Odszkodowanie z polskiego OC dla zagranicznego kierowcy. Czyli co on sobie za to kupi, waciki?

Obcokrajowiec przyjeżdża do Polski własnym autem. Niestety ma pecha i dochodzi do kolizji. Sprawca jest znany i ma polisę OC. A więc wszystko skończy się dobrze? Nie zawsze, bo zaskoczeniem może być wysokość zaproponowanego odszkodowania.

O zawiłościach polskiego systemu ubezpieczeń komunikacyjnych opowiadamy również w serwisie Gazeta.pl.

Polska jest pod względem ubezpieczeniowym krajem dość cywilizowanym. Każdy zarejestrowany samochód musi posiadać polisę OC. Ta ma zabezpieczyć ewentualne roszczenia osób poszkodowanych, w razie wystąpienia kolizji. W teorii wszystko wygląda pięknie. Oględziny prowadzi rzeczoznawca, a następnie na bazie rynkowych stawek wylicza wartość odszkodowania.

Prawda jest jednak taka, że stawki te są oderwane od rzeczywistości nawet w przypadku napraw wykonywanych w Polsce. Nie wspominając już o zagranicznych poszkodowanych i zagranicznych naprawach.
Zobacz wideo Oszustwo na stłuczkę? Policjanci poszukują poszkodowanych, którzy brali udział w podobnych kolizjach jak na wideo

Kierowca BMW dostał grosze. Chyba na otarcie łez...

Opisany przez nas powyżej schemat dotyczył historii Pana Sławomira. W jednym z tekstów przybliża ją serwis Polskiobserwator.de. Pan Sławomir choć jest Polakiem, od lat mieszka w Berlinie. Tam też zarejestrował swoje BMW. Gdy jednak przyjechał nim do Polski, zdarzyła się kolizja. Ta całe szczęście zakończyła się niegroźnie. BMW miało jedynie uszkodzony zderzak. Jako że Pan Sławomir był poszkodowanym, dokonał w polskim zakładzie ubezpieczeń zgłoszenia roszczenia z tytułu OC sprawcy, dopełnił wszelkich formalności i czekał na wycenę towarzystwa. Kwota zaproponowana przez firmę była jednak raczej symboliczna, żeby nie napisać śmieszna.

Polskie towarzystwo dokonało wyceny naprawy samochodu zarejestrowanego za granicą w oparciu o polskie stawki. O aktualne w Polsce ceny części zamiennych i wartości roboczogodzin obowiązujących w krajowych warsztatach. W Niemczech – a więc w kraju, w którym BMW Pana Sławomira będzie naprawiane – kwoty są zdecydowanie wyższe.

Kolizja za granicą. Jak nie zapłacić za naprawę z własnej kieszeni?

Pewnie powiecie, że nasz rodak z Berlina powinien walczyć o swoje. Pewnie, że tak. Tyle że pójście na wojnę samodzielnie może oznaczać wymianę serią maili i ostatecznie skierowaniem sprawy do polskiego sądu. Tam na rozstrzygnięcie trzeba będzie poczekać kilka lat. Czy są metody alternatywne? Są i to trzy. Zagraniczny kierowca, którego auto ucierpiało na terenie Polski w wyniku kolizji z autem zarejestrowanym w Polsce, może np. poprosić o pomoc jedno ze stowarzyszeń pozarządowych działających w sektorze motoryzacyjnym. Te oferują odpłatne mediacje z ubezpieczycielem.

Istnieje też możliwość naprawienia szkody na podstawie wykupionej dla samochodu polisy autocasco. To będzie jednak oznaczać utratę zniżek.

Dużo pewniejszym sposobem na zagwarantowanie sobie właściwego ubezpieczenia, w przypadku aut zarejestrowanych w Niemczech, jest np. dodatkowa polisa o nazwie auslandschadenschuetz. Trzeba ją wykupić przed wyjazdem. W jej ramach w razie niezawinionej kolizji (bez względu na kraj), właściciel auta pochodzącego z Niemiec będzie mógł rozliczyć szkodę i otrzymać odszkodowanie o wartości pozwalającej na naprawę pojazdu.

Więcej o:
Copyright © Agora SA