Hrabia Caramelli przyjechał lamborghini miurą do Polski w 1969 r. Słynne auto może do nas wrócić

Brytyjski ekspert od klasycznych samochodów przypomniał historię zielonego lamborghini miura s, które zawitało do Warszawy w czasach głębokiego PRL-u. Nasz kraj odwiedził nim producent zabawek arystokrata Maurizio Caramelli.

Mój kolega dziennikarz portalu autoblog.pl przypomniał historię, która brzmi wręcz bajkowo. W 1969 roku do stolicy Polski zawitał pierwszy supersamochód w historii motoryzacji, bo tak mówi się o legendarnym modelu Lamborghini Miura. Ktoś, kto wpadł na taki pomysł, musiał mieć iście ułańską fantazję. Tą osobą był włoski markiz Maurizio Achille Caramelli, który postanowił przyjechać wyjątkowym samochodem do Polski prosto ze swojego zamku w Lombardii. To musiała być ekscytująca podróż, ale przede wszystkim warto odpowiedzieć na pytanie: co do nas sprowadziło?

Więcej wiadomości o klasycznych samochodach znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

 

Zielono lamborghini miura było w Warszawie w 1969 r. Czy teraz czeka nas powtórka?

O samochodzie zrobiło się głośno, kiedy nowy właściciel rozpoczął jego renowację. Wtedy Simon Kidston przypomniał wyjątkową chwilę w historii żółto-zielonej miury i wszyscy zaczęli o niej pisać. Teraz specjalista od historii klasycznych samochodów, dziennikarz i założyciel firmy doradzającej kolekcjonerom rzadkich aut twierdzi, że samochód jest niemal gotowy i sugeruje, że w grę wchodzi powtórka podróży z przeszłości. Oprócz tego przypomniał, jaki był pretekst do oryginalnej wyprawy. Rodzina Caramellich miała rozległe biznesy, a jej głowę sprowadziły do stolicy Polski interesy związane z produkcją zabawek. Nie znamy szczegółów, ale podejrzewam, że hrabiego zachęcił do egzotycznej podróży przede wszystkim zew przygody. Całe szczęście, że zdecydował się go posłuchać.

Pewnie wyobrażacie sobie, jak duże poruszenie wywołało pojawienie się w Warszawie Lamborghini Miury P400 S w 1969 roku. W Polsce trwał właśnie gospodarczy kryzys, który rok później zaowocował strajkami (Grudzień 1970) i zakończył rządy Gomułki. Po stołecznych ulicach jeździły głównie Syreny i Warszawy, a produkcja Polskiego Fiata 125p rozpoczęła się raptem dwa lata wcześniej. Polska rzeczywistość w tym okresie nie była zbyt kolorowa, dlatego pojawienie się zielonożółtej miury można przyrównać do lądowania statku kosmicznego.

Renowacją "polskiego" lamborghini miura zajęła się firma Interni Auto z Modeny

Warto przypomnieć, że Lamborghini Miura jest wyjątkowym modelem na firmamencie supersamochodów i jednym z najpiękniejszych aut w historii motoryzacji. To pierwszy prawdziwy drogowy sportowy samochód z poprzecznie umieszczonym silnikiem V12, tuż za plecami kierowcy oraz pasażera, napędzającym koła tylnej osi. Za piękną linię nadwozia odpowiadał Marcello Gandini, a rozwiązania techniczne to dzieło trzech czołowych inżynierów włoskiej marki: Giampaolo Dallary, Paolo Stanzaniego i Bob Wallace'a. Opracowana przez nich konstrukcja szybko stała się wzorem dla innych producentów sportowych aut. W latach 1966-1973 powstały 764 egzemplarze, a teraz Lamborghini Miura w dobrym stanie (innych praktycznie nie ma) kosztuje około dwóch milionów dolarów.

To wyjątkowe wydarzenie zostało uwiecznione na fotografiach, które Kidston właśnie przypomniał w 2021 r. i teraz ponownie na swoim koncie na Instagramie z okazji finiszu jego renowacji. Można na nich zobaczyć włoskie superauto, które otaczają i podziwiają warszawscy gapie. Właściciel pozował wraz ze swoim lambo pod Kolumną Zygmunta, Rotundą i na Starówce, ale także w innych miejscach Polski. Polscy dziennikarze i specjaliści od klasyków — Błażej Żuławski i Patryk Mikiciuk — od razu podchwycili ten pomysł i obiecali pomoc w organizacji ponownego przyjazdu. Czy sentymentalna powtórka wyprawy z dawnych czasów dojdzie do skutku? Nie mam pojęcia, ale trzymam kciuki, żeby tak się stało. Tylko raz w życiu widziałem Lamborghini Miurę w normalnym ulicznym ruchu i to było w Monako. Chętnie ujrzę ten model w naturalnym środowisku po raz kolejny, tym razem na ulicach Warszawy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.