Jego Tesla spłonęła. Później kazali mu odholować ją do serwisu

Ta absurdalna sytuacja przydarzyła się Bishalowi Malli, Kalifornijczykowi i właścicielowi, teraz już tylko wraku, tesli model Y. Po pożarze zadzwonił na infolinię producenta, której operator polecił mu zabrać samochód do serwisu w celu zbadania usterki.

Malla podzielił się swoją historią na Twitterze, na którym to konto założył wyłącznie w celu nagłośnienia sprawy. Jeszcze na początku zeszłego miesiąca, dokładnie 6 maja, Kalifornijczyk, jadąc po autostradzie, usłyszał wydobywający się spod podwozia niepokojący hałas. Na początku sądził, że "złapał gumę". Jak sam wspomina, w tym roku już trzy razy spotkała go taka przykra niespodzianka, dlatego od razu zjechał na pobocze. Okazało się, że jego podejrzenia się nie sprawdziły - było zdecydowanie gorzej. Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie Gazeta.pl.

Pożar tesli i walka z producentem

Po otworzeniu drzwi jego oczom ukazał się dym wychodzący spod podwozia. Jak sam wspomina: "Czytałem wiele historii o płonących teslach, więc szybko o tym pomyślałem, pobiegłem w bezpieczne miejsce i zadzwoniłem pod 911". Wkrótce kierowca wezwał pomoc drogową Tesli. Operator przekazał mu jednak, że powinien odholować samochód do serwisu, gdzie też zbadana zostanie usterka.

Kalifornijczyk z oburzeniem wspomina swoją rozmowę z konsultantem tesli: "Jeden z agentów, z którym rozmawiałem, miał czelność powiedzieć mi, żebym zabrał moją w pełni spaloną teslę do zalecanego przez nich centrum serwisowego. Mój samochód został w pełni zniszczony. Jak, do cholery, mam to zrobić?". Jak dodaje, do tej pory nie udało mu się uzyskać żadnej odpowiedzi ze strony Tesli. Co więcej, próbował w tej kwestii zdobyć poparcie polityków, oznaczając w jednym z tweetów prezydenta Joe Bidena, jak i gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma - "Potrzebuję odpowiedzi od Tesli. Czy moje życie jest tak tanie, że ciągle dochodzi do takich sytuacji, a ich to nie obchodzi i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. Jestem fizycznie wyczerpany, psychicznie zdruzgotany i w traumie. Potrzebuję odpowiedzi od Elona Muska i Tesli, proszę".

Na szczęście poszkodowany kierowca otrzymał pieniądze z ubezpieczenia. Nie zamierza jednak odpuszczać i chce, by Tesla jak najszybciej odniosła się do sprawy i w przyszłości lepiej dbała o swoich klientów : "Jestem po prostu zaszokowany tym, że firma warta miliardy dolarów nie kiwnie palcem, gdy ich produkt zostanie zniszczony".

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.