"Teraz będzie zatrzymanie obywatelskie", czyli sprawa na parkingu, której być nie powinno [WIDEO]

Na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się typowa. Typowa jednak nie jest. Bo szeryf z audi postanowił ukarać kierującego i dokonać obywatelskiego zatrzymania. Całe szczęście nie ma w tym przypadku żadnego zatrzymania. Ani obywatelskiego, ani policyjnego.

Więcej ciekawostek z polskich dróg znajdziesz w materiałach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Sytuacja miała miejsce na parkingu przed marketem w Bydgoszczy. Najpierw wjechał na niego samochód marki audi, zaraz za nim nagrywający filmik kierowca. Audi jechało dość wolno, a więc autor nagrania postanowił skręcić w alejkę, przejechać przez parking, szybciej zająć miejsce parkingowe i po prostu pójść na zakupy. Niestety sprawa się tak nie zakończyła.

Zobacz wideo 36-latek chciał ukraść hondę z parkingu. Nie udało mu się odjechać, więc... zabrał kierownicę, a potem ją zwrócił

Zatrzymanie obywatelskie, którego nie było. Nie pojawiła się też policja

Kierujący audi zaparkował obok, wysiadł z auta i poinformował autora nagrania, że właśnie dzwoni na policję. Chce bowiem zgłosić niedozwolony manewr wykonany przez kierującego. Gdy ten specjalnie się tym nie przejął, wysiadł z auta i poszedł do marketu, właściciel audi postanowił go śledzić. Przechodząc przez drzwi centrum poinformował nagrywającego, że "teraz będzie zatrzymanie obywatelskie", którego jednak nie było... Co było dalej? Autor nagrania zrobił zakupy, wrócił do auta i sprawa się rozpłynęła w powietrzu. Na parkingu nie było ani audi, ani policji.

Szeryf z audi najwyraźniej wyszedł z założenia, że skoro jedzie z przodu, może wszystko. Ci jadący z tyłu muszą się dostosować. Taki sam tok myślenia przedstawiają osoby, które jadąc autostradą zajmują pas lewy i podróżują nim z zawrotną prędkością 90 km/h.
 

Parkingowy szeryf z audi miał rację? No właśnie nie bardzo...

Fajnie że szeryf z audi w końcu się opamiętał. Fajnie też że napięcie między kierowcami nie przekroczyło granic chociażby naruszenia nietykalności cielesnej. Tyle że kto w tej sytuacji miał rację? Żeby to rozstrzygnąć, należy cofnąć się prawie do początku nagrania. Konkretnie do momentu, w którym auta wjeżdżają na parking przed marketem. Parking to teren prywatny i przed wjazdem na niego nie ma ani znaku D-52 "strefa ruchu", ani znaku D-46 "droga wewnętrzna". W skrócie, w miejscu takim nie obowiązują przepisy ruchu drogowego.

Powyższa okoliczność jest kluczowa z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze autor nagrania podejmując opisane wyżej zachowanie, nie popełnił wykroczenia. Popełnić go nawet nie mógł, skoro przepisy nie obowiązują. A nawet gdyby, służby nie miały prawa podejmować interwencji na terenie prywatnym. Dyspozytor nie przyjąłby takiego zlecenia dla patrolu. Po drugie zachowanie autora wcale nie było takie rażące czy drastyczne. Przejechał przez prawie pusty parking, na którym nie było widać żywej duszy. Zagrożenie dla bezpieczeństwa i to nawet to potencjalne było więc żadne.

Szkoda że ubliżał. Dobrze że nie posunął się dalej

Pewnie zatem było tak, że kierujący audi miał gorszy dzień, manewr autora nagrania naruszył jego kogucie poczucie własnej wartości i postanowił się na nim bezzasadnie wyżyć. Tak, to głupie. Z drugiej strony – że podkreślę to jeszcze raz – dobrze że konflikt nie eskalował i nie skończył się przemocą. Bo to byłoby zdecydowanie głupsze. I mogłoby już oznaczać interwencję służb. Dobrze też że autor nagrania nie postanowił przekuć filmiku w prywatny akt oskarżenia. W końcu według jego słów. kierowca audi bezzasadnie i dość solidnie mu ubliżał.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.