Kierunkowskazy i polscy kierowcy, czyli godność, strach i "odruch bycia wrogim"

Filip Trusz
Wielu polskich kierowców niechętnie używa kierunkowskazów. Dla jednych jest to poniżej godności. Drudzy się boją, ponieważ wiedzą, że włączony migacz budzi w niektórych agresję. Zamiast pomóc wykonać manewr, może go utrudnić.

"Wyższa szkoła jazdy" to cykl na Moto.pl, w którym wyjaśniamy najbardziej kontrowersyjne przepisy ruchu drogowego. Ale nie tylko. Znajdziecie tu mieszankę tematów z pogranicza kodeksu drogowego, egzaminu na prawo jazdy, dobrych praktyk na drodze oraz przydatnych porad dla kierowców.

Zmiana kilku pasów wcale nie musi być wyzwaniem. Dowiedziałem się tego w Niemczech

Praktycznie całe życie mieszkałem naprzeciwko jednego z warszawskich centrów handlowych i to tam jeździłem czasem na większe zakupy spożywcze. Żeby wrócić do domu, musiałem wyjechać z parkingu na trzypasmową ulicę i na krótkim odcinku przebić się na czwarty pas, z którego można zawrócić. Dla młodego, niepewnego kierowcy sytuacja wyjątkowo stresująca. Nawet teraz, jak jadę do rodziców, po prostu wybieram okrężną drogę. Zarząd centrum handlowego otrzymywał najwyraźniej sporo skarg od kierowców, ponieważ kiedyś, parkując na zewnątrz, można było wyjechać tylko w ulicę Powsińską. Teraz da się wybrać inny wyjazd i oszczędzić sobie nerwów.

Przez dłuższy czas ta walka o dotarcie na docelowy pas wydawała mi się normalna. Aż pojechałem do Niemiec i znalazłem się w podobnej sytuacji - źle pojechałem i musiałem szybko zawrócić. Wrzuciłem lewy kierunkowskaz i... nagle wszyscy zwolnili, żeby mnie przepuścić. W mgnieniu oka zmieniłem kilka pasów. Wszystko odbyło się błyskawicznie, w ogóle bez wpływu na płynność ruchu.

Nigdy nie można uogólniać i wszystkich wrzucać do jednego worka. Większość polskich kierowców jeździ bezpiecznie i kulturalnie. Niestety, na drodze wystarczą jednostki, żeby zamienić ją w pole bitwy, a grupa nieużywająca kierunkowskazów lub reagująca na nie alergicznie wciąż jest liczna.

Wyjazd z centrum handlowegoWyjazd z centrum handlowego zrzut ekranu z Google Maps

Kierunkowskaz? A komu to potrzebne?

Wszyscy znają żarty z jedną z niemieckich marek premium, ale nieużywanie kierunkowskazów to przypadłość także kierowców innych samochodów. Migacze służą do informowania pozostałych uczestników ruchu o naszych zamiarach - pozwalają się zorientować, jaki manewr zaraz wykonamy. Nagła zmiana pasa lub skręt bez uprzedniego włączenia kierunkowskazu to proszenie się o stłuczkę albo wypadek. Kierowca za nami nie ma pojęcia, czego się spodziewać i zostawiamy mu znacznie mniej czasu na reakcję.

Niektórzy zachowują się jednak, jakby trącenie dźwigni urągało ich godności. "Ja nie muszę", "tu nie potrzeba", "po co ten kierunkowskaz", "przecież jadę bezpiecznie" - argumentów jest wiele. Żaden nie jest słuszny. Kierunkowskazów używacie także dla siebie. Informując innych o swoich zamiarach, zmniejszacie ryzyko niebezpiecznej sytuacji. Korzystają na tym wszyscy.

No dobrze... użyję. Ale w ostatniej chwili

Są też kierowcy, którzy kierunków używają, ale w sposób powodujących podobne niebezpieczeństwo, jak ich nieużywanie. Chcesz zmienić pas? Włącz migacz, daj innym chwilę i wykonaj manewr. Włączenie kierunkowskazu w momencie skręcenia kierownicy nie daje nic. Równie irytujący jest kierowca, który stoi na czerwonym świetle, zapala się zielone, a on dokładnie w tej chwili włącza kierunek. Gdyby włączył go wcześniej, to kierowcy za nim mogliby zareagować i wybrać inny pas. Jeśli jest tylko jeden pas, kierowca za wami będzie wiedział, że zaraz po ruszeniu zatrzymacie się albo zwolnicie, żeby skręcić. Będzie na to gotowy. Jeśli włączycie migacz w ostatniej chwili, zmusicie go do nagłego hamowania. A jeśli się zagapi i w was wjedzie? Wina będzie po jego stronie, ale tak naprawdę to wy sprowokujecie tę sytuację. Po co?

