Niemcy zaciskają pasa. Koniec dofinansowania samochodów elektrycznych. Nagły koniec

Auta elektryczne sprzedają się dobrze tylko wtedy, gdy państwo hojnie wspiera zakup? Niemieckie media wieszczą spory kryzys na rynku nowych samochodów elektrycznych. Wszystko z powodu wstrzymania programu dotacji i nowej polityki zaciskania pasa w Niemczech. Wspomina się o szoku, utracie zaufania i ciężkich czasach.

Trudne czasy dla samochodów elektrycznych. Tak zaczyna swój tekst najpopularniejszy niemiecki tygodnik motoryzacyjny Auto Bild. Telewizja NDR wspomina o załamaniu sprzedaży aut na prąd w Niemczech i katastrofie dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Handelsblatt szacuje zaś, że na niemiecki rynek nie trafi nawet do 200 tys. nowych pojazdów BEV. O zniszczeniu planu transformacji napisał Frankfurter Allgemeine Zeitung, a Neue Osnabruecker Zeitung nie szczędził gorzkiego komentarza o utracie zaufania i szoku. Skąd taki pesymizm? Wszystko z powodu dość nieoczekiwanego wstrzymania programu dotacji do zakupu nowych pojazdów zasilanych tylko energią elektryczną.

Zobacz wideo

Jeszcze do 17 grudnia 2023 r. w Niemczech można było kupić nowy samochód elektryczny z odpowiednim wsparciem finansowym. Zależnie od pojazdu zakup dofinansowano kwotą 3 – 4,5 tys. euro (Spiegel powołuje się na dane Federalnego Ministerstwa Gospodarki, które szacuje, że od 2016 r wypłacono łącznie 10 mld euro wsparcia na zakup ok. 2,1 mln pojazdów). Stosowano prosty mechanizm. Im droższe auto, tym niższa premia ekologiczna. To wsparcie przeszło do historii. Dlaczego?

Kryzys. Kryzys budżetowy

Okazuje się, że nasi zachodni sąsiedzi zmagają się z kryzysem budżetowym (Christian Lindner, minister finansów Niemiec ocenia, że w budżecie federalnym na 2024 r. brakuje 17 mld euro). Stąd polityka mocnego zaciskania pasa i orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zablokowania relokacji 60 mld euro z funduszu covidowego. A tych środków zabraknie w Funduszu Klimatu i Transformacji (KTF), który finansował zakupy aut.

Co to oznacza dla rynku? Nietrudno przewidzieć. Auto Bild szacuje, że popyt na samochody może nawet drastycznie spaść, a rynek będzie się kurczył. Co gorsza, prognozowana jest także wysoka utrata wartości już sprzedanych samochodów, które oceniane są jako zbyt drogie (wciąż brakuje na rynku najtańszych aut BEV). Niemiecki tygodnik przewiduje, że spory wpływ na wycenę aut będą mieć także oczekiwane zmiany w technologii akumulatorów (znaczny postęp techniczny co oznacza skrócenie czasu ładowania i zwiększenie zasięgu) oraz podwyżka cen energii. Na tym nie koniec.

Nadzieja w Golfie i Superbie?

W niemieckiej prasie coraz łatwiej o komentarze, że w najbliższej przyszłości silnik spalinowy wróci do łask. Na rynek trafi wiele atrakcyjnych modeli, w których nie zrezygnowano z konwencjonalnej technologii. Na liście bestsellerów wspomina się m.in. o Volkswagenie Golfie po liftingu, nowym Pasacie, Skodzie Superb czy zmodernizowanym Oplu Crossland. Doceniono także tzw. dwutorowe podejście BMW, które dość powściągliwie traktuje kwestię wycofania napędów spalinowych z oferty. Auto Bild cytuje także Carlosa Tavaresa (szef koncernu Stellantis), który wspomina o zmianie dotychczasowej strategii.

Znamienne, że wreszcie dostrzeżono dość istotny problem rozwoju elektromobilności w Europie. Nawet mimo dopłat auta elektryczne są dość drogie (w pierwszej kolejności na rynek wprowadzano większe, cięższe i droższe samochody). W badaniu NDR, jakie przeprowadzono latem 2023 r. wskazano, że jedną z kluczowych przyczyn niechęci do przesiadki na auta BEV były wysokie ceny (72 proc. ankietowanych), zasięg (70 proc.) i wciąż niewystarczająca infrastruktura sieci ładowania (67 proc.). Niewykluczone, że chińska ofensywa oraz znacznie bardziej przystępne cenowo modele marek francuskich (ceny ok. 20 tys. euro) mogą lepiej przyciągnąć klientelę niż kolejny duży i ciężki SUV BEV segmentu premium. Od elektromobilności nie ma bowiem odwrotu. Czas, by przestała być utożsamiana z przywilejem dla najbardziej zamożnej klienteli.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.