Mobilność 2.0. Jakie są trendy na rynku carsharingu?

Wypożyczanie samochodu na minuty jest dla wielu dobrym rozwiązaniem. Jednak na rynku dochodzi do naczących zmian, a operatorzy pojawiają się i znikają. Jakie obecnie na rynku carsharing są trendy?

W Polsce zarejestrowanych jest prawie 29 mln pojazdów, które przyczyniają się w pewnym stopniu do pogorszenia jakości powietrza w miastach. Co więcej, np. w Warszawie, określa się, że w ok. 70 proc. przyczyną zanieczyszczenia powietrza jest transport. Włodarze stolicy próbują temu przeciwdziałać, planując podniesienie opłat parkingowych, czy poszerzając strefy płatnego parkowania. Okazuje się, że te działania niekoniecznie przynoszą oczekiwany skutek. Wiele osób cały czas wybiera własne cztery kółka zamiast komunikacji zbiorowej.

Zobacz wideo Tokyo Motor Show 2019 - Jakimi autami będziemy jeździć? Nowinki motoryzacyjne
W Polsce wciąż samochód jest postrzegany jako wyraz statusu społecznego. Nieposiadanie samochodu może w tym kontekście być źle postrzegane. Dopiero u tzw. „pokolenia Z” można zauważyć spadek zainteresowania posiadaniem samochodu, szczególnie w dużych ośrodkach miejskich, gdzie dostępnych jest wiele alternatywnych środków komunikacji.

– komentuje dr Mikołaj Kruszewski z Instytutu Transportu Samochodowego.

Co to jest Mobilność 2.0?

Rozwiązaniem problemów z poruszaniem się jest mobilność 2.0, czyli wypożyczanie pojazdów na minuty i współdzielenie. Jest to schemat, który powoli staje się coraz popularniejszy. Dobrym tego przykładem jest właśnie car-sharing, który jest coraz bardziej widoczny na terenie wielu miast.

Wg. raportu IoT Berg Insight rynek na usługi car-sharing powinien wzrosnąć dwukrotnie do roku 2021 (względem 2018) oraz ok. czterokrotnie do 2023. Wiele zależy jednak od regionu i trudno doszukiwać się zmian w Polsce tylko na podstawie zmian globalnych. Faktem jest, że car-sharing stał się modny, a dodatkowo przemawiają za nim względy ekonomiczne. Sam sposób świadczenia usługi także ma na to wpływ. Dobry start car-sharingu elektrycznego innogy-go oraz niedawne zmiany sposobu rozliczania i stawek za korzystanie w Traficar świadczą o tym, że ten rynek dopasowuje się do potrzeb lokalnych użytkowników – a niższe koszty powinny znowu wpłynąć pozytywnie na liczbę kierowców korzystających z tej usługi. Rozwój usługi jest także nie bez znaczenia, ponieważ w ostatnich dwóch latach liczba usługodawców co prawda spadła, ale liczba pojazdów wzrosła o ponad 340%. Łatwa dostępność i pewność, że zawsze da się skorzystać z usługi (w granicy spaceru znajdzie się przynajmniej jeden wolny samochód) wpływa na pozytywne odczucia klientów i tym chętniej będą oni polegali na car-sharingu. Z tej perspektywy rozwój rynku powinien być bardzo dynamiczny w najbliższych latach.

– dodaje Mikołaj Kruszewski.

Wielu operatorów carsharingu

W 2018 roku na polskim rynku było 3082 pojazdów w car-sharingu z czego 60 stanowiły odmiany dostawcze. Wśród głównych operatorów można wymienić choćby: Panek Car Sharing, Traficar, EasyShare, Vozilla, Click2Go czy 4Mobility.

Zeszły rok, jak i obecny przyniósł jednak nieco zmian. Ogłoszono, że z rynku wycofała się Vozilla – największy operator pojazdów elektrycznych dostępnych na minuty. Z kolei Panek nadal inwestuje i wprowadza kolejne auta na ulice. Ostatnio zadebiutował w Łodzi, gdzie będą jeździć takie auta jak: Toyoty Yaris, Seaty Arona FR, Toyoty C-HR i Mercedesy GLA.

Z raportu DataArt, wynika, że na początku sezonu wiosennego (czyli od 31 marca 2020 roku) będzie dostępnych 42,6 tys. pojazdów. Jest to o 2,5 tys. mniej niż na zakończenie sezonu w 2019 roku. Według raportu liderem rynku jest Panek Car Sharing.

Będzie on dysponował flotą 2,2 tys. pojazdów z czego mniej więcej połowa będzie jeździć w Warszawie. Traficar natomiast będzie dysponował flotą 1,6 tys. aut, a w przeciągu 12 miesięcy chce ją zwiększyć o 10 proc. Ma też przybyć skuterów elektrycznych, które zaczynają cieszyć się coraz większym powodzeniem wśród użytkowników. Tym samym mieszkańcy dużych miast nie będą narzekać na brak opcji. Jest to kolejny krok w stronę rezygnacji z własnego pojazdu na rzecz jego wypożyczania.

