Rowerzysta potrącił dziecko kolanem. Potem wytoczył ojcu proces o zniesławienie i... wygrał

W 2020 roku rowerzysta potrącił dziecko, kiedy ojciec filmował je telefonem. Zapłacił symboliczną karę, po czym pozwał autora wideo o zniesławienie. Właśnie wygrał proces, a sędzia zastanawia się nad wysokością odszkodowania.

Afera zaczęła się niemal trzy lata temu, ale Belgia żyje nią do tej pory. W 2023 roku Patrick Mpasa w święta Bożego Narodzenia kręcił smartfonem wideo, którego bohaterką miała być jego pięcioletnia córka Neia. Wspólnie udali się do rezerwatu przyrody Baraque Michel w prowincji Liege, żeby spędzić miło ten świąteczny dzień. Jednak show skradł cyklista, który mijając dziecko, uderzył je kolanem tak mocno, że przewróciło się na ziemię.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Więcej informacji interesujących rowerzystów znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Rowerzysta wystawił kolano, potrącił dziewczynkę. Opinia publiczna nie ma wątpliwości

Sytuacja wygląda na ewidentne działanie z premedytacją. Piesi zajęli niemal całą szerokość chodnika, a przynajmniej jego część, która nie została przysypana śniegiem. Ojciec ostrzegał dziecko przed nadjeżdżającym jednośladem, ale córka nie zdążyła zareagować. Zamiast tego zareagował rowerzysta, który najpierw zwolnił, a potem mijając dziewczynkę, wystawił lewe kolano tak, że ją uderzył i Neia upadła.

Tata dziecka zaprotestował krzykiem, ale nie poprzestał na tym i zgłosił sprawę na policję. W końcu miał dowód w postaci nagrania. Skończyło się procesem sądowym przegranym przez rowerzystę, mimo że tłumaczył się przed sądem, że nie potrącił dziewczynki specjalnie. Twierdzi, że zachwiał się, kiedy ją mijał i po prostu próbował odzyskać równowagę. Jego nazwisko nie zostało podane do opinii publicznej. Wiemy tylko, że miał wtedy 62 lata i jest dziadkiem siedmiorga wnucząt. Nie wiadomo natomiast, czy sąd uznał to za okoliczność łagodzącą.

To byłby dość finał banalnej sprawy, gdyby nie kolejna rzecz, którą zrobił tata dziewczynki. Oprócz zgłoszenia sprawy na policję Patrick Mpasa zdecydował się umieścić nagranie w internecie. Wywołało wśród Belgów prawdziwą burzę. Opinia publiczna nie zostawiła suchej nitki na rowerzyście. Dlatego sędzia, który orzekł jego winę, zarządził symboliczną grzywnę w wysokości jednego euro. Zdaniem wymiaru sprawiedliwości Belg prawdziwą karę już poniósł, bo wideo naraziło go na ostracyzm rodaków i wywołało ich wściekłość w mediach społecznościowych. Chociaż jeśli prześledzić komentarze pod wideo na YouTube można znaleźć zarówno osoby potępiające zachowanie rowerzysty, jak i takie, które go usprawiedliwiają.

Od wyroku minął niemal rok, kiedy rowerzysta zdecydował się przypomnieć kontrowersyjną sytuację, bo tym razem to on postanowił pozwać Patricka Mpasę z powództwa prywatnego. Oskarżył go o zniesławienie przez umieszczenie wideo w mediach społecznościowych i właśnie wygrał proces. Sąd uznał, że ma prawo domagać się rekompensaty za poniżenie w oczach opinii publicznej, jednak jej wysokość określi dopiero w kwietniu 2024 roku w czasie kolejnego posiedzenia.

 
Mamy prawo do wyrażania siebie. Mamy prawo publikować lub opublikować wideo w internecie. W takich przypadkach trzeba się upewniać, czy nie przekroczyliśmy granic wolności słowa

- tak skomentował proces o zniesławienie obrońca Mpasy, Jacques Englebert.

Belg żąda odszkodowania za zniesławienie. Straty ocenił na 4,5 tys. euro

Cała sytuacja jest kontrowersyjna, bo opinia publiczna zgadza się sądem, że nie ma wątpliwości w kwestii nieczystych intencji cyklisty. Z dwóch powodów jest pewna, że potrącił dziewczynkę, żeby ją "ukarać" za blokowanie przejazdu. Po pierwsze, wbrew temu co mówił w sądzie, na filmie nie widać, żeby miał problemy z równowagą. Po drugie, gdyby to był nieszczęśliwy wypadek, powinien się zatrzymać, żeby przeprosić i zbadać, czy dziecku się nic nie stało. Tymczasem po prostu pojechał dalej.

Jednak opinia publiczna zapomina, że sama wydała na niego wyrok, zanim orzekł go sędzia oraz wymierzyła karę, która mogła być znacznie bardziej dotkliwa niż grzywna. Poza tym chodzi o dwie różne sprawy: potrącenie dziecka i zniesławienie jednej osoby przez drugą, która nie tylko rozpowszechniła naganne zachowanie pierwszej, ale i upubliczniła jej wizerunek. Prawda jest taka, że niezależnie od wyroku sądu nagranie będzie żyło w internecie jeszcze przez wiele lat, a jego mimowolny bohater budził różne uczucia wśród widzów.

Prawo jest bezwzględne i sprawiedliwe, bo powinno takie być. Ale tak jak poprzednio zostawia sędziemu pole do manewru. Rowerzysta żąda rekompensaty w wysokości 4,5 tys. euro, czyli podobnej do wartości jego roweru. Nie zdziwiłbym się jednak gdyby i w tym przypadku kara była symboliczna, tak samo, jak w poprzedniej sprawie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.