Fabryka Izery nie powstanie w Górach Izerskich. To dopiero początek złych wiadomości

Wszyscy piszą o wpadce Radosława Fogla dotyczącej lokalizacji fabryki Izery, która zdaniem polityka PiS ma powstać w... Górach Izerskich. Śmiech to zdrowie, jednak nie powinien przysłonić nowych faktów w sprawie polskiego samochodu elektrycznego. A fakty świadczą przeciwko niemu.

Szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych i były rzecznik Prawa i Sprawiedliwości albo mało wie o tym, co się dzieje w polskim przemyśle, albo jest bardzo roztargniony. W czasie wczorajszej rozmowy z Robertem Mazurkiem w RMF.FM wypalił, że fabryka Izery powstanie w... Górach Izerskich. Więcej wiadomości na temat polskiego samochodu elektrycznego znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Do Studia Biznes przyjechał amerykański pikap Jeep Gladiator

Brzmi logicznie, ale niestety nie jest prawdą. Planowana lokalizacja zakładów produkujących Izerę to śląsko-małopolskie Jaworzno, które leży ponad 300 km od Gór Izerskich. Poza tym w górach trudniej byłoby zbudować fabrykę samochodów. Teraz z Fogla śmieje się cała Polska. Trudno, takie wpadki na żywo mogą zdarzyć się prawie każdemu. Gorzej, jeśli cały projekt spółki ElectroMobility Poland również okaże się wpadką.

W tym samym czasie kiedy Radosław Fogiel podzielił się swoimi rewelacjami ze słuchaczami, poznaliśmy dwa nowe fakty dotyczące polskiego samochodu elektrycznego. Pierwszy taki, że jego rynkowa premiera opóźni się i najpewniej nastąpi dopiero w 2026 zamiast w 2024 roku. Drugim jest wiadomość, że jedyny inwestor, który w tej chwili rozważa dofinansowanie projektu, to kolejna spółka skarbu państwa.

Pierwsza sprawa chyba nikogo, nie dziwi, bo jest potwierdzeniem tego, czego się wszyscy domyślaliśmy. Spółka ElectroMobility Poland zalicza kolejne opóźnienie i nie wyrobi się na poprzedni termin. To źle, bo z upływem czasu Izera stanie się przestarzała, niekonkurencyjna i oderwana od rynkowej rzeczywistości.

Właśnie debiutują pierwsze samochody zaprojektowane na architekturze technicznej SEA (ang. Sustainable Experience Architecture) chińskiego koncernu Geely. Za kilka lat ta platforma będzie znacznie mniej innowacyjna. Być może to nie zaszkodzi polskiemu projektowi, ale na pewno mu nie pomoże.

Wyróżnikiem Izery w morzu elektryków nie mają być parametry techniczne ani oryginalna konstrukcja, tylko atrakcyjna cena i polskie pochodzenie. Pytanie, czy jedno da się osiągnąć bez państwowych dotacji, a drugie kogokolwiek interesuje na tyle, żeby zagłosować na Izerę portfelem.

Druga sprawa jest gorsza. ElectroMobility Poland desperacko potrzebuje inwestorów, bo bez nich nie spina się budżet na skonstruowanie elektrycznego auta i zbudowanie fabryki o wydajności 100 tys. samochodów rocznie.

Polski samochód elektryczny IzeraPolski samochód elektryczny Izera fot. EMP

Wzajemne inwestycje spółek skarbu państwa to przelewanie z pustego w próżne

Niedawno portal WNP.pl triumfalnie ogłosił, że projekt polskiego samochodu elektrycznego ma szanse na mocnego inwestora. Cóż z tego, skoro okazuje się, że chodzi o kolejną spółkę z udziałem skarbu państwa.

Pierwszą jest sama ElectroMobility Poland. Drugą ponoć może być Polski Fundusz Rozwoju, który nie wyklucza swojego zaangażowania kapitałowego. Prezes PFR Paweł Borys w czasie konferencji EEC Trends podobno powiedział, że Izera to "profesjonalny, bardzo dobrze przygotowany i prowadzony projekt".

Trzeba wiedzieć, że Polski Fundusz Rozwoju został wybrany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej do zarządzania dedykowanym funduszem elektromobilności.

Teraz musi jakoś wydać te pieniądze. Oczywiście można by przy ich pomocy dotować fotowoltaikę albo budowę stacji ładowania samochodów elektrycznych, ale kiedy z nieba spada taki projekt, jak Izera, nad czym się zastanawiać? Tak jakby polski samochód elektryczny miał zlikwidować wszelkie problemy związane z krajową elektromobilnością.

Dopóki w jedną spółkę skarbu państwa inwestuje inna, nie oznacza to żadnych dobrych wiadomości. Dla mnie spółki skarbu państwa, to przedsiębiorstwa, które udają, że postępują zgodnie z regułami wolnego rynku, ale tak naprawdę są narzędziami w ręku polityków.

Jak prezes dowolnej spółki skarbu państwa ma podejmować rozsądne i odpowiedzialne decyzje, jeśli z tego powodu może w ciągu jednego dnia być zdymisjonowany przez szefa rządzącej w Polsce partii? Ano nie może, dlatego spółki z udziałem podejmują decyzje o skutkach finansowych z politycznej, a nie ekonomicznej motywacji.

Dlatego wiadomość o opóźnieniu rozpoczęcia sprzedaży Izery jest zła, a o możliwości zainwestowania funduszy w EMP przez PFR, jeszcze gorsza. Pierwsza odstraszy prawdziwych inwestorów, a druga oznacza przelewanie z pustego w próżne. Zamiast śmiać się z nieszczęśliwej pomyłki Radosława Fogla, powinniśmy płakać z powyższych powodów, bo chodzi o nasze pieniądze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.