Przejechał prawie 39 tys. km swoim elektrykiem. Odkupił go producent

Mitch Dumke, farmer z Utah w Stanach Zjednoczonych, zdecydował się na niecodzienny krok. Zamiast Forda F150 czy też Chevroleta Silverado, kupił Riviana R1T. Elektryk służył mu jako typowy wół roboczy. Po przejechaniu 24 tys. mil jego auto zostało odkupione przez producenta. Bynajmniej nie będzie ono pomnikiem niezawodności.

Pick-upy to w zamyśle auta użytkowe. Mają być pakowne, wytrzymałe, a do tego muszą poradzić sobie w mniej sprzyjającym terenie. Od kilku dekad, przynajmniej za oceanem, na rynku oferowanych jest kilka modeli, których status jest już kultowy. Mowa oczywiście o Fordzie F-150 oraz jego większych krewniakach z serii F, Chevrolecie SIlverado, czy też Dodge'u Ramie. Oczywiście lista jest o wiele dłuższa. Na fali elektryfikacji obok sprawdzonych, spalinowych pojazdów, debiutują także warianty elektryczne, jak również zupełnie nowe elektryki nieznanych dotąd marek, takich jak np. Rivian R1T. Co prawda wielu kierowców podchodzi do nich z rezerwą. Są jednak tacy, którzy kupują je bez uprzedzeń. Jednym z takich śmiałków jest Mitch Dumke.

Zobacz wideo Tesla wprowadziła nas w nową erę elektromobilności [AUTOPROMOCJA]

Producent odkupił elektryka. Wszystko przez usterki

Farmer z Utah użytkował Riviana jak przeciętnego pick-upa, nie szczędząc mu przy tym wyzwań. W 15 miesięcy od zakupu mężczyzna przejechał nim dystans ok. 24 tys. mil, czyli niecałe 39 tys. km. Auto sprawowało się nad wyraz dobrze, jednak cierpiało na kilka nieprzyjemnych dolegliwości. Dumke na nagraniu opublikowanym na YouTube wspomina, że musiał kilkukrotnie holować auto, ponieważ raz to szwankował układ napędowy, a innym razem hamulec postojowy. Przy okazji opowiedział o wszelkich zaletach i wadach Riviana, co na pewno zainteresuje każdego, kto myśli nad zakupem takiego pojazdu.

 

Co ważne, producent nigdy nie zostawił farmera na pastwę losu. Za każdym razem zamawiał lawetę, a także zapewniał środki na przejazd taksówką, uberem itd. Koniec końców zadbał także o samochód zastępczy. Niestety, mimo wszelkich prób naprawy i ciągłych wizyt w serwisie, egzemplarz farmera co rusz odmawiał posłuszeństwa. I tutaj dochodzimy do najważniejszej i zarazem najciekawszej kwestii. Marka okazała się usłużna nie tylko w kwestii usterek.

Po trzytygodniowych testach postanowiła dogadać się z właścicielem i odkupiła pojazd po cenie nowego egzemplarza. Co ciekawe, mimo wszelkich niedogodności związanych z elektrykiem farmer nadal go zachwala. Stwierdził, że jego egzemplarz jest tylko odosobnionym przypadkiem. Podkreślił też, że marka stale się rozwija, a pierwsze serie nowych pojazdów zawsze mają jakieś techniczne problemy i nawet po długich testach nie da się wszystkiego wyłapać. Prawdopodobnie decyzja marki o odkupieniu pechowego pick-upa podyktowana była nie tylko dbałością o wizerunek, ale także możliwością wyciągnięcia cennych danych, które pomogą usprawniać jej auta w przyszłości. Życzy jedynie, by nowy pojazd farmera, jakiegokolwiek producenta by nie był, nie sprawiał mu już tylu nieprzyjemności. Więcej podobnych ciekawostek znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.