Pobił rekord Guinnessa w jeździe do tyłu. Na wstecznym wyciągnął 87 km/h

Amerykański pasjonat ustanowił właśnie oficjalny rekord Guinnessa w jeździe... na wstecznym. Mężczyzna pokonał jedną milę w czasie minuty i 15 sekund rozpędzając się przy tym do 87 km/h.
Zobacz wideo Motocyklista stanął na siodełku i puścił kierownicę

Producenci samochodów, podając do publicznej wiadomości osiągi auta skupiają się na czasie do pierwszej setki i prędkości maksymalnej. Mowa jednak o jeździe do przodu. Amerykański miłośnik motoryzacji Scot Burner testuje jednak supersamochody, jadąc do tyłu. Właśnie udało mu się trafić do Księgi Rekordów Guinnessa.

Jedna mila w minutę i 15 sekund. Silnik nie miał łatwego zadania

Rekord ten możemy raczej traktować z kategorii mało użytecznych ciekawostek, ale to właśnie takie, nietypowe wyzwania zazwyczaj bawią najbardziej. Scot Burner skupił się na osiąganiu jak najlepszych czasów jadąc na wstecznym i teraz jego trud nagrodzono oficjalnym rekordem Guinnessa.

Burner przejechał bowiem jedną milę (ok. 1,6 km) w 75,184 sekundy, co daje nieco ponad minutę i 15 sekund. Poprzedni wpis do Księgi pobił tym samym o prawie 22 sekundy. Rekordowy przejazd miał miejsce w czerwcu br., a na mierzonym dystansie auto rozpędziło się do prędkości 54 mil na godzinę (86,9 km/h), co jest nie lada wyczynem.

Rekordowa próba została zmierzona na torze należącym do National Corvette Museum w stanie Kentucky w USA. Miejsce nieprzypadkowe, bo Amerykanin do bicia rekordu wybrał Chevroleta Corvette C7 (wcześniejszy rekord ustanowiono przy pomocy Nissana Leafa). Oczywiście samochód nie mógł być modyfikowany, do próby stanął bez żadnych przeróbek.

 

C7 to siódma generacja Corvette'y produkowana w latach 2013-2019. Egzemplarz, który pobił rekord został wyprodukowany w 2017 roku. Co ważne jest to wersja z siedmiobiegową, manualną skrzynią biegów, która nie ma ogranicznika prędkości na wstecznym (w przeciwieństwie do automatu).

Długotrwała jazda na maksymalnych obrotach do tyłu była z pewnością sporym obciążeniem dla silnika. Scot Burner zaznacza jednak, że auto przeżyło bicie rekordu bez większych problemów. Silnik wychlapał jedynie część oleju, ale Burner i tak wymieniał go dzień po rekordowej próbie.

Więcej ciekawostek motoryzacyjnych znajdziesz na Gazeta.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.