W niektórych przypadkach samochód jest zwyczajnie niezbędny i posiadania nie da się zastąpić „autem na minuty”. Bardzo pomogłyby tu zachęty ze strony samorządów, np. możliwość nieograniczonego korzystania z buspasa. Na pewno swoje konsekwencje będzie też miało niedawne uwolnienie stawek opłat za parkowanie w miastach i spodziewany wzrost tych stawek za 1h parkowania w obszarach centrów miast, które może wzmocnić chęć do podróży car-sharingiem, za którego opłaty parkingowej przecież nie trzeba ponosić.

– wyjaśnia Kruszewski i dodaje:

Ostrożnie szacując należy przyjąć, że rynek ten będzie się w Polsce rozwijał, być może jednak nie tak dynamicznie jak w innych częściach świata. Dużym zagrożeniem dla „aut na minuty” mogą okazać się inne formy współdzielonej mobilności – np. hulajnogi i skutery. Z drugiej strony rozwój tych usług pozwala na szybszą zmianę mentalności obywateli i paradoksalnie zamiast być konkurencją, ich rozwój może stać się katalizatorem do szybszych zmian w zakresie preferencji Polaków.

Różne stawki za wynajem

Wśród operatorów panują różne stawki, jeżeli chodzi o car-sharing pojazdów. Dla przykładu Panek Car Sharing życzy sobie 0,80 zł za kilometr, minuta kosztuje 0,50 zł, a minuta postoju to wydatek 0,20 zł. Oczywiście można korzystać z tej usługi taniej. Wystarczy wykupić subskrypcję albo jeden z pakietów. Wtedy cena za kilometr wynosi minimalnie 0,59 zł (w subskrypcji), a w pakiecie jest to 0,60 zł, ale nie ma opłat za minutę czy postój.

W przypadku Traficara jest nieco inaczej. Opłata „na start” wynosi 2,99 zł. Następnie płaci się za przejechane kilometry. Dla aut osobowych ustalono stawkę 1,50 zł/km. Dla małych dostawczaków (Renault Kangoo i Renault Kangoo Z.E.) jest to 1,70 zł/km, a dla dużego pojazdu dostawczego (Citroen Jumper) jest to 2,40 zł/km.

W Clik2Go opłaty wynoszą 0,50 zł za minutę jazdy, 0,80 zł za przejechany kilometr oraz 0,10 zł za minutę postoju. Tym samym cennik bardziej zbliżony jest do tego co oferuje Panek Car Sharing. Warto też dodać, że w tym przypadku pierwsza minuta jazdy jest gratis.

U 4Mobility opłaty są dostosowane do pojazdów, które się eksploatuje. Dla przykładu w przypadku Hyundaia i30 minuta wyceniona została na 0,50 zł, a jeden kilometr na 0,80 zł.

Z kolei dla Mini One jest obecnie przyznana promocja, gdzie minuta została przeceniona na 0,63 zł, a cena kilometra jest taka sama (0,80 zł). Klienci mają także do dyspozycji: Audi A3 za 0,67 zł za minutę i 0,80 zł za kilometr oraz Audi Q3 dla którego minuta kosztuje 0,75 zł, a kilometr 0,80 zł. 4Mobiliti w swojej ofercie ma też dwa pojazdy elektryczne: Nissan LEAF oraz Renault ZOE. Oba auta mają tą samą stawkę promocyjną 0,67 zł za minutę oraz 0,80 zł za kilometr.

Można więc zauważyć, że mimo pewnych różnic w wycenach, to są one mniej więcej do siebie zbliżone. Z pewnością wiele osób dostrzega zalety tego rozwiązania. Bez wątpienia można do nich zaliczyć możliwość jazdy po buspasach – tylko w przypadku aut elektrycznych, darmowe parkowanie czy brak konieczności tankowania samochodu.

Tym samym jedyne za co musi zapłacić użytkownik to za czas eksploatacji i przejechane kilometry. Jest to niewątpliwie zaleta. Z pewnością w wielu przypadkach też tańsze rozwiązanie niż zamawianie taksówki.

Więcej o:
Komentarze (4)
Mobilność 2.0. Jakie są trendy na rynku carsharingu?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • doncorleone3

    Oceniono 2 razy 0

    I co? Okazuje się, że najlepszy i najbezpieczniejszy jest WŁASNY I CZYSTY samochód! A nie jakieś zbiorkomy, ubery, taksówki i inne carsharingi które nam wciskają aktywiści...

  • darek9999

    Oceniono 1 raz -1

    Cały sharing to system tworzenia dziadostwa. Człowieka który nic nie posiada. A zarobione pieniądze i tak rozwali. Czym.uszczeliwi inne dzialy gospodarki. Firmy wypożyczające auta w tym systemie skazane są na porażkę. M.in dlatego, że konkurują z takim Innogy czy PGE( 4mobility) czyli potentatami którzy nie chcą zarabiać na usłudze psując rynek. Po drugie zarządzają nimi osły. Po co do wynajmu GLA za 140 koła? Naprawdę trzeba przepłacać na hybrydzie? Przecież nikt nie używa jaj tak jak należy używać hybrydy. A Yaris hybrid jest 40 procent droższy. Chcecie zarabiać? Kupcie Dacie.

  • Gość: szej

    Oceniono 1 raz -1

    A jednak posiadanie przynajmniej jednego swojego własnego (spłaconego) samochodu daje komfort. Niezależnie czy to koronawirus czy konieczność jechania w środku nocy do szpitala z chorym dzieckiem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX