Inwestycje w nowe samochody elektryczne. Entuzjazm słabnie w branży. Od Japonii i Niemiec po USA

Pora oswoić się z samochodami elektrycznymi. Wprawdzie nie ma już tak spektakularnych wzrostów, ale sprzedaż aut na prąd mimo wszystko wciąż rośnie. Znamienne, że wielu producentów samochodów straciło już pierwszy zapał związany z elektromobilnością. Z upowszechnianiem aut na prąd nie jest bowiem wcale tak różowo, jak mogłoby się wydawać.

Jedno nie ulega wątpliwości. Napęd spalinowy powoli przechodzi do historii. Prędzej czy później pożegnamy się z samochodami, do których regularnie tankujemy benzynę, olej napędowy czy etanol. Otwartą kwestią pozostaje, kiedy transformacja się zakończy. Innymi słowy, kiedy na dobre statystyczni Kowalska i Kowalski pożegnają się z samochodem z dobrze znanym konwencjonalnym napędem. A czym go zastąpią?

Zobacz wideo Europejskie premiery Toyoty. Toyota Urban SUV Concept. Elektryczny rywal Yarisa Cross

Po epoce aut spalinowych czeka nas zapewne era aut elektrycznych (BEV – battery electric vehicle). Transformacja trwa w najlepsze, a sprzedaż pojazdów z kategorii BEV systematycznie rośnie. Według szacunków analityków PwC prawie co trzecie nowe auto sprzedane na świecie to model na prąd. Pod koniec 2023 r. w Chinach odnotowano ponad 2 mln rejestracji (w ciągu jednego kwartału!). W USA udało się przekroczyć milion. Na dwudziestu największych rynkach świata liczba rejestracji w 2023 r. sięgnęła już niemal 10 mln pojazdów (na 5 największych rynkach UE odnotowano wzrost o 23 proc. i niemal 1,3 mln egz.). A jak wyglądał początek 2024 r. w Europie? Oto wyniki ze stycznia 2024 r. i porównanie do stycznia 2023 r.

Top 10 – najchętniej kupowane auta elektryczne w UE w styczniu 2024 r.

  • Tesla Model Y – 11475 egz. (+60 proc.)
  • Tesla Model 3 – 6478 egz. (+344 proc.)
  • Volvo XC40 – 4423 (+43 proc.)
  • Skoda Enyaq – 3992 egz. (+36 proc.)
  • MG 4 – 3574 egz. (+56 proc.)
  • BMW i4 – 3500 egz. (+83 proc.)
  • Dacia Spring – 3391 egz. (-20 proc.)
  • Peugeot 208 – 3359 egz. (+20 proc.)
  • Audi Q4 – 3216 egz. (+21 proc.)
  • Fiat/Abarth 500 – 2870 egz. (-11 proc.)
  • Łączna sprzedaż aut BEV – 120 536 egz. (+29 proc.)

Nie jest przy tym tajemnicą, że wpływ na dobre statystyki sprzedaży mają różne programy wsparcia (dotacje, premie środowiskowe lub inne formy instrumentów finansowych). Trudno uwierzyć, że bez nich wiele osób tak łatwo zrezygnowałoby z dotychczas używanego spalinowego auta (niestety ceny pojazdów stale rosną, co prowadzi do wniosku, że własne auto staje się coraz większym luksusem) na rzecz elektryka. Nie ulega także wątpliwości, że z samochodami elektrycznymi wiąże się także ogromna polaryzacja. Mamy zatem zdeklarowanych zwolenników (niekiedy nawet wyznawców) jak i równie zaangażowanych przeciwników. Dotyczy to wbrew pozorom nie tylko użytkowników, ale i samego świata producentów samochodów.

W branży jednym z największych sceptyków jest japońska Toyota, która nie kwapi się z elektryfikacją gamy swoich aut (nie licząc upowszechniania napędów hybrydowych). Firma jest za to mocno krytykowana na całym świecie. Łatwo o wrażenie, że im większa fala krytyki, tym przedstawiciele Toyoty bardziej utwardzają swoje stanowisko. Trzeba jednak przyznać, że obecnie kierownictwo firmy nie kwestionuje już elektrycznej przyszłości. Nie kryje jednak wątpliwości co do tempa forsowanych zmian.

Toyota sceptyczna mimo krytyki

Głośnym echem odbił się wywiad, którego w marcu 2024 r. udzielił Ted Ogawa, prezes amerykańskiego oddziału Toyoty. Nie krył sceptycyzmu wobec większych inwestycji w auta na prąd. Przyznał, że trudno wykluczyć rozwiązanie, wedle którego zakup praw do emisji może być bardziej opłacalnym rozwiązaniem niż "przepalanie budżetu" na rozwój samochodów elektrycznych, na które popyt nie jest tak duży, jak tego oczekują rynkowi regulatorzy. Japońscy menedżerowie od dawna przekonują, że to klienci zadecydują, jaki napęd jest dla nich optymalny. Nie będą zatem promować na siłę aut z segmentu BEV, ani tym bardziej znacząco ograniczać oferty samochodów z innymi rodzajami napędów. 

 

Wbrew pozorom Toyota nie jest jedynym rynkowym graczem, który tak otwarcie kwestionuje mocno forsowane parcie ku elektromobilności. O "ślepym promowaniu aut BEV" i "błędnej strategii ograniczania gamy tylko do aut BEV" nie raz wspominał Carlos Tavares, szef koncernu Stellantis. Oliver Zipse, kierujący BMW nie krył natomiast, że wbrew zapowiedziom wielu konkurentów firma wciąż nie rezygnuje z tradycyjnych konstrukcji i utrzymuje inwestycje w rozwój silników spalinowych. Nie wykluczał również, że dotychczasowe plany elektryfikacji 50 proc. gamy pojazdów do 2030 r. mogą zostać zmodyfikowane. Wtórował mu Ola Kallenius, odpowiedzialny za całą grupę Mercedes-Benz. Producent ze Stuttgartu już zrewidował swoje pierwotne cele (całkowita rezygnacja z modeli spalinowych do 2030 r.) i ograniczył przewidywany udział modeli elektrycznych w ogólnej sprzedaży koncernu (zelektryfikowane wersje mają stanowić 50 proc.). Tempo elektryfikacji spowalnia także Jaguar Land Rover (JLR zapowiada więcej hybryd plug-in i nie forsuje już tak odmian BEV). O zmianie planów wspominają także Amerykanie. Już w połowie 2023 r. Jim Farley, prezes Forda zapowiadał zwiększenie inwestycji w modele hybrydowe kosztem elektrycznych. Plany dotyczące sprzedaży aut i budowy nowych zakładów akumulatorów i napędów zrewidował także General Motors.

Co dalej? Nietrudno przewidzieć, że wiele zależy od polityków i lokalnych krajowych przepisów. Im wyższe podatki i różne opłaty nakładane na obecnie używane samochody spalinowe tym łatwiej zniechęcić kierowców do dłuższej eksploatacji aut spalinowych. Tak oto zmierzamy w kierunku ery, w której posiadanie, użytkowanie i utrzymanie samochodu stanie się przywilejem tylko bardziej zamożnych obywateli. Czy naprawdę tego chcemy?

Czy twoim następnym samochodem będzie auto elektryczne?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.