Staruszka przyłapana na czerwonym świetle. "Mam połowę jedzenia za 200 zł"

Starsza pani z Kielc spieszyła się na autobus linii 35, dlatego przeszła przez przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Policja była bezlitosna i ukazała ją mandatem w wysokości 200 zł. To dobrze czy źle?

Historia policyjnej interwencji w Kielcach budzi duże emocje. Użytkownik portalu X (dawniej: Twitter) opublikował wideo, na którym filmuje policjantów w trakcie czynności służbowych. Funkcjonariusze właśnie ukarali starszą kobietę za przechodzenie po pasach na czerwonym świetle. Otrzymała od nich mandat na kwotę 200 zł. Ukarana emerytka tłumaczy na filmie, że spieszyła się na autobus linii 35, a kwota, którą musi teraz za to zapłacić, stanowi połowę jej miesięcznego budżetu na jedzenie. Czy policjanci postąpili słusznie?

Zobacz wideo Potrącenie pieszego na przejściu w Garwolinie

Starsza pani z Kielc musi zapłacić 200 zł mandatu. Mówi, że to połowa budżetu na jedzenie

Zarówno osoba, która uwieczniła to wydarzenie, jak i ludzie, którzy je komentują w internecie, są bezlitośni dla pary funkcjonariuszy. Nie zostawiają na nich suchej nitki. Już ironiczny tytuł "Spektakularna akcja policji" nie pozostawia wątpliwości, co o niej myśli autor nagrania. A jeśli ktoś nie jest tego pewien, wystarczy, że obejrzy wideo. Bardziej kulturalni ludzie pytają, czy zamiast mandatu nie wystarczyło pouczyć starszą panią z Kielc. Większości komentarzy w ogóle nie można cytować, a przecież policjanci postąpili zgodnie z przepisami, chociaż tak się spieszyli z interwencją, że przy okazji zablokowali pieszym chodnik. Czy postąpili słusznie?

Tak naprawdę penalizacja przechodzenia na czerwonym świetle to kwestia społecznej umowy. Nawet w Europie są kraje, gdzie pieszy bardzo rzadko przechodzą na czerwonym świetle, ale i takie gdzie robią to nagminnie. Tak jest np. w krajach skandynawskich, ale nie tylko. Każdy, kto kiedykolwiek odwiedził Paryż albo inne duże miasto we Francji wie, że przechodnie tam nie zwracają żadnej uwagi na kolor sygnalizacji. Francuzi przechodzą na czerwonym świetle, nawet gdy widzą nadjeżdżające samochody. Kierowcy po prostu zwalniają i dają im w spokoju przejść. Technicznie przechodzenie na czerwonym świetle jest nieprzepisowe, ale grozi za to symboliczny mandat (od wielu lat jego wysokość to 4 euro), a generalnie to wykroczenie nie jest karane. Za to na południu Włoch pieszy musi wywalczyć swoje miejsce na zebrze, bo kierowcy niechętnie się zatrzymują nawet na czerwonym świetle.

Przejścia dla pieszych wciąż są niebezpieczne. Przed nami jeszcze długa droga

Jak to możliwe, że we francuskich miastach piesi masowo nie giną, a jest wręcz przeciwnie? Takie wypadki zdarzają się tam znacznie rzadziej niż w Polsce. Po prostu tam każdy uczestnik ruchu jest przygotowany na podobne zachowania. To wynika z zakorzenionego od wielu lat zwyczaju, wyższej kultury jazdy oraz innej społecznej kultury organizacyjnej. Tak zwane kultury kobiece zamiast na indywidualny sukces i rywalizację, stawiają na współpracę i opiekę nad słabszymi. Nie chodzi tylko o mentalność. Tak są konstruowane przepisy i w tym samym kierunku zmierza edukacja. Dotyczy to również bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Polska nie należy do takich państw, więc można założyć, że policjanci z Kielc słusznie zwrócili uwagę starszej pani, że nie powinna przechodzić na czerwonym świetle, zwłaszcza gdy spieszy się na autobus, bo wtedy ma rozproszoną uwagę. Rodzimi kierowcy mają niski poziom tolerancji dla takich zachowań, a mimo różnych akcji edukacyjnych i zmian przepisów, wypadki na zebrach ciągle zdarzają się za często. W 2023 r. liczba śmiertelnych wypadków na przejściach dla pieszych zmniejszyła się o 13 w porównaniu z rokiem poprzednim, ale za to ich ogólna liczba wzrosła z 2463 do 2684. Policjanci chcieli dobrze, ale szkoda, że nie ograniczyli się do pouczenia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.