Pierwszeństwo przed przejściem jednak nie dla pieszego. Ekspert do ministra: Codziennie będziemy mieli jednego-dwa trupy. Pójdą na pana konto

Piotr Kozłowski
Polski pieszy wciąż nie będzie miał pierwszeństwa przed wejściem na przejście dla pieszych. Tomasz Tosza, człowiek współodpowiedzialny za imponującą poprawę bezpieczeństwa pieszych w Jaworznie, nie pozostawia na ministerialnej decyzji suchej nitki.

Tomasz Tosza to zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie. To śląskie miasto ma około 90 tys. mieszkańców. Przy drogach nie stoi ani jeden fotoradar, a mimo to od lat nie zginął tam ani jeden pieszy. Wszystko dzięki kompleksowej i konsekwentnej przebudowie infrastruktury, za którą odpowiadał m.in. Tomasz Tosza. Można go nazwać ekspertem do spraw bezpieczeństwa. - Ja w sumie jestem politologiem zajmującym się urbanistyką, ale trochę studiowałem temat i miałem całkiem sporo do powiedzenia, gdy moje miasto przebudowywało ulice tak, by ludzie przestali na nich ginąć. Zadziałało, więc moje oceny mogą być wobec powyższych faktów trafniejsze niż ministerskie - pisze o sobie we wstępie artykułu opublikowanego na brd24.

Potrącenie pieszego na przejściu w Żaganiu. "Padł jak rażony prądem"

Zobacz wideo

Zaczęło się od wywiadu

Wiceminister infrastruktury Rafał Weber na portalu transport-publiczny.pl zapowiedział, że nie będzie zmian w przepisach dotyczących zasad pierwszeństwa na przejściach dla pieszych. Dziś pieszy ma pierwszeństwo przed samochodem dopiero wtedy, gdy jest na zebrze. Eksperci od lat chcą, by wzorem Zachodu, polski pieszy miał pierwszeństwo nawet wtedy, gdy stoi przed przejściem. I w ostatnim czasie o takim przepisie mówiło się dość głośno. Ale Rafał Weber uciął spekulacje - zmiany nie będzie. I basta. Polski pieszy wciąż będzie miał pierwszeństwo dopiero po wejściu na przejście dla pieszych.

Więc codziennie będziemy mieli na nich jednego-dwa trupy. Tym razem one idą na pana konto, panie ministrze. (...) Myślę, że trzeba panu ministrowi, który jest z wykształcenia prawnikiem, a zajmuje się bezpieczeństwem ruchu drogowego, trochę powyjaśniać, bo posiada pan bardzo niebezpieczne dla życia pieszych „własne oceny”

- pisze w ostrym komentarzu Tosza.

Obecne przepisy nie działają, bo tworzą tyłkochrony

Dziś na polskich drogach zginie osiem-dziewięć osób (to średnia z policyjnych statystyk). Dwie z nich stracą życie na przejściach dla pieszych. Główną przyczyną wypadków będą jak zwykle nieuwaga i nadmierna prędkość. Ale i ewolucja.

Obecny sposób opisania w przepisach przechodzenia pieszych przez jezdnię i zachowania kierowców jest niezgodny z ludzką fizjologią. Jesteśmy istotami, wobec których ewolucja postanowiła nie rozwijać kilku zbędnych przez kilka milionów lat zmysłów – nie widzimy w nocy, a w dzień widzimy nieostro i byle jak. Panie ministrze – ostro widzimy tylko w zakresie kilkunastu stopni. Pozostała część obrazu jest rozmazana

- pisze Tosza na łamach brd24.

To dlatego polscy kierowcy zauważają pieszego, gdy im się zaczepia o wycieraczki lub przelatuje przez maskę. Kierowcy pieszych nie widzą, bo znajdują się w rozmazanej, nieostrej sferze ludzkiego wzroku. Zdaniem eksperta zmiana przepisów wymusiłaby na kierowcach dokładniejsze przyglądanie się okolicy przejścia dla pieszych, a to pozwoliłoby uniknąć wielu wypadków. Poza tym kierowcy nie musieliby odgadywać intencji pieszego - a to "niedogadanie się" również powoduje wypadki.

Utrzymywanie niezgodnego z psychologią i fizjologią człowieka przepisu tylko będzie powodowało kolejne niepotrzebne zgony. Proszę – panie Ministrze – posłuchać nauki. Praktyka zachodnich ulic potwierdza, że nauka działa i w tym przypadku

- podsumowuje Tosza.