Włoska robota, czyli jak zniszczyć Ferrari za 1,2 mln zł piecem do pizzy

Nawet Clarkson i ekipa The Grand Tour nie wymyśliliby tego, co wydarzyło się na jednym z parkingów w Chinach. Wyobraźcie sobie, że wracacie na parking do swojego wymarzonego i wyczekanego Ferrari, oczywiście w kolorze Ferrari Rosso Corsa, a na nim leży... piec do pizzy.

Ferrari F8 Tributo zaczyna być coraz bardziej rozpoznawalne, jednak nie za sprawą swoich osiągów i wyglądu, ale tego, jak spektakularnie jest niszczone. Po znanym youtuberze, który skakał po dachu swojego F8 Tributo, a potem katował auto na szutrowej drodze niczym samochód rajdowy, przyszła pora na piec do pizzy. Tak, tak to nie pomyłka. Kolejny egzemplarz Ferrari F8 Tributo padło ofiarą dziwnego zdarzenia parkingowego. Jednak tym razem raczej nie zniszczono go specjalnie w celu zwiększenia zasięgów na kanale YouTube.

Zdarzenie, do jakiego doszło na jednym z parkingów w Chinach, wygląda po prostu na przypadkowy i pechowy w skutkach zbieg okoliczności. Oczywiście, nie można też wykluczyć hipotezy, że była to forma zemsty np. pracownika na ulubionej zabawce szefa. 

Co prawda, z nagrania, które zamieszczono w serwisie Tweeter, trudno jest dokładnie określić, jak rozległe były uszkodzenia. Jednak wydaje się, że przód Ferrari mocno się ugiął pod ogromnym ciężarem pieca, który spadł na nie ze stojącego obok wózka widłowego. Z tego można wnioskować, że nie skończy się na wymianie maski i błotnika, ale być może konieczna będzie też kosztowna naprawa zawieszenia.

Pytanie tylko, kto miał w tym przypadku podlejszy dzień – właściciel Ferrari czy operator wózka widłowego? Dla przypomnienia, nowe Ferrari F8 Tributo kosztuje ok. 1,2 mln zł. Pewnie ciekawi jesteście, ile kosztują części do tego samochodu? Dla przykładu nowa maska to wydatek ok. 30 tys. zł.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.