Miała być poważana nazwa, wyszły... "Mamuśki". Wandale zakpili z firmy carsharingowej

Firma Miles wynajmująca auta na minuty w niemieckich i belgijskich miastach ma dość nietypową zagwozdkę. Żartownisie nagminnie zmieniają znajdująca się na autach jej nazwę "MILES" na... "MILFS". Problem w tym, że niemieckiej firmie carsharingowej jest coraz mniej do śmiechu.

Dopisywanie liter lub ich zamazywanie na szyldach, po to tylko, żeby zmienić ich nazwę na bardziej zabawną, ma długą tradycję. Zwykle wychodzą z tego całkiem śmieszne żarciki. I tak tez na początku sprawę zmianę litery "E" NA "F" w nazwie firmy traktował operator aut na minuty - Miles. Wandale zaczęli przerabiać napis na autach na "MILFS", czyli skrót potocznie rozwijany, jako "Mamuśki, z którymi chciałbym się przespać". Skrót ten stał się popularny kilkanaście lat temu głównie za sprawą komedii "American pie", ale dziś tez dość powszechnie wykorzystywany jest przez branżę pornograficzną.

Żart z "Mamuśkami" zaczyna być mało śmieszny

Jak przyznawali włodarze niemieckiej firmy carsharingowej, na początku zamiana litery "E" na "F" sama ich śmieszyła, ale od kiedy przypadki liczone są już w setkach, żart zaczyna być problemem wizerunkowym, co potwierdziła "Bildowi" sama rzeczniczka firmy Miles. 

Na początku zachowaliśmy się mało poważnie i nie chcieliśmy przeszkadzać w zabawie, ale ostatecznie samodzielny rebranding odbywa się kosztem nas i użytkowników, ponieważ oznacza to dla nas dodatkową pracę i dodatkowe koszty. A przesłanie… No cóż

- tłumaczyła w rozmowie z dziennikiem Bild Nora Goette, rzeczniczka firmy Miles.

Zobacz wideo

Firma Miles liczy koszty żarcików

W miastach obsługiwanych przez Miles zaczęło pojawiać się coraz więcej samochodów z przerobionym napisami "MILF", kojarzącym się jednak wulgarnie, a to dla operatora samochodów na wynajem zaczyna być problemem. Z szacunków firmy wynik, że zarejestrowano już kilkaset przypadków przerobienia nazwy. O ile w autach osobowych, gdzie nazwę umieszcza się w mniej widocznych miejscach, więc gra słowna nie rzuca się w oczy, to już na busach gdzie napis znajduje się na całej szerokość auta, żart jest już bardzo widoczny.

Firma stara się szybko interweniować i usuwać żarty wandali. To przy tej skali, przekłada się już na spore wydatki. Po pierwsze auto musi być wycofane na pewien czas z wynajmu, co już samo w sobie generuje stratę dla firmy. Po drugie, korekta oklejenie lub usuwanie farby jest kolejnym nieprzewidzianym wydatkiem. Trudno się dziwić, że dobra zabawa niektórych żartownisiów, zaczyna przysparzać firmie wynajmującej auta coraz większy ból głowy. Z drugiej strony, być może dzięki tej zabawnej wpadce, Miles stanie się najbardziej rozpoznawalnym operatorem carsharingowym na świecie...

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.