Nie mogę się doczekać zakazu wyprzedzania dla ciężarówek. Zaoszczędzę nerwy i 34 sekundy

Gdy dowiedziałem się o planach wprowadzenia zakazu wyprzedzania dla kierowców ciężarówek, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ile to razy o mało co nie straciłem życia przez niecierpliwych "tirowców"...

Jeżeli ktoś w swoich filozoficznych rozważaniach stwierdzi, że ludzie to z natury jednak dobre stworzenia, niech się lepiej przypatrzy zachowaniu co poniektórych kierowców. Nazwanie ich chamskimi to jak określać naszych polityków mianem uroczych. Nie raz i nie dwa natknąłem się na szeryfów hamujących przed maskami innych zmotoryzowanych, agresorów pozdrawiających innych międzynarodowym gestem miłości i pokoju (dumnie wyciągniętym środkowym palcem), czy też mimów, którzy zamknięci w swoich samochodach krzyczeli i wymachiwali rękoma. Niektórzy Polacy muszą mieć sporo włoskich genów — przynajmniej na to wskazuje ich ekspresyjna gestykulacja. Tak czy inaczej, nabuzowanych półgłówków na polskich drogach nie brakuje. Aż chce się zanucić słowa popularnego kawałka grupy Big Cyc - Jak dobrze zostać świrem, choć na chwilę, choć na chwilę... Więcej felietonów znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Jak już przy świrach jesteśmy, chciałbym się pochylić nad moją ulubioną podgrupą zmotoryzowanych, a więc kierowcami ciężarówek. Oczywiście chodzi mi o łamiące przepisy creme de la creme tego jakby nie było bardzo zasłużonego i ciężko pracującego grona. Żeby była jasność - bardzo ich szanuję. To dzięki nim, zgodnie z popularnym memem, możemy "rano iść do sklepu i kupić sobie świeże bułki, wędliny itd.".  Zdarzą się jednak tacy "tirowcy", którzy zachowują się jak dzieci niezdające sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. Pisząc "czynów" mam na myśli kwestię dzikiego wyprzedzania na autostradach i ekspresówkach. Nawet nie wiecie, jak bardzo ucieszyła mnie wieść o rządowym, tfu, projekcie wprowadzającym zakaz tego procederu. 

Zobacz wideo

Nie jestem szczególnie niecierpliwym kierowcą i nie przeszkadza mi, gdy muszę od czasu do czasu przez parę chwil wlec się za jadącym 90 (!) km/h ciężarowym zestawem, którego prowadzącemu właśnie zachciało się wyprzedzać innego drogowego kolosa. Z moich osobistych obserwacji wynika, że na taki manewr schodzą średnio ok. 34 sekundy. Sami możecie to zresztą sprawdzić. Problemem pojawia się jednak wtedy, gdy jadący na pusto szofer postanawia wyprzedzić cały konwój ciężarówek. Podczas jazdy za takim delikwentem, aż chce się rozwiązać krzyżówkę albo namalować obraz… Nie samo ślimacze tempo jest jednak najgorsze. Kierowcy tirów często bardzo impulsywnie zmieniają pas. Tak, jakby dochodzili do wniosku, że życie jest za krótkie, żeby jechać 85 zamiast 87 km/h. 

I to w tym tkwi sęk. Takie manewry narażają na niebezpieczeństwo kierowców osobówek, którzy często kompletnie zaskoczeni, muszą gwałtownie hamować, by nie narazić się na kolizję. Sam tego wielokrotnie doświadczyłem. Pozwólcie mi na typowo "wujkową retrospekcję" - pamiętam, jak to pewnego razu sunąłem po autostradzie A1. Widząc przede mną kilka ciężarówek, postanowiłem zmienić pas na lewy i na spokojnie je wyprzedzić. Moje plany pokrzyżował jednak jeden z szoferów prowadzący białą „Magnumkę" z chłodnią (chyba), który także postanowił wyprzedzić swoich kolegów po fachu. Nie wiem, czy w tamtym momencie nie patrzył w lusterka, czy też nagle zachorował na ślepotę, czy tak jak mieszkańcom Parczewa objawiła mu się Maryja. Tak czy inaczej, kompletnie zignorował fakt, że się do niego zbliżam. Co więcej, nawet nie pokusił się włączyć kierunkowskazu.

Wciskając pedał hamulca, czułem się jak wspomniana wcześniej najświętsza dziewica depcząca głowę diabelskiego węża. Na szczęście, jak zauważyłeś/aś drogi czytelniku/droga czytelniczko, udało mi się uniknąć przedwczesnego spotkania ze stwórcą. Może przesadnie dramatyzuję i wyolbrzymiam, jednak ta sytuacja na tyle dobrze wyryła się w mojej pamięci, że teraz jestem największym fanem wprowadzenia omawianego zakazu. Gdybym był na miejscu prezydenta Dudy, podpisałbym ustawę obiema rękami. Nogami zresztą też.

Najbardziej irytuje mniej jednak fakt, że truckerzy nie stosują się do prawa, które obowiązuje już od dawien dawna. Przepisy jasno wskazują, że kierowcy ciężarówek muszą przestrzegać ograniczenia prędkości wynoszącego, uwaga, uwaga, 80 km/h! Gdyby wszyscy oni się do niego dostosowali, wprowadzanie jakiś wydumanych zakazów nie byłoby potrzebne. Ale jak przystało na nasz dziarski naród, każde prawo to zapewne próba odebrania nam wolności i w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa, nie należy się do niego stosować. W tym wszystkim nieistotne jest jednak spełnianie jakiegoś patriotycznego obowiązku i przestrzeganie za wszelką cenę prawa obowiązującego w naszej ukochanej Rzeczpospolitej. Ważne, by traktować innych z szacunkiem, wyzbyć się egoizmu i w końcu zdać sobie sprawę z tego, że na drogach nie jesteśmy sami. Gdybyśmy nauczyli się takiej postawy, życie byłoby cudowne. A może jednak lepiej tego nie róbmy - nie miałbym na co narzekać, a tym samym, o czym pisać…

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.