Hasło z billboardów o najtańszym paliwie to prawda. I ogromne niedopowiedzenie

Filip Trusz
Ceny paliw w Polsce są jednymi z najniższych w Europie - głoszą nowe billboardy w polskich miastach. Stuprocentowa prawda. I spore (mało powiedziane) niedopowiedzenie.

Liczbami bardzo łatwo manipulować. Polska ma ponad stukrotnie większe PKB od Księstwa Monako i wyraźnie większe od Republiki Czeskiej. Ale czy to oznacza, że jesteśmy bogatsi od tych dwóch państw? Oczywiście można tak powiedzieć, jeśli tworzylibyśmy ranking największych gospodarek świata, ale kiedy spojrzymy na zamożność mieszkańców, to Czesi nas lekko wyprzedzą, a Monakijczycy w ogóle okażą się skrajnym przykładem z samej światowej czołówki.

Studenci kierunków ekonomicznych na pierwszym roku uczą się o Wskaźniku Big Maca. To bardzo prosty, mający oczywiście sporo wad, wskaźnik, który jednak pozwala na pobieżne zorientowanie się w sytuacji poszczególnych krajów. W skrócie - dowiadujemy się, ile realnie kosztuje popularna kanapka w danym kraju. Są jego przeróżne warianty (można zaprezentować różne dane), a do tematu benzyny najlepiej pasuje ten, który pokazuje, ile minut w danym państwie pracuje się na hamburgera lub ile można ich kupić za średnią pensję. Przykład? Bank UBS w 2012 r. podał, że przeciętny mieszkaniec Tokio na Big Maca pracuje dziewięć minut, Nowego Jorku i Los Angeles około dziesięciu, a Warszawy - aż 36. I to mimo, że u nas kanapka jest przecież tańsza niż w wymienionych miastach.

Najświeższe informacje o inflacji i cenach paliw znajdziesz codziennie na stronie głównej gazety.pl

Zobacz wideo Świat ma teraz problem nie tylko z cenami energii. Drożeje niemal wszystko

Jedne z najniższych cen paliw w Europie

Bardzo podobnie powinniśmy podejść właśnie do cen na stacjach paliw. Hasło "ceny paliw w Polsce są jednymi z najniższych w Europie", pod którym na billboardzie podpisuje się m.in. Polska Izba Paliw, Orlen oraz Lotos, jest jak najbardziej prawdziwe. Nikt nie oszukuje, nikt nie manipuluje kwotami. Takie są fakty. Nad Wisłą za litr benzyny 95 i oleju napędowego płacimy teraz lekko ponad sześć złotych (na stronie, do której odsyła reklama, podano 6,04 zł/l). Po przeliczeniu średnich cen w innych państwach na złotówki, okaże się, że mniej płacą tylko Bułgarzy oraz Rumuni.

Więcej płacą Węgrzy (6,23 zł/l), Słoweńcy (6,32 zł/l) czy Czesi (7,02 zł/l). W Niemczech jest to już 7,63 zł, a w Wielkiej Brytanii, po której dużo jeżdżą polscy kierowcy - aż 8,23 zł. O zawrót głowy mieszkańca naszego kraju przyprawią na pewno kwoty z Norwegii (8,8 zł), Danii (8,87 zł) i rekordowej Holandii, gdzie litr 95 kosztuje średnio 9,89 zł.

To prawda. Tylko, że postawienie w tym miejscu kropki byłoby jednym wielkim niedopowiedzeniem i, nie bójmy się tego słowa, piękną manipulacją.

Bramki na autostradzie A4 w kierunku KatowicJest lista stacji, na których kupimy bilet na autostradę

Cenę na dystrybutorze trzeba zestawić z pensją

Bo co wynika z zestawienia naszych 6,04 zł/l z 7,63 zł/l z Niemiec? Tylko suchy fakt, że w Polsce jest taniej niż za Odrą. Kierowcy taka informacja nie daje nic, ponieważ przy dystrybutorze wcale nie jest najważniejsza kwota, a to jak odnosi się ona do naszej pensji. Nikomu by nie przeszkadzał litr paliwa za dziesięć złotych, kiedy zamiast trzech tysięcy na rękę zarabiałby, strzelam dla jaskrawego przykładu, 15. Choć przy tankowaniu z konta schodziłaby dużo większa kwota, to realnie byśmy jej wcale tak mocno nie odczuwali. Prawda?

Tak trzeba patrzeć na ceny benzyny i w takim kontekście pisać o nich, kiedy chcemy się porównywać z Europą.

Jak siła nabywcza polskiego kierowcy wypada na tle Europy?

Bardzo trudno stworzyć równie klarowne zestawienie dla całej Europy, ile litrów benzyny można kupić za średnią pensję w danym momencie. Jeszcze ceny paliw w poszczególnych krajach da się ustalić łatwo, ale problemy pojawiają się ze średnim wynagrodzeniem, ponieważ każde państwo takie dane publikuje kiedy indziej, często bardzo nieregularnie. Najbardziej wiarygodne zestawienia unijnych instytucji powstają więc po długim czasie. Pozwalają nam się więc zorientować, jak wyglądała sytuacja np. w całym 2020 r., ale nie są aktualne. Zwłaszcza w tak niepewnych czasach. Dlatego nie można takich zestawień brać za pewnik.

Mogą jednak dać nam orientacyjny obraz sytuacji na rynku. Zwłaszcza, że Polska zawsze w takim rankingu plasuje się na szarym końcu. W październiku w rząd uderzała, w niektórych głosowaniach idąca z nim ramię w ramię, Konfederacja. Politycy z prawej strony wskazywali, że Polak za średnią pensję może kupić ok. 673 l benzyny. Więcej np. od Greków, Słowaków i Chorwatów, ale na tle Europy wypadamy bardzo blado. Statystyczny Anglik mógł kupić ok. 1600, Niemiec ponad 1700, a Szwajcar - aż 2800 litrów. W każdym z tych krajów cena litra jest znacznie wyższa niż w Polsce.

Bezpieczniejsze założenia przyjął choćby portal money.pl, który sprawdził, jak sytuacja wyglądała w pierwszej połowie roku, przed szalonym skokiem inflacji i kolejną falą pandemią. Polski kierowca za za średnie wynagrodzenie netto w pierwszym półroczu 2021 roku mógł kupić 808 l. Dla porównania w Wielkiej Brytanii można było wtedy kupić 1512, a w Niemczech 1786 l.

Możemy się cofnąć jeszcze trochę, do 2019 r. i czasów sprzed pandemii, kiedy nie martwiliśmy się inflacją. Na Moto.pl Bartłomiej Pawlak opracował wtedy zestawienie Polski z kilkoma krajami. Statystyczny Polak mógł zatankować 688 litrów. Bartek porównał Polskę z sześcioma krajami z Europy - Litwą, Czechami, Hiszpanią, Niemcami, Wielką Brytanią i Norwegią. Na koniec podał również wyliczenia dla motoryzacyjnego raju - USA.

  • Polska - 688 l
  • Czechy - 773 l
  • Hiszpania - 1345 l
  • Niemcy - 1573 l
  • Wielka Brytania - 1628 l
  • Norwegia - 1961 l
  • USA - 4293 l

Co wynika z tych wyliczanek? Suche liczby nie mają żadnego znaczenia. Zawsze trzeba je do czegoś odnieść, a hasło z billboardu tak naprawdę nie znaczy nic. To sprytna sztuczka i spore niedopowiedzenie.

Dystrybutor paliwa na stacji.Nadchodzą obniżki cen paliw. Sasin: na litrze zaoszczędzimy 20-30 groszy

Więcej o: