Wyłudzenie odszkodowania? Niewyłączone żelazko? Trudno wytłumaczyć zachowanie kierowcy Kii

Tuż po opuszczenia ronda, na drodze w kierunku Starych Babic, kierowca Kii nagle zahamował, doprowadzając tym samym do stłuczki. Trudno wyjaśnić przyczynę dziwnego zachowania prowadzącego SUV-a.

Na nagraniu opublikowanym na kanale Bandyta z kamerką widzimy przebieg dość dziwnego zdarzenia, do jakiego doszło w środę, 5 października na drodze w kierunku Starych Babic, niedaleko Bielska-Białej.

Autor materiału trzymał się tuż za szarą Kią Sorento. Po zjechaniu z ronda kierowca SUV-a nagle zahamował, przez co nagrywający zderzył się z nim.

 

Na miejsce została wezwana policja, która ukarała autora nagrania 10 punktami karnymi i mandatem opiewającym na 1020 zł. Jak można wyczytać z opisu filmiku, kierowca Kii nie był w stanie wytłumaczyć, dlaczego zahamował.

Internauci doszukują się różnych przyczyn

Trudno określić, z jakiego powodu prowadzący SUV-a zachował się w taki sposób. Niektórzy internauci wskazują, że mógł się po prostu zagapić. Możliwe, że roztargniony kierowca przypomniał sobie o czymś ważnym, np. o niewyłączonym żelazku, i zaszokowany zahamował. Cóż, różnie bywa...

Inni natomiast wskazują możliwość pomylenia pedałów sprzęgła i hamulca. Kierowca przesiadł się z samochodu z manualem, do Kii z automatem (czwarta generacja modelu Sorento była i jest dostępna tylko 6 i 8-biegowymi przekładniami automatycznymi), przez co z przyzwyczajenia wcisnął nie ten pedał. Pomylenie hamulca i pedału gazu jest z kolei tak trudne, jak wygranie w totka - możliwe, ale bardzo rzadkie.

Jedynym w miarę logicznym powodem jest próba wymuszenia odszkodowania. W tym przypadku taki pomysł jest jednak kompletnie nieopłacalny. Mówimy przecież o samochodzie maksymalnie dwuletnim, w którym każda stłuczka powoduje dużą utratę wartości. Wypłacone odszkodowanie byłoby więc zbyt niskie, względem poniesionych strat. Jeżeli jednak kierowca Kii rzeczywiście starał się je wyłudzić, zgodnie z art. 298 par. 1 kodeksu karnego, grozi mu za to kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Faktem jest jednak to, że autor materiału nie zachował dostatecznego odstępu. Gdyby to zrobił, uniknąłby przykrych konsekwencji. Nie ma on jednak zamiaru odpuścić i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez policję.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.