Motocykl nie do ukradzenia? Oni sprawdzili, co jest batem na złodziei. Wystawili "gixxera" na przynętę

Motocykliści odpoczywają zimą, ale ich maszyny wcale nie są bezpieczne. Kradną je przez cały rok. Amerykanie sprawdzili, czy da się temu zapobiec, wystawiając na przynętę wyjątkowo popularny model wyposażony po kolei w aż pięć różnych zabezpieczeń.

Motocykle są wyjątkowo narażone na kradzież. Chodzi o ich niewielkie rozmiary. Wystarczy dwóch krzepkich złodziei, którzy zamiast uruchamiać i odjeżdżać jednośladem, mogę po prostu go przenieść w ustronne miejsce lub schować we wnętrzu dostawczaka, czy na pace pikapa. Więcej motocyklowych poradników znajdziesz na stronie Gazeta.pl.

Dopiero później zajmują się likwidacją zabezpieczeń. Z tego powodu motocykl nigdy nie jest całkowicie bezpieczny, nawet gdy został schowany w parkingu podziemnym, czy garażu. Z tych samych względów ubezpieczenie od kradzieży jednośladów jest wyjątkowo kosztowne.

Czy da się skutecznie zabezpieczyć ukochaną maszynę przed zniknięciem? Zbadali to sympatyczni dżentelmeni z kanału YouTube "Bikes and Beards". W jaki sposób to zrobili? Wystawili na ulicę jeden z najczęściej kradzionych modeli: Suzuki GSX-R 600, tzw. gixxer. Nawiasem mówiąc, egzemplarz z filmu w przeszłości naprawdę został skradziony, zniszczony przez złodzieja w trakcie ucieczki, odzyskany przez policję, a ostatecznie naprawiony w serwisie.

Dlaczego złodzieje upodobali sobie sportowe motocykle?

Po pierwsze, to popularny wybór wielu osób mijających się z prawem. Jeśli nie wierzycie, popatrzcie na gangsterskie teledyski. Sportowe modele są niewygodne i męczące, ale robią ogromne wrażenie na innych oraz na... właścicielach, którzy mają wyjątkowe uczucie jazdy sprzętem prosto z wyścigowego toru. W dodatku mają kosztowne owiewki, które niszczą się momentalnie po spotkaniu z asfaltem.

Dlatego takie części zamienne do sportowych motocykli są wyjątkowo poszukiwane na rynku wtórnym. Dlatego takie maszyny są zwykle kradzione "na części", demontowane w garażach, a ich elementy sprzedawane w internecie i na motoryzacyjnych giełdach. Popyt tworzy podaż.

Twórcy filmu postanowili wypróbować po kolei pięć popularnych zabezpieczeń. Ponieważ nie chciało im się cierpliwie czekać na złodzieja, poprosili znajomego, żeby sfingował kradzież, ale na wszelki wypadek na pobliskiej furgonetce umieścili kamerę.

No dobra, trzeba przyznać, że ten element jest mało autentyczny, ale pozwolił wyjaśnić kilka wątpliwości. Przede wszystkim, ile czasu zajmuje neutralizacja poszczególnych zabezpieczeń. Ponadto można naocznie sprawdzić, jak na próbę kradzieży reagują okoliczni przechodnie.

 

Nie ma motocykla nie do ukradzenia, ale można to utrudnić

Niestety wnioski nie są budujące. Po pierwsze żadna blokada nie jest wystarczającą przeszkodą dla wprawnego złoczyńcy. Po drugie, nikt dookoła się nie przejmuje jego działaniami, nawet jeśli przecina gruby łańcuch akumulatorową szlifierką przy akompaniamencie alarmu. To nie wszystko. Niczyich podejrzeń nie wzbudził nawet hałaśliwy agregat prądotwórczy, co było szczególnie szokujące.

Jest jednak sposób, aby skutecznie zniechęcić złodzieja. Niestety jest on również męczący dla właściciela. Trzeba stosować kilka blokad jednocześnie o skuteczności adekwatnej do wartości motocykla.

To oczywiście nie oznacza, że tak zabezpieczony jednoślad jest nie do ukradzenia. Raczej chodzi o to, żeby złodziej zrezygnował po ocenie ryzyka. Jeśli kradzież zajmie zbyt dużo czasu, ryzyko staje się zbyt wysokie i lepiej znaleźć łatwiejszy łup.

Problem w tym, że to kij, który ma dwa końce. Wożenie i zakładanie kilku ciężkich blokad i alarmów zazwyczaj jest tak uciążliwe dla właściciela, że prędzej, czy ten później przestanie to robić, zwłaszcza gdy jego czujność zostanie uśpiona. A nie od dziś wiadomo, że okazja czyni złodzieja.

Obejrzyjcie wideo przygotowane przez "Bikes and Beards". Prawie trzy miliony osób, które zrobiły to przez cztery dni, nie mogą się mylić. Na zachętę dodam, że jedno z testowanych zabezpieczeń okazalo się wyjątkowo skuteczne i stanowiło trudny orzech do zgryzienia przez fałszywego złodzieja. Dodatkowo jak wisienkę na torcie można potraktować finałową scenę filmu. Zobaczcie sami, ale dzięki temu na świecie jest jedna więcej szczęśliwa osoba.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.