Kierowcy utknęli w śnieżycy. Uratował ich rozsądek, telefon i dron

Dwójkę Amerykanów zaskoczyła śnieżyca w dolinie Willamette. Ich samochody utknęły w śniegu i pewnie zamarzliby na śmierć, gdyby nie pomysłowość mężczyzny. Wykazał się wyjątkowym sprytem.

Mieszkaniec Oregonu zachował się niczym bohater serialu McGyver z lat 80. Podróżował swoim pikapem na terenie lasów Willamette, gdy zaskoczyły go niespodziewane opady śniegu. Samochód utknął w głębokiej zaspie, telefon stracił zasięg, zrobiło się zimno i nieprzyjemnie. Mrożącą krew w żyłach historię opisał dziennikarz Outside Online.

Zobacz wideo Mężczyzna zadzwonił, że utknął w zaspie i nie wie, gdzie jest

Więcej motoryzacyjnych wiadomości ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Szybko się okazało, że nie był sam. W pobliżu koczowała kobieta, która znalazła się w podobnej sytuacji i już od doby czekała na pomoc. Wspólnie znaleźli się w niebezpiecznej sytuacji, częściowo dlatego, że oboje zachowali się lekkomyślnie.

Żadne z nich nie przewidziało załamania pogody i nie powiedziało nikomu, dokąd się wybiera. Brak zasięgu sieci komórkowej oznaczał, że nie da się wezwać pomocy, a wędrowanie przez dziesiątki kilometrów w śniegu mogło skończyć się tragicznie.

Kolejne dwie noce spędzili w aucie. Na szczęście mieli zapas jedzenia, wody i paliwa, aby się ogrzać. W międzyczasie mężczyzna znalazł sposób na ratunek. Przypomniał sobie, że ma ze sobą drona. Napisał na telefonie komórkowym SMS do przyjaciela z prośbą o ratunek i spróbował go wysłać.

Nie udało się, ale nie przejął się tym. Przywiązał telefon do drona przy pomocy linki i wzniósł się w powietrze. Latał nim we wszystkie strony z nadzieją, że w górze aparat odzyska zasięg chociaż na chwilę i zdoła skutecznie wysłać wiadomość.

Miał rację. Ekipa ratunkowa SAR (Search And Rescue) przybyła po kilku godzinach. Pomysłowość, zimna krew i odrobina szczęscia uratowała życie dwójce podróżników. Ich historia to dobra lekcja dla wszystkich, którzy się wybierają w dzikie tereny.

Minęłoby sporo czasu, zanim ktoś by znalazł w takiej głuszy. Sytuacja była naprawdę niebezpieczna

- powiedział dziennikarzowi Outside Online Jason Bowman, koordynator SAR z biura szeryfa hrabstwa Lane.

Pikap Ford z pługiem śnieżnymPikap Ford z pługiem śnieżnym fot. Ford

Samochodowe podróże w nieznane są ekscytujące, ale mogą być niebezpieczne

Stany Zjednoczone zajmują bardzo dużą powierzchnię, dlatego w tym kraju wciąż są tereny, gdzie trudno spotkać drugiego człowieka. Z tego samego powodu nie da się objąć zasięgiem sieci komórkowej całego kraju.

Polska jest znacznie mniejsza i gęściej zamieszkana, ale to nie znaczy, że u nas nie może wydarzyć się podobna historia. W górach łatwo się zgubić i stracić zasięg. Często to się zdarza wędrowcom, rzadziej kierowcom, chociaż teoretycznie jest to możliwe nawet w naszym kraju.

Dlatego warto pamiętać, że za każdym razem, kiedy wybieramy się w dalszą podróż pieszo, rowerem, czy samochodem, trzeba komuś przekazać, dokąd zmierzamy i kiedy zamierzamy wrócić. Poza tym zwłaszcza zimą warto przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa: zabrać ze sobą coś do jedzenia, picia, ogrzania się oraz komunikacji.

Przede wszystkim jednak nie panikować, jeśli coś pójdzie nie tak. Przykład dwójki Amerykanów pokazuje, że nawet w pozornie beznadziejnej sytuacji da się znaleźć jakieś rozwiązanie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.