Jaki autobus zablokował wyjazd z Belwederu? To elektryk z polskiej fabryki

Wszyscy zadają to samo pytanie: czy warszawski autobus miejski linii 180, który stanął przed Belwederem, rzeczywiście się zepsuł? Tak naprawdę powinno się pytać o zupełnie inne rzeczy. Najlepiej o to, dlaczego tak łatwo zablokować kolumnę prezydencką?

Autobus, który podejrzanie długo stał przed wyjazdem z Belwederu, to bardzo popularny model w taborze Warszawskiego Transportu Publicznego. Egzemplarz z numerem taborowym 5973, który jechał trasą linii 180 prowadzącą Traktem Królewskim, to jeden z Solarisów Urbino 18 Electric. Po stolicy krąży co najmniej 130 takich pojazdów, a MZA zamierza zamówić jeszcze więcej tych modeli z napędem elektrycznym, bo stołeczny ratusz stawia na lokalnie bezemisyjny transport.

Zobacz wideo Do Studia Biznes trafił prawdziwy amerykański twardziel: nowy Ford Bronco [PROMOCJA WYDAWCY]

Autobus, który stanął przed Belwederem, to Solaris Urbino 18 Electric linii 180

Solaris Urbino 18 Electric, jak wskazuje jego nazwa, ma długość 18 metrów i jest na prąd. Po Warszawie jeździ bardzo dużo podobnych autobusów miejskich Solaris Urbino. Łącznie jest ich ponad 800, ale większość ma inny napęd: spalinowy zasilany olejem napędowym lub CNG, ewentualnie hybrydowy, ale wraz z wymianą stołecznego taboru, udział elektryków będzie w nim rósł. Solarisy są produkowane w Polsce, w zakładach w Bolechowie-Osiedlu koło Poznania przez spółkę z hiszpańskim kapitałem. Dlatego można powiedzieć, że Solaris Urbino 18 Electric to pierwszy pojazd elektryczny polskiej marki.

Takie autobusy psują się nader rzadko, niemniej jednak czasem to się zdarza, niekoniecznie z winy producenta. Solarisy Urbino 18E maja akumulatory trakcyjne o poj. 520 kWh, które gwarantują minimalny zasięg 250 km nawet w trakcie mrozów. Za to w czasie pogody, która panuje teraz, na dyspozycyjność elektryków ma wpływ cały system, włącznie z infrastrukturą ładowania, co pokazały niedawne przykłady z Oslo. Aktualnie również w Polsce trwa zimowa aura, więc wszystko jest możliwe.

Dlaczego prezydencką kolumnę można tak łatwo sparaliżować? Kto zawinił tej sytuacji?

Relacje świadków wczorajszego wydarzenia sprzed Belwederu i ludzi, których tam nie było, są sprzeczne i  zniekształca je polityczna optyka. Każdy widzi to, co chciał zobaczyć, w zależności od tego, czy sprzyja rządowi czy opozycji z prezydentem. Jedni twierdzą, że po prostu stał na czerwonym świetle, inni, że zatrzymał się z premedytacją, jeszcze inni, że uległ awarii układu pneumatycznego. Taką informację przekazał opinii publicznej prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Ja nie wiem, jak było naprawdę, bo mnie tam nie było. Natomiast wiem coś innego.

Jeśli kolumnę transportującą głowę państwa może zablokować na kilka minut jeden przypadkowy pojazd, zagraża to bezpieczeństwu formalnie najważniejszej osoby w państwie. Dlaczego kierowcy SOP nie poradzili sobie z tym zadaniem szybciej, zwłaszcza że podobno sytuacja była podbramkowa, a prezydent niezwykle spieszył się z powrotem do domu? Co, gdyby to nie była awaria autobusu, ale próba zamachu, a autokar zostałby unieruchomiony celowo przed Belwederem z ładunkami wybuchowymi w środku? Takie teoretyczne scenariusze można mnożyć, ale przede wszystkim zastanawia brak natychmiastowej reakcji służb.

Moim zdaniem po raz kolejny zawiodły procedury, a kierowcy Służby Ochrony Państwa, którzy na co dzień chętnie jeżdżą na sygnale, regularnie korzystają ze swoich przywilejów (czasem nawet potrącają przechodniów na przejściu dla pieszych w trakcie pokojowej demonstracji), tym razem nie poradzili sobie ze sprawną reakcją w sytuacji teoretycznego zagrożenia. Czy tak się stało, bo również ta służba, zamiast się profesjonalizować, została całkowicie upolityczniona? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, jeśli najważniejszą osobę w państwie może zneutralizować jeden autobus, mamy znacznie większy problem, niż czy rzeczywiście uległ awarii.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.