Toyota idzie pod prąd. Opracowuje nowe silniki, ale... spalinowe

Wszyscy pracują nad silnikami elektrycznymi, a Toyota planuje nową serię jednostek spalinowych. Czemu japońska marka rozmyślnie mija się z rynkową tendencją? Trudno posądzić światowego giganta o głupotę czy krótkowzroczność.

Rynek motoryzacyjny w trzeciej dekadzie XXI wieku rządzi się jedną zasadą. Kierunek zmian wyznacza pełna elektryfikacja napędów. I teza ta wcale nie ma wydźwięku humorystycznego. Bo np. Stellantis czy Mercedes już dziś deklarują, że do końca dekady nie będą sprzedawać w Europie żadnych aut spalinowych.

Zobacz wideo Jazda po chodniku nie uszła płazem. Mandat 1500 zł i 8 pkt karnych

Wszyscy przechodzą na elektryki. Toyota zostaje przy silnikach spalinowych

Koniec napędów spalinowych to hasło, które tak mocno wybrzmiewa w głowach szefów marek motoryzacyjnych, że już dziś większość firm zapowiedziała, że nie będzie opracowywać żadnych nowych silników benzynowych czy diesla. Będzie jedynie modernizować aktualnie dostępne do czasu, gdy ich sprzedaż będzie w ogóle możliwa. Na teraz stanęła Toyota. I oznajmiła, że rozpoczyna prace nad nowymi silnikami spalinowymi. Idzie zatem w kierunku dokładnie odwrotnym.

Co wiadomo o nowej palecie? Na razie niewiele. Wiadomo tylko tyle, że przedstawiciele marki milczą na temat diesli. Nowych silników wysokoprężnych zapewne zatem nie będzie. Tego samego nie da się jednak powiedzieć o motorach benzynowych. Te zostaną opracowane. A prace będą przebiegać tym chętniej, że Toyota ma nowy eko-pomysł. Chce je przecież zasilać za pomocą wodoru.

Nowe silniki spalinowe Toyoty to błąd? Wstrzymajcie się z osądami

Oczywiście można mówić o tym, że Toyota, opracowując nowe silniki spalinowe, idzie w kierunku ślepej uliczki. Przed tak kategorycznym osądem ostrzegam jednak i to wyraźnie. Przypomnijcie sobie koniec lat 90. XX wieku i początek prac Toyoty nad hybrydami. Hybrydami, na myśl, o których kierowcy wtedy pukali się w czoło. A dziś? Dziś niektóre hity sprzedaży marki są wyłącznie hybrydowe. Dziś japońska firma sprzedaje każdego roku ponad 800 tys. pojazdów o napędzie choć częściowo elektrycznym. A to pokazuje jej wizjonerstwo i długowzroczność.

Być może zatem prace nad silnikami spalinowymi w czasach, w których wszyscy inni producenci idą w pełną elektryfikację, wcale nie są szczytem głupoty. Tym bardziej że kierunek ten koreluje z tym, o czym ostatnio mówił prezes Toyoty. Jego zdaniem kierowcy samochodów elektrycznych wcale nie chcą. A to oni przecież powinni decydować. Być może w tym szaleństwie jest więc jakaś metoda. Nie wiem, czy mocno dotyczy ona Europy. Z pewnością odnosi się jednak do innych rynków świata. Innych rynków świata, które w przeciwieństwie do Starego Kontynentu, wiodą prym w globalnych wynikach sprzedaży.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.