Motocyklista planował efektowne wyprzedzanie. "No i ku... się popisał" [WIDEO]

Trudno stwierdzić, co planował zrobić motocyklista z Bydgoszczy, ale w pewnym momencie przestał być kierowcą jednośladu, a przez bardzo krótką chwilę był jego pasażerem.

Film, opublikowany na kanale YouTube STOP CHAM, który nakręciła 20 kwietnia w Bydgoszczy kamerka kierowcy samochodu osobowego, jest efektowny, ale chyba nie o takie wrażenia chodziło motocykliście. W trakcie wyprzedzania na podwójnej linii ciągłej stracił panowanie nad jednośladem. Wkrótce później okazało się, że nie ma uprawnień do jazdy motocyklem, a sprzęt nie był jego. Dodatkowo jechał z pasażerką, której zdrowie i życie naraził na niebezpieczeństwo. Sprawa trafiła do sądu.

Więcej wiadomości dotyczących bezpieczeństwa w ruchu drogowym znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Nie za bardzo wiadomo, jaki cel chciał osiągnąć kierowca jednośladu, kiedy w trakcie wyprzedzania wcisnął klamkę sprzęgła i odkręcił do oporu manetkę, podnosząc obroty silnika aż do odcięcia zapłonu. Być może chciał zrobić wrażenie na wyprzedzanym kierowcy albo na pasażerce. Możliwe też, że celowo chciał podnieść przednie koło, postawić motocykl na "gumę", ale w takiej sytuacji byłoby to bardzo głupie. Poza tym nie udało mu się tego zrobić. Stawiam na to, że po prostu zabrakło mu doświadczenia i umiejętności. Możliwe, że w trakcie wyprzedzania zamiast drugiego biegu niechcący wrzucił neutralny, który w motocyklu znajduje się pomiędzy pierwszym a drugim przełożeniem. Wtedy przestraszył się i odruchowo źle zareagował. Efekt widać na filmie.

 

Jedyna dobra decyzja, którą podjął motocyklista, to zakup kombinezonu

Wydarzenie zakończyło się zniszczonym motocyklem, uszkodzeniami samochodu nadjeżdżającego  z przeciwka i najwyraźniej drobnymi urazami obojga pasażerów jednośladu. Szczęście w nieszczęściu, że zarówno motocyklista, jak i jego towarzyszka, byli ubrani odpowiednio do jazdy: w skórzane kombinezony. W innym ubiorze taki upadek skończyłby się znacznie gorzej.

Rzecz jasna motocyklista nigdzie dalej nie pojechał. Policja, która przybyła na miejsce, stwierdziła to, o czym napisałem już wcześniej: motocyklista wyprzedzał w niebezpieczny sposób, w dodatku w miejscu, w którym obowiązuje bezwzględny zakaz wykonywania tego manewru. Oprócz tego nie miał prawa jazdy kategorii A, a jednoślad nie należał do niego.

Policja zdecydowała, że sprawę trzeba od razu skierować do sądu. Całą sytuację najlepiej komentują słowa rozemocjonowanego kierowcy samochodu z kamerką. Sam bym tego lepiej nie podsumował. To nauczka dla wszystkich użytkowników jednośladów, żeby nie popisywać się na drogach. Szczególnie kiedy brakuje im umiejętności i jeszcze nie znają możliwości sprzętu, którego dosiedli.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.