Czy można blokować zieloną strzałkę? Warto pomyśleć. Historia pewnego skrzyżowania

Dwa pasy do jazdy prosto. Na prawym przy sygnalizatorze znajduje się mała strzałka w prawo. Czy można stać na tym pasie, jeśli nie skręcamy w prawo?

Zwykle, kiedy mam taką możliwość, to zjeżdżam na lewy z dwóch pasów, żeby przepuścić kierowców, którzy mogą skorzystać z zielonej strzałki. Robi tak wielu kierowców, a powodem jest drogowa życzliwość i empatia. Na drodze najważniejsza jest w końcu współpraca wszystkich uczestników ruchu. Mamy jeden cel - bezpiecznie i komfortowo dotrzeć do celu. Zwolnienie strzałki to miły gest. Nie zawsze jednak usprawnia ruch. Czasem może być wręcz przeciwnie. Przepisy ruchu drogowego wyjaśniamy na stronie głównej gazeta.pl.

Zielona strzałka, czyli czasem powód do nerwów. Czy trzeba ją zwalniać?

Całe życie mieszkam w Warszawie na Dolnym Mokotowie, na Sadybie lub Stegnach. Właśnie dlatego jedną z ulic, którą jeżdżę pewnie najczęściej jest ul. Św. Bonifacego. Łączy najważniejsze arterie tej części miasta - Wisłostradę (ul. Powsińska), Trakt Królewski (ul. Sobieskiego) z al. Sikorskiego. Jeżdżę tam prawie codziennie. Na skrzyżowaniach umieszczono zielone strzałki.

Akurat teraz na skrzyżowaniu ul. Sobieskiego i ul. Bonifacego sygnalizator ze strzałką drogowcy zasłonili czarną folią. Powodem są zwężenia i budowa tramwaju do Wilanowa. Boję się, że strzałka już nie wróci. Ostatnio w Warszawie raz po raz natykam się na skrzyżowania, na których kiedyś strzałka na pewno była, a nagle jej nie ma. Zwłaszcza po remontach. Coraz częściej pojawiają się za to sygnalizatory z bezkolizyjnymi manewrami. Są znacznie bezpieczniejsze.

Mała zielona strzałka do skrętu w prawo może znacząco upłynnić ruch, ale może też prowokować do wielu niebezpiecznych i nerwowych sytuacji. Wróćmy do przykładowego skrzyżowania, które widzicie powyżej jeszcze przed budową tramwaju. Nie raz byłem świadkiem, jak poirytowany kierowca, który chciał skręcić w prawo trąbił na samochód przed sobą, ponieważ ten stał na czerwonym świetle, bo zamierzał jechać prosto, a nie skręcać. Ma do tego pełne prawo. Trąbienie na niego poskutkuje tylko jednym - wzrostem irytacji i złych emocji. Te z kolei zwiększają ryzyko nerwowych manewrów, które mogą się skończyć kolizją lub wypadkiem.

Nawet, jeśli bardzo wam się spieszy, to postawcie się na miejscu tego drugiego kierowcy. Powodów, dlaczego tam stoi może być dużo. Wcale nie musi być złośliwy. Może po prostu nie mógł zjechać na lewy, ponieważ znajdowało się na nim za dużo samochodów, żeby bezpiecznie zwolnić strzałkę? A może auto przed nim nie sygnalizowało wcale zamiaru skrętu w prawo, a po włączeniu się zielonej strzałki nagle włączyło kierunkowskaz i z niej skorzystało?

Źle wykorzystywana strzałka może być też bardzo niebezpieczna

Nie raz pisaliśmy na Moto.pl o mandacie za złe wykorzystanie strzałki. Przy skręcie na zielonej strzałce musimy się zatrzymać przed sygnalizatorem i to o tym większość z nas zapomina. Dlaczego wprowadzono ten obowiązek? Przede wszystkim z troski o pieszych - mają oni na swoim przejściu zielone światło, to kierowca musi więc upewnić się, czy może w bezpieczny sposób warunkowo skręcić. To najważniejszy powód, dla którego kierowca musi się zatrzymać. Bardzo łatwo o niebezpieczną sytuację, kiedy tego nie zrobi. Zwłaszcza w sezonie rowerowym.

Obserwować mogłem to nie raz właśnie na skrzyżowaniu ul. Bonifacego i Sobieskiego. To gęsto zaludniona okolica, obok jest duży i coraz piękniejszy park im. Dygata, a wzdłuż Sobieskiego ciągnie się uczęszczana ścieżka rowerowa. Nie zliczę, ile razy widziałem sytuację, kiedy kierowca hamował w ostatniej chwili albo dochodziło do jakiejś awantury na linii rowerzysta-kierowca. Jest mi trochę przykro, ponieważ uwielbiam zielone strzałki, a od kiedy ją zafoliowano już się to nie zdarza... Owszem jest drogowy chaos i trochę nerwów, ale raczej z powodu zamieszania związanego z przebudową. Czasem jakiś kierowca zablokuje przejście dla pieszych, ponieważ źle wyliczy, czy da radę przejechać, ale nie ma mowy o niebezpiecznym wjeżdżaniu na zebrę.

Wiemy, że wszystkie media motoryzacyjne w kraju regularnie męczą kierowców zatrzymywaniem się na strzałce, ale to naprawdę bardzo ważny przepis, a jest tak często ignorowany. Należy pamiętać, że strzałka to pozwolenie warunkowe na przejazd przez skrzyżowanie. Musimy zatem bezwzględnie ustąpić pierwszeństwa uczestnikom ruchu, którzy mają zielone światło. Dotyczy to też pieszych i rowerzystów.

Zobacz wideo Centymetry od czołowego zderzenia z motocyklistą!

Zjechanie na lewy pas może doprowadzić do drogowego chaosu

Do wszystkiego na drodze trzeba podejść z rozsądkiem. Najczęściej, kiedy zbliżam się do takiego skrzyżowania prawym pasem i widzę, że mogę komuś zablokować skręt, to zjeżdżam na lewy pas. To powszechne zachowanie kierowców, ale wielu idzie o krok za daleko i trzyma się kurczowo myśli, że musi zwolnić prawy pas.

Nie zawsze ma to sens. Poza godzinami