracza 100 zł, bo z braku innego powodu były wystawiane za drobne przewinienia, takie jak brak gaśnicy czy niezapięte pasy. Takie kary nie zniechęcą właścicieli samochodów, które często są warte setki tysięcy złotych.

Policjanci z grupy Speed: Jest nas za mało, musimy pracować na jedną zmianę

Największy problem tkwi w niedoborach kadrowych policji, z których wynikają godziny pracy grupy Speed. Cały stołeczny wydział ruchu drogowego liczy ok. 500 osób. To z nich są wydzielani policjanci do grupy Speed, którzy mają do dyspozycji siedem nieoznakowanych samochodów z wideorejestratorami i osiem oznakowanych radiowozów. Tymczasem w aglomeracji warszawskiej mieszkają ponad trzy miliony ludzi.

Ci funkcjonariusze są podzieleni pomiędzy obszary, które patrolują w czasie służby, wtedy poruszają się po raptem kilku ulicach. "W praktyce, ze względu na braki kadrowe lub sposób organizacji pracy, są dni, kiedy na miasto wyjeżdża czasem pięć załóg Speed" - mówi dziennikarzowi TVN Warszawa policjant z grupy Speed.

Ponieważ policjantów jest mało, pracują na jedną zmianę. W tygodniu działają od godz. 10 do 22, ale czwartkowe spotkania WNR są organizowane o... 22:30. W weekendy grupa Speed pracuje teoretycznie pomiędzy godziną 12 a 24, ale w praktyce policjanci często wracają do komend już przed 23, żeby rozliczyć interwencje przeprowadzone tego dnia. Poza tym ci sami funkcjonariusze są wzywani do kolizji, potrąceń i innych zdarzeń drogowych. Organizatorzy nielegalnych wyścigów w Warszawie doskonale o tym wiedzą i dopasowują swoje spotkania do grafika policji.

W Poznaniu władze poradziły sobie z wyścigami. Dlaczego w stolicy nie można?

Taka patową sytuację dałoby się skutecznie rozwiązać, co pokazują przykłady innych polskich miast. W Poznaniu udało się poradzić z tym problemem, przynajmniej na razie. Policjanci zidentyfikowali organizatorów spotów, a prokuratura postawiła im zarzuty zorganizowania imprezy masowej bez zezwolenia. Teraz dziewięciu osobom grozi za to nawet do ośmiu lat więzienia. Również środowisko warszawskiego street racingu dałoby się bez problemu spacyfikować. Potrzebne są tylko chęci i pieniądze, a tych drugich w budżecie największego polskiego miasta przecież nie brakuje.

Komenda Główna Policji nie ma szczegółowych, wykraczających poza obszar tradycyjnej kontroli drogowej wytycznych, jak przeciwdziałać nocnym wyścigom i trudno na razie powiedzieć, czy rozwiązanie zastosowane przez komendę z Wielkopolski posłuży za wzór.

- Funkcjonariusze starają się każdorazowo interweniować w miejscach, gdzie może dochodzić do ich organizacji. Drifty i wyścigi na publicznych drogach stanowią ogromne zagrożenie bezpieczeństwa nie tylko dla uczestników takich wydarzeń, ale również dla osób postronnych

- odpowiedział TVN Warszawa insp. Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.