Zobacz wideo Jazda na granicy życia i śmierci. Policja publikuje kompilację wyczynów kierowców

Wracamy do przykładu z centrum handlowym. W niektórych kierunkowskazy budzą "odruch bycia wrogim"

Kiedy na kolegium redakcyjnym zgłosiłem pomysł napisania o kierunkowskazach, wywiązała się dyskusja. Łukasz Kifer użył sformułowania, że migacze budzą "odruch bycia wrogim". To na tyle trafne spostrzeżenie, że postanowiłem mu je podkraść. Niewpuszczenie kogoś, kto włączył kierunkowskaz, wciąż zdarza się na polskich drogach. Na szczęście coraz rzadziej, ale z pewnością spotkaliście się nie raz z problemem zmiany pasa ruchu. Jest grupka kierowców, która w takiej sytuacji za punkt honoru stawia sobie niewpuszczenie innego samochodu przed siebie. Niektórzy nawet celowo przyspieszają, żeby uniemożliwić innej osobie wykonanie manewru. Największe asy polskich dróg będą trzymać się w waszym martwym polu, kompletnie was blokując.

Irytujące, niebezpiecznie i po prostu głupie. Takie zachowanie obniża płynność ruchu oraz powoduje korki. Jeżeli ktoś jedzie przepisowo prawym pasem, a chce skręcić w lewo i musi zmienić pas na skrajny lewy, to w interesie wszystkich na drodze jest umożliwienie mu tego manewru. Złośliwe blokowanie to tylko nerwowe sytuacje, zmuszanie takiej osoby do gwałtownego zwolnienia, wciskania się i utrudniania ruchu. Tracą wszyscy. Także osoba, która bawi się w szeryfa - nie tylko czas, bo taka jazda przekłada się przecież na wyższe zużycie paliwa.

Nie włączę kierunku, bo się boję, a pas zmienię dwa kilometry przed manewrem

Z powyższego bierze się kolejny problem polskich dróg. Wielu kierowców okupuje środkowy lub lewy pas. Wcale nie z cwaniactwa czy nieznajomości przepisów. Po prostu boją się walki o swoje i minięcia skrętu. Nie każdy czuje się za kierownicą pewnie i poradzi sobie w sytuacji, kiedy trafi na złośliwą osobę. Mniej pewni siebie kierowcy często zajmują lewy pas na długo przed zaplanowanym zakrętem ze strachu, że później ktoś ich nie wpuści.

Inni wolą kierunku nie wrzucić, a zmianę pasa wykonać z zaskoczenia. Włączenie migacza może przecież sprawić, że ktoś nagle przyspieszy i nas zablokuje... I tak koło się zamyka.

Kierunkowskazy jako broń

Na koniec zostawiłem jeszcze kierowców, którzy używają kierunkowskazów razem z długimi światłami do walki z samochodami "blokującymi" lewy pas na drodze szybkiego ruchu. To ci od pędzenia grubo powyżej dozwolonej prędkości i dojeżdżania agresywnie do zderzaka. Bronią w walce o lewy pas często jest oślepianie długimi i krzyczenie lewym kierunkiem "z drogi, ja jadę". Ich ofiarą padają przede wszystkim kierowcy wyprzedzający z dozwoloną prędkością wolniejsze pojazdy. Pamiętajcie, Polska to nie Niemcy. Na naszych ekspresówkach w większości przypadków obowiązuje ograniczenie do 120 km/h, a na autostradach - 140 km/h. Jeśli jedziecie szybciej, łamiecie przepisy i nie zmuszajcie do tego kierowcy, który wyprzedza przepisowo.

I myślcie, bo możecie komuś "usiąść na zderzaku", a przed nim nagle na lewy pas zjedzie ciężarówka. On gwałtownie zahamuje, wy w niego wjedziecie. Przy 140 km/h, tuż przy metalowych barierkach, to pewna tragedia.