W Chinach też się boją. Analitycy prognozują kryzys chińskich producentów aut

Zachodni świat obawia się chińskich samochodów. W Azji nastroje wcale nie są lepsze. Pracownicy chińskich firm boją się o swoją przyszłość. Prognozy dla koncernów motoryzacyjnych w Chinach wcale nie są tak optymistyczne, jak mogłoby się wydawać z europejskiej perspektywy. Według szacunków nawet kilkadziesiąt marek może zniknąć z rynku w ciągu kilku najbliższych lat.

Houston, mamy problem! Nie tym razem. Raczej - Pekin, mamy problem! Z poważnymi kłopotami borykają się producenci samochodów w Chinach. Coraz częściej wspomina się o sporym kryzysie i ogromnych zmianach na rynku, na którym panuje silna konkurencja. Według szacunków Just-auto na chińskim rynku działa ok. 150 marek, z czego większość (niemal 100) to lokalni gracze. Pozostali (ponad 40) to przedsiębiorstwa joint venture, czyli firmy powiązane z zachodnimi koncernami. W ciągu kilku najbliższych lat nawet 70 proc. marek może zniknąć z rynku - tak już w maju 2023 r. prognozował Zhu Huarong, prezes Changan Automobile.

Zobacz wideo Chińskie samochody stały się konkurencyjne. O co chodzi? Zobaczcie na przykładzie BAIC Beijing 5 Wybierz serwis

Problemy nie omijają nawet największych graczy. O dużych zwolnieniach pracowników wspomina się w przypadku kilku przedsięwzięć koncernu SAIC. To jeden z gigantów, który od 18 lat znajduje się w ścisłej czołówce producentów w Chinach (na rynku aut zelektryfikowanych to zaś numer 2, którego wyprzedza BYD). W 2023 r. firma sprzedała łącznie ponad 5 mln. samochodów różnych marek (m.in. Maxus, MG, Roewe, Rising Auto). Chiński koncern działa także w ramach przedsięwzięć joint venture z takimi światowymi gigantami jak amerykański GM (produkcja aut takich firm jak Buick, Chevrolet czy Cadillac) czy niemiecki Volkswagen (wytwarza auta Audi, Skody i Volkswagena na krajowy rynek). Na tym nie koniec.

Audi sięga po chińską platformę

Konstrukcje SAIC są tak cenione, że na liście klientów znalazł się nawet jeden z europejskich graczy z segmentu premium. W 2023 r. Audi zawarło porozumienie, na mocy którego firma skorzystała z gotowej chińskiej platformy E1 EV, by na lokalny rynek opracować i wprowadzić swoje nowe samochody. Na premiery trzech pierwszych modeli (segment B i C) nie poczekamy zbyt długo. Debiut zapowiedziano już na przyszły rok.

Okazuje się, że liczne spółki i kooperacja z zagranicznymi gigantami nie gwarantują sukcesu. Według Reutersa SAIC szykuje duże zwolnienia w zakładach zajmujących się produkcją samochodów elektrycznych oraz spółkach joint venture prowadzonymi z General Motors i Volkswagenem. Największa redukcja (ok. 50 proc.) obejmie Risinig Auto odpowiedzialne za modele elektryczne. Duże zmiany w zakresie ograniczenia zatrudnienia (ok. 30 proc.) dotkną spółkę prowadzoną wspólnie z Amerykanami (General Motors). Najmniejsze cięcia (ok. 10 proc.) przewidziano zaś w przypadku biznesu z Volkswagenem. Sporo, nieprawdaż? Należy jednak podkreślić, że chiński koncern, jak i obie zagraniczne firmy nie potwierdziły doniesień Reutersa.

 

Na reakcję zainteresowanych nie trzeba było długo czekać. SAIC ograniczył się do komentarza o zatrudnieniu 2 tys. osób (odpowiedzialni za oprogramowanie i rozwój aut zelektryfikowanych) na początku 2024 r. Rzecznik GM stwierdził, że twierdzenie o redukcji zatrudnienia o 30 proc. w SAIC-GM jest "nieprecyzyjne". W przypadku VW China Group przekazano zaś oświadczenie, że firma nie planuje zwolnień.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.