Ten mercedes nie walczy na wojnie, chyba że komuś Georgia pomyliła się z Gruzją

W pierwszej chwili można pomyśleć, że zdjęcia mercedesa zostały wykonane na wschodnim froncie albo, którymś z separatystycznych terytoriów byłego ZSRR. Jednak w przypadku tego auta chodzi o Georgię, a nie o Gruzję.

Amerykanom myli się wiele rzeczy. Nie mogą się nadziwić, że Węgry są głodne, indyk to Turcja, a stan USA to kraj nad Morzem Czarnym. W przypadku samochodowego Frankensteina z logo Mercedesa jednak chyba mają rację. Ten potwór żyje w stanie Georgia i co jeszcze ciekawsze, jest na sprzedaż. Ogłoszenie wystawił w internecie Greg Rogers z Atlanty w Georgii. Za swoje dzieło chce, 4,5 tys. dolarów.

Zobacz wideo Widzieliśmy nowego Mercedesa-Maybacha EQS SUV 680. Czy robi wrażenie?

Więcej wiadomości o nietypowych pojazdach znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Mercedes "ME 43" wygląda, jakby wrócił z wojny, ale nigdy na niej nie był

Jeśli wierzyć treści ogłoszenia, klimatyzacja działa jak złoto, a pojazd da się rozpędzić do prędkości prawie 130 km/h. Dodatkowo twórca tego cacka twierdzi, że wygrało już wiele konkursów na motoryzacyjnych zlotach. Dziennikarz portalu Motor1.com, który z nim rozmawiał, dowiedział się, że na razie nie otrzymał żadnej sensownej oferty. Za to na stronie Facebook Marketplace można zobaczyć, że transakcja właśnie doszła do skutku. Widocznie pomogła reklama w mediach.

Samochód, który widzicie na zdjęciach to miks kilku modeli Mercedesa. Los sprawił, że z jednego samochodu zostało tylko podwozie, a w drugim niesprawny był wyłącznie silnik. Dlatego spód nietypowego auta pochodzi z SUV-a Mercedes ML 430, za to nadwozie jest z kultowego sedana W124, a dokładnie z wersji 300E. Właściciel nazywa tę konstrukcję Mercedesem "ME 43". Rogers sam zbudował i wyposażył ten niecodzienny samochód.

Autor ogłoszenia najpierw przez 37 lat pracował w serwisie marki ze Stuttgartu i nawet miał własny warsztat. Kiedy odszedł na emeryturę, zaczął się nudzić i musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie. Efekt można podziwiać na fotografiach. Dwa modele Mercedesa pochodzące z różnych epok udało się połączyć w zgrabną całość głównie dzięki temu, że ich rozstaw osi był bardzo podobny.

Replika karabinu MG42 to w istocie kolumna kierownicza Mercedesa ML

Na karoserii polakierowanej w czarnym matowym kolorze umieścił wiele akcesoriów kojarzących się z postapokaliptycznymi klimatami, filmami z serii Mad Max, a nawet ze smutną wojenną codziennością naszych wschodnich sąsiadów z Ukrainy. Podobno Rogers wpadł na taki pomysł, w czasie oglądania starego amerykańskiego serialu "The Rat Patrol", traktujący o losach amerykańskich żołnierzy walczących w Afryce Północnej.

Na szczęście Mercedes "ME 43" Grega z Georgii nie musi brać udziału w żadnej wojnie. Na jego dachu jest umieszczona replika karabinu maszynowego MG42 powstała z kolumny kierowniczej Mercedesa ML oraz atrapy kilku innych egzemplarzy długiej broni, bo właściciel miał taką fantazję. Ciekawostka: bagażnik dachowy tego monstrum powstał z części jeszcze innego modelu Mercedesa. Chodzi o uchwyt na strzelbę umieszczony na masce, który wcześniej był spoilerem na bagażniku rzadkiego Mercedesa 190E 2.5-16v. Całe zewnętrzne oświetlenie zostało pozyskane z różnych modeli tej samej marki. Widocznie już im nie było potrzebne.

Kupujcie Mercedesa z ogłoszenia, bo jego konstruktor ma już nowe pomysły

Kabina tego drogowego potwora jest równie ciekawa. Została skonstruowana z wykorzystaniem zestawu wskaźników z SUV-a ML, ale większość wyposażenia pochodzi z Mercedesa W124. Wszystko zostało połączone ze sobą tak zgrabnie, że wnętrze wygląda, jak fabryczne. Na konsoli środkowej można znaleźć specjalny włącznik napędu 4x4. To nie koniec atrakcji. W bagażniku auta jest umieszczony kompresor powietrza, który napędza 100-letni kolejowy gwizdek umocowany na dachu. Pewnie właściciel używa go zamiast klaksonu.

Najbardziej mnie dziwi, że konstruktor tego dzieła, chce się pozbyć nowoczesnej rzeźby na kołach, w której stworzenie włożył tak dużo pracy. Wyjaśnienie tej tajemnicy jest proste: Rogers po prostu lubi budować nowe auta, ale niekoniecznie ich potem używać. Wcześniej zbudował Jeepa Cherokee z nadwoziem pikap, a teraz pracuje nad projektem bazującym na dwóch egzemplarzach Forda Bronco pierwszej generacji. Jeśli ktokolwiek skusi się na nietypowego mercedesa o postapokaliptyczno-militarnym posmaku i dzięki temu zwolni miejsce w garażu jego twórcy, ten na pewno szybko wpadnie na kolejny niebanalny pomysł.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.