SsangYong Musso

Czy pamiętający ostatnią dekadę ubiegłego wieku Musso w wersji typowo dostawczej ma szanse na wymagającym rynku pikapów? Sprawdziliśmy, ile warta jest koreańska ciężarówka

Pikapy przeżywają renesans. Nowe modele cenionych producentów stają się coraz bardziej cywilizowane i zapewniają komfort podróżowania porównywalny z typowymi dużymi terenówkami.

Ciężarowe Musso to nic innego jak zmieniona wersja nadwoziowa popularnej przed kilkoma laty terenówki sprzedawanej najpierw jako SsangYong, potem jako Daewoo. Minęło naprawdę dużo czasu, ale to nie przeszkadza producentowi. Czy jednak jedyną zaletą Musso w wersji ciężarowej nie okaże się możliwość odliczenia pełnego VAT-u? Moje wątpliwości miał rozwiać test.

SsangYong Musso na zdjęciach

O linii nadwozia koreańskiego pikapa nie można powiedzieć nic konkretnego, może się podobać lub nie. Jednak w konfrontacji z bezpośrednimi konkurentami Toyotą Hilux i Mitsubishi L200 Musso Sports wygląda jak pojazd z zamierzchłej epoki. Zwolennicy aut z lat 90. powinni być zadowoleni, mnie też to nie przeszkadzało. Jednak już w kilka chwil po zajęciu miejsca za kierownicą wiedziałem, że przez najbliższe dni będę poruszać się autem o bardzo długiej historii. Obicia siedzeń, boczki drzwi i deska rozdzielcza wyglądają jak w autach sprzed kilkunastu lat. Ale poza tym wnętrze koreańskiego pikapa stwarza korzystne wrażenie. Zresztą to ma być auto do pracy, w którym estetyka wnętrza jest na drugim miejscu. Standardowe czterodrzwiowe nadwozie zapewnia wygodny dostęp do miejsc siedzących.

Pierwsze kilometry za sterami Musso Sports zdradziły jego charakter. To typowe auto ciężarowe, które podczas jazdy bez ładunku podskakuje na każdej nierówności, czasami nieoczekiwanie zmieniając kierunek jazdy. Jeśli dodać do tego duże koło kierownicy i zbyt czuły układ wspomagania to mamy najlepszy przepis na nieprecyzyjne prowadzenie. Na szczęście pod maską zalazł się 120-konny turbodiesel. Auto nie jest za szybkie, a przy okazji zadowala się około 10 l paliwa na każde 100 km. Jak na ciężarówkę to bardzo dobry wynik. Koreański pikap standardowo ma napędzane tylne koła - przednie dołącza się przyciskiem na desce rozdzielczej.

Czy warto kupić to auto? Wszystko zależy od potrzeb i oczekiwań. Jeśli komuś nie przeszkadza krótka "paka" i mały prześwit ograniczający możliwości terenowe, to za 97 tys. zł może stać się posiadaczem prostego i pozbawionego nowinek technicznych, ale prawdziwego pikapa.

kompendium

SsangYong Musso Sports 2.9 TD 290 S

gaz

napęd na obie osie z możliwością włączenia reduktora, klimatyzacja w standardzie, nie powinien kusić złodziei

hamulec

nieprecyzyjna praca mechanizmu wybierania biegów, zbyt miękkie zawieszenie, nieprecyzyjna praca przekładni kierowniczej

[Summa Summarum]

SsangYong Musso Sports to dziwne auto. Prosty pikap, który udaje luksusową terenówkę. Daleko mu do luksusu, ale blisko do bulwarowej terenówki.

Oceń ten samochód
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.