Na płonącym samochodowcu Fremantle Highway jest 500 a nie 25 aut elektrycznych

Na początku mówiono o kilku autach elektrycznych, teraz wiadomo, że strażacy muszą zmagać się z blisko 500 płonącymi autami na prąd. Wiadomo też, że najwięcej aut na statu ma Mercedes i BMW.

Na początku twierdzono, że na płonącym samochodowcu jest 25 aut elektrycznych. Niestety, jak się okazało, były to liczby mocno niedoszacowane. Bloomberg poinformował właśnie, że na pokładzie towarowego statku Fremantle Highway znajduje się aż 498 „elektryków", co jest złą informacją dla ekip strażackich. Choć akcja ratownicza nadal trwa i wydaje się przynosić efekty, nadal dość prawdopodobnym scenariuszem jest doszczętne spłonięcie statku i jego zatonięcie.

 

Do tej pory w pożarze zginął jeden członek załogi statku Fremantle Highway, a reszta ewakuowała się w obawie przed obrażeniami. Wiadomo też, że najwięcej z 3783 samochodów znajdujących się na pokładzie statku to samochody należące do BMW i Mercedes-Benz.

Akcje gaszenia utrudniają baterie

Gaszenie pożaru akumulatora pojazdu elektrycznego jest trudnym zadaniem, ponieważ tego typu pożary zazwyczaj szybko się rozprzestrzeniają, a temperatura jest wyższa niż w przypadku pożaru pojazdów opartych na paliwie tradycyjnym. Problem w tym, że nie ma gwarancji, że po ugaszeniu akumulatora trakcyjnego nie dojdzie do jego ponownego zapłonu. Przy blisko 500 bateriach na pokładzie ryzyko to znacznie rośnie.

 

Co prawda obecna akcja gaśnicza wydaje się przynosić skutki, ponieważ temperatury na statku spadły, a zadymienie się zmniejszyło, jednak nie można jeszcze mówić o sukcesie. W walce z ogniem strażacy muszą również stawić czoło innemu zagrożeniu, jakim jest masa wody. Używając wody do gaszenia pożaru, łatwo zmienić równowagę statku, co może być równie niebezpieczne, jak ogień.

Mimo że rzeczywista przyczyna początkowego pożaru na statku Fremantle Highway nie została jeszcze ustalona, liczne incydenty wyraźnie wskazują, że pożary akumulatorów litowo-jonowych są poważnym problemem.

Źródło: Carscoops.com

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.