Nie każdy znak zakazu odwołuje inny znak albo skrzyżowanie. Chodzi o tabliczki T-20 i T-21

Przepisy przewidują szereg pułapek na kierowców. Kolejna dotyczy znaków z grupy B oraz tabliczek T-20 i T-21. One zmieniają zasady odwoływania zakazów. Skutek? Skrajnie kierowcy grozi mandat, a nawet utrata prawa jazdy.

O zasadach ruchu drogowego szerzej opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Zasada obowiązywania znaków zakazu jest jedna. Jeżeli zakaz wyrażony przez znaki drogowe nie jest uprzednio odwołany za pomocą oznaczenia B-42 "koniec zakazów", to obowiązuje on do najbliższego skrzyżowania. Stwierdzenie ujęte w poprzednim zdaniu z pewnością jest prawdziwe. Tyle że nie dotyczy wszystkich sytuacji drogowych. Są wyjątki.

Zobacz wideo

Znak zakazu oraz tabliczki T-20 i T-21 to ważne połączenie

Dwa podstawowe wyjątki dotyczące miejsca obowiązywania znaków zakazu dotyczą uzupełnienia oznaczeń jedną z dwóch tabliczek. Mowa o:

  • tabliczce T-20, która wskazuje długość odcinka jezdni, na którym zakaz obowiązuje. Gdy tabliczka T-20 pokazuje wartość "500 m", zakaz obowiązuje na odcinku 500 metrów. Po pokonaniu tego dystansu zakaz nie jest już wiążący.
  • tabliczce T-21, która wskazujące odległość znaku od miejsca, od którego lub w którym zakaz obowiązuje. Jeżeli tabliczka T-21 pokazuje wartość "50 m", zakaz obowiązuje po przejechaniu 50 metrów. Dopiero po tym punkcie odwołuje go najbliższe skrzyżowanie lub znak B-42.

Warto wiedzieć jeszcze jedną rzecz. Tabliczka T-20 może być zastosowana do znaków B-33 "ograniczenie prędkości", B-35 "zakaz postoju", B-36 "zakaz zatrzymywania się", B-37 "zakaz postoju w dni nieparzyste", B-38 "zakaz postoju w dni parzyste", B-41 "zakaz ruchu pieszych", gdy długość wskazanego odcinka nie przekracza 500 metrów, B-23 "zakaz zawracania" oraz B-25 "zakaz wyprzedzania".

Tabliczki T-20 i T-21 mogą wprowadzić w błąd. To oznacza mandat

Kierowcy, widząc znak zakazu i dołączoną do niego tabliczkę T-20 lub T-21, powinni zachować ostrożność. Nieprawidłowe odczytanie znaczenia takiego połączenia oznaczeń może narobić poważnych problemów. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie dość prosty scenariusz.

Załóżmy taką sytuację. Kierowca jedzie arterią miejską. Przy niej pojawia się znak B-33 "ograniczenie prędkości" wskazujący na 30 km/h, ale zostanie połączony z tabliczką T-20 wskazującą "500 m". Mimo wszystko po 30 metrach kierujący minie skrzyżowanie. Błędnie przyjmie zatem, że ograniczenie prędkości przestało właśnie obowiązywać i przyspieszy powiedzmy do 61 km/h. To oznacza, że na dystansie 470 metrów będzie popełniał wykroczenie. Będzie jechał o 31 km/h za szybko. To oznacza 800 zł mandatu i 9 punktów karnych.

Gdyby kierowca przyspieszył np. do 81 km/h, w zadanej powyżej sytuacji drogowej dostałby już 1500 zł mandatu, 13 punktów karnych i stracił prawo jazdy na 3 miesiące. Prosty błąd, a konsekwencje naprawdę poważne.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.