Mapy Google do kibiców Formuły 1: Sorry, że wysłaliśmy was na pustynię

Po obejrzeniu wyścigu Formuły 1 kierowcy wsiedli do aut, wbili adresy w nawigację, a ta skierowała ich na objazd. Ten zaplanowała jednak piaszczystą drogą poprowadzoną przez środek pustyni. Teraz Google przeprasza za pomyłkę.

Ciekawostki dotyczące aplikacji dla kierowców znajdziesz również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Pod koniec listopada na torze ulicznym w Las Vegas odbywał się wyścig Formuły 1. Jego zwycięzcą został Max Verstappen z teamu Red Bull. Emocje? Te dla uczestników mogły być niezapomniane. Niezapomniane do momentu, w którym nie postanowili wrócić do domu...

Zobacz wideo

Mapy Google zaproponowały objazd... pustynną drogą terenową

Widzowie GP Las Vegas, mieszkający w Kalifornii, po wbiciu adresu domowego w nawigacji Google Maps, dostrzegli komunikat mówiący o burzy piaskowej na drodze międzystanowej 15. Nawigacja twierdziła, że sytuacja drogowa na tym odcinku jest naprawdę niebezpieczna. Zaproponowała zatem objazd. Co więcej, skorzystanie z niego obiecywało skrócenie czasu podróży nawet o 2 godziny. Wielu kierowców przystało zatem na propozycję Google`a. To był jednak błąd. I to poważny.

Przejazd był trudny. Powrót na asfalt jeszcze trudniejszy

Mapy Google zaplanowały objazd drogą ziemną. Choć słowa "droga ziemna" nie oddają w pełni charakteru tego szlaku. To de facto była to droga bardziej terenowa niż ziemna. Była też poprowadzona przez środek pustyni. Jedna z osób, które zdecydowały się na objazd, pisała o początkowych wątpliwościach. Te rozwiał jednak fakt, że trasą poruszała się kawalkada pojazdów. Shelby Easler zwątpiła w słuszność podpowiedzi Google dopiero w momencie, w którym trasa dotarła do fragmentu podmytego przez wodę. Wraz z rodziną podjęła wtedy decyzję o odwrocie.

 

Szlak był "jednopasmowy". Problemem dla Shelby Easler było zatem nie tylko zawrócenie, ale i jazda pod prąd. W jej czasie samochód został zarysowany, a do tego złapał gumę. Po powrocie na asfalt kobieta pojechała na stację benzynową, tam zostawiła pojazd, wezwała Ubera i ostatecznie wraz z rodziną wróciła do domu samolotem.

Mapy Google nie blefowały. Międzystanowa 15-stka była rzeczywiście niebezpieczna

Sytuacja wydaje się śmieszna? Raczej tylko z naszego punktu widzenia. W końcu czytamy o niej, siedząc wygodnie na kanapie, przed ekranem własnego telefonu czy komputera. Uczestnikom tej "przejażdżki" z pewnością nie było jednak do śmiechu. W końcu jazda mocno terenowa podmytym fragmentem drogi ziemnej na pokładzie mało terenowego SUV-a nie daje zbyt wiele satysfakcji. Rozgoryczenie osób wprowadzonych przez nawigację w maliny jest zatem oczywiste. Tym bardziej że część z nich uszkodziła swoje auta.

Honor mapom Google mogą oddać w tym punkcie tak naprawdę tylko dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że operator programu nawigacyjnego oficjalnie przeprosił. Google dodało nawet, że wyłączy drogę ze swoich wskazówek. Druga jest taka, że program uparł się na objazd nie bez przyczyny. Uczestniczka "przejażdżki" piała bowiem o tym, że próbowała skontaktować się z policją. Ta odmówiła interwencji, bo była zbyt zajęta wypadkami, do których doszło na drodze międzystanowej nr 15. Na tej, na której szalała burza piaskowa. Mapy Google prawidłowo zatem zidentyfikowały zagrożenie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.