Uszkodziłeś auto na parkingu i zostawiłeś numer telefonu za wycieraczką? Możesz mieć kłopoty

Karteczka z numerem telefonu za wycieraczką to dobra metoda na poinformowanie poszkodowanego o kolizji. Dobra, ale nie zawsze wystarczająca. Bo kierowca może karteczkę zgubić, ewentualnie uznać że prowadzący zapłaci za wszystkie rysy na karoserii.

Więcej porad motoryzacyjnych znajdziesz również w serwisie Gazeta.pl.

Każdego roku policji zgłaszanych jest blisko 400 tys. kolizji. A to nie wszystkie zdarzenia, które mają miejsce na drogach. Bo czasami kierowcy dogadują się w sprawie stłuczki między sobą. I formą dogadania się jest spisanie oświadczenia. Jak jednak spisać oświadczenie z poszkodowanym, gdy nie ma go przy aucie? Kierowcy znają dość prostą odpowiedź. Wystarczy zostawić informację za wycieraczką auta zawierającą dane osobowe, numer telefonu i przyznanie się do winy. Poszkodowany nawiąże kontakt ze sprawcą, dzięki czemu w sprzyjającym czasie i okolicznościach spiszą oświadczenie.

Zobacz wideo Test Forda Mustanga Mach-E

Zostaw karteczkę – to oczywiste. Oczywisty jest też błąd!

I w tej historii teoretycznie nie powinno być żadnych haczyków, ale niestety są. Bo czasami poszkodowani postanawiają wykorzystać sprzyjającą okazję i zwiększają zakres ewentualnych uszkodzeń tak. Dzięki temu chcą przy okazji usunąć stare ryzy lub zwiększyć kwotę wypłaty z ubezpieczenia. Cwaniactwo takiego zachowania jest oczywiste. Kierowca, który zostawił swoje dane za wycieraczką może jednak nie mieć narzędzi obrony. A w takim przypadku kwestionowaniem roszczenia poszkodowanego może się zająć tylko policja lub sąd.

Poszkodowany chce oszukać? Przygotuj się na to

Oczywiście cwaniactwo poszkodowanych wcale nie oznacza, że sprawca zdarzenia drogowego nie może się na taki scenariusz przygotować. Bo nie tylko może, ale wręcz powinien. W jaki sposób? Powinien wykonać cztery kroki. Po pierwsze absolutną podstawą są zdjęcia – ale nie sytuacyjne, a konkretnych uszkodzeń. Po drugie sprawca może się zainteresować np. możliwością odczytania nagrania z kamery – warto sprawdzić czy w okolicy jest miejski monitoring np. pod kątem ewentualnego wyjaśniania sprawy przez policję.

Po trzecie musi przyłożyć wszelkich starań do namierzenia poszkodowanego – być może znajduje się w pobliskim sklepie lub gdzieś blisko mieszka. I uda się go w ciągu kilku minut ściągnąć na miejsce zdarzenia. I po czwarte posiadając dane pojazdu poszkodowanego i zdjęcia, sprawca może zgłosić szkodę swojej firmie ubezpieczeniowej. Być może jej przedstawiciel podpowie jeszcze jakieś sensowne rozwiązanie dodatkowe.

Ktoś oszukał cię kierunkowskazem i doszło do stłuczki? Niestety, działa tu jedna zasadaKtoś oszukał cię kierunkowskazem i doszło do stłuczki? Niestety, działa tu jedna zasada

Zamiast poszkodowanego przyjdzie... policja!

Kwestia rozszerzenia uszkodzeń to tak naprawdę dopiero pierwszy temat. Bo może się okazać, że do sprawcy zamiast poszkodowanego przyjdą... policjanci. Czemu? Karteczka np. wyleci zza wycieraczki, ewentualnie wyciągnie ją ktoś postronny. A pojazd sprawcy zostanie namierzony na podstawie zeznań świadka, który zapamiętał numer rejestracyjny. W takim przypadku pokrycie kosztu naprawy pojazdu z polisy OC to jedno. Drugą kwestią jest oskarżenie o odjechanie z miejsca kolizji i wyższy mandat.

I w tym punkcie również kluczowe okazują się zdjęcia lub monitoring. Na ich podstawie kierowca będzie w stanie udowodnić, że zostawił swoje dane kontaktowe.
Więcej o: