18-latek pomylił parking z torem. Jazdę Teslą zakończył kosztowną kraksą [WIDEO]

Pewien 18-letni Amerykanin postanowił przetestować osiągi mocarnej Tesli Model S Plaid. Zapominał jednak, że parking to nie tor do sprintu na jedną czwartą mili.

18-letniego Amerykanina poniosła fantazja. Sprint na parkingu zakończony kraksą

Na filmiku, który niedawno pojawił się na m.in. Instagramie, widzimy, jak czarna Tesla rozpędza się na zatłoczonym parkingu należącym do dealera używanych samochodów, prawdopodobnie jednego z punktów popularnej sieci CarMax. Nie był to jednak pierwszy lepszy egzemplarz Modelu S. Mowa bowiem o wariancie Plaid, czyli najbardziej szalonej Tesli, jaka dostępna jest aktualnie na rynku. Drogowa rakieta dysponuje mocą 1020 KM i 1420 Nm momentu obrotowego, co pozwala na sprint do setki w zaledwie 2,1 sek! Zapewne nastolatek chciał to samemu zweryfikować. Co więcej, z pewnością mu się to udało. Nie sztuką jednak jest się rozpędzić.

 

Gdy czarna strzała minęła nagrywającego, nastolatek wcisnął hamulec. Niestety, zrobił to za słabo i nie udało mu się w porę wytracić prędkości. Po chwili z impetem wbił się w zaparkowanego na skraju parkingu Mercedesa-AMG GLC 43 oraz stojącego obok SUV-a, prawdopodobnie Volvo XC60. Patrząc na rozmiar szkód, uda się zapewne je wyreperować. W przypadku Tesli jest jednak znacznie gorzej. Wydaje się, że jej przyszłość jest już przesądzona.

Zobacz wideo

Na szczęście kierowca przeżył kolizję. Można wręcz stwierdzić, że wygrał los na życiowej loterii. Bezpośredni świadkowie zgodnie przyznali, że 18-latek mógł zginąć. Rozbrajającą szczerością popisał się jeden z nich. Na pytanie, czy kraksa była wynikiem jazdy testowej, odpowiedział - "Jazdy testowej? Nie, głupoty!". Co więcej, możemy usłyszeć samego młodego kierowcę, który poprosił nagrywającego by ten, nie pokazywał filmiku zbyt wielu osobom. Cóż...

Nagranie z jego wyczynem szybko obiegło social media, zdobywają setki tysięcy odsłon. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Trudno o lepszy przykład bezmyślności i braku rozwagi, tak ze strony samego kierowcy, jak i osoby, która umożliwiła mu zajęcie miejsca za kierownicą (oczywiście o ile sam młodzieniec nie był pracownikiem sieci, co jest jednak małoprawdopodobne). Miejmy nadzieję, że zamieszani w sprawę wyciągną odpowiednie wnioski.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.