Auto staje w płomieniach po kolizji. Uczestnicy bezradni, pomogli świadkowie

Samochód marki Renault brał udział w kolizji, w efekcie której doszło do jego zapłonu. Kierująca szybko opuściła pojazd, a kilka chwil później świadkowie zdarzenia pomogli z ugaszeniem płomienia.

W samochodzie krąży wiele płynów, które są łatwopalne. Od paliwa, poprzez płyn hamulcowy i olej silnikowy, nawet do czynnika klimatyzacji w samochodach wyprodukowanych po roku 2011. Wszystko jest w porządku, dopóki wszelkie układy są szczelne. W wyniku kolizji może jednak dojść do uszkodzenia przewodów i połączeń oraz wycieku palnych substancji. Wtedy potrzeba już tylko odpowiednio wysokiej temperatury lub iskry, aby auto stanęło w płomieniach.

Więcej o sytuacjach na drogach piszemy na stronie Gazeta.pl

Tak było właśnie w tym przypadku. Sytuacja miała miejsce na skrzyżowaniu w Częstochowie. Kierująca samochodem marki Renault nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającemu pojazdowi podczas skrętu w lewo. Doszło do zderzenia, które nie wyglądałoby na groźne, gdyby nie fakt, że spod maski renault zaczął wydobywać się ogień. Na początku z dużą intensywnością, ale za chwile zaczął przygasać. Niestety nieco później znów zaczął być widoczny.

Wszystkie osoby z pojazdów biorących udział w kolizji wyszły natychmiast o swoich siłach. Można jednak zauważyć, że w pierwszych chwilach nie wiedziały, co zrobić. Pani z renault podjęła jeszcze decyzję o uratowaniu wartościowych rzeczy ze środka pojazdu, ale nie wpadła na pomysł, aby sięgnąć po gaśnicę. Podobnie jak pozostała dwójka uczestników zdarzenia.

Na szczęście, niektórzy świadkowie byli bardziej przytomni. Minutę od zderzenia w kadrze pojawiło się trzech mężczyzn. Jeden z nich miał gaśnicę, z którą walczył przez chwilę, aby zdjąć z niej zabezpieczenie. Dwóch pozostałych ruszyło do płonącego auta, aby znaleźć jeszcze jedną gaśnicę w bagażniku. Mężczyzna z gaśnicą rozpoczął w tym czasie próbę ugaszenia pożaru auta. Za chwilę pojawiły się kłęby gęstego, szarego dymu, który przysłonił nieco całą akcję gaśniczą. Kilkadziesiąt sekund później sytuacja wyglądała już na opanowaną.

Nagranie wideo pojawiło się na kanale STOP CHAM w serwisie YouTube. Możecie je zobaczyć poniżej.

 

Z nagrania można wnioskować, że żadnemu z uczestników kolizji nic się nie stało, a w całej sytuacji ucierpiały jedynie samochody. Wideo dobrze pokazuje, że w stresujących sytuacjach ciężko o racjonalną reakcję. Jeden z mężczyzn z drugiego pojazdu przez pewien czas przyglądał się całej sytuacji, trzymając się za głowę. Nie wiadomo, jak skończyłoby się całe zajście, gdyby nie pomoc osób trzecich.

Zobacz wideo Styczność z Rolls-Royce'em to doświadczenie, które przenosi w inny wymiar pojęcia luksus
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.