Chciał spalić gumę w swoim bmw. Skasował auto, przystanek i stracił prawo jazdy

Teraz możemy się śmiać z popisu 36-letniego kierowcy bmw, bo nikomu nic się nie stało. Mogło jednak dojść do tragedii. BMW zdewastowało przystanek.

Więcej wiadomości z polskich dróg znajdziesz na stronie głównej gazeta.pl. W Stanach Zjednoczonych takie filmiki to codzienność, a pewien słynny model ma nawet swój hasztag w mediach społecznościowych. Scenariusz jest zawsze bardzo podobny. Jakiś zlot miłośników motoryzacji i któryś z kierowców zamierza się popisać, ruszając w widowiskowy sposób. Tylnonapędowe mocne samochody to jednak nie zabawki. Traci kontrolę nad autem i spektakularnie się rozbija. Pewien 36-latek w Gliwicach postanowił pokazać podobne umiejętności, co koledzy zza oceanu. Nie siedział jednak za kierownicą mustanga.

Gliwice. BMW wpada w przystanek

Do głośnego zdarzenia doszło w Gliwicach. Lokalne media podają, że niedaleko hali widowiskowo-sportowej w mieście odbywał się zlot samochodowy. Najwyraźniej 36-latek z bmw za bardzo wczuł się w klimat imprezy i chciał się popisać przed innymi uczestnikami. Niestety zabrakło umiejętności. Co więcej, zapomniał, że do popisów i kaskaderskich wyczynów służą zamknięte w tym celu drogi lub parkingu albo w ogóle tory, gdzie można szaleć do woli. Jeśli wypadnie się w takim miejscu, to cierpi tylko duma i samochód. W mieście można po prostu kogoś zabić... w Polsce ostatnio głośno jest o wypadkach spowodowanych z głupoty i nieodpowiedzialności kierujących.

Kierowca BMW postanowił przy ruszaniu spalić widowiskowo gumę na publicznej drodze na przejściu dla pieszych. Kiedy ruszył, totalnie stracił kontrolę nad bmw. Wpadł w niekontrolowany poślizg i dosłownie zdemolował wiatę przystanku. Na szczęście nikogo na nim nie było. Podobno nie ucierpiał też pasażer w BMW. Konsekwencje mogły być dużo poważniejsze, ponieważ na drodze widzimy inne samochody, a w oddali także pieszych. W tym miejscu znajdziecie nagranie zdarzenia z innej perspektywy.

Chciał się popisać, wjechał w przystanek - co mu grozi?

Panu zostało zatrzymane prawo jazdy i została sporządzona dokumentacja do wniosku o ukaranie do sądu. Mężczyzna był trzeźwy

- powiedział aspirant Krzysztof Pochwatka z Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach serwisowi "Gliwice. Nasze miasto". Policjanci wykorzystali w tym przypadku artykuł 86 kodeksu wykroczeń. Dotyczy on spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym. Ostateczną karę 36-latkowi wymierzy sąd. To właśnie artykuł 86 jest często wykorzystywany przez policjantów w przypadku niebezpiecznej jazdy po drogach publicznych. To najdotkliwszy mandat w taryfikatorze. Artykuł 86 często oznacza wspomniane skierowanie sprawy do sądu. Sędzia oceni czy istnieje przesłanka do odebrania prawa jazdy, a do tego wskaże własną propozycję grzywny. W przypadku wyroku sądowego ta może wynosić nawet 30 tys. zł.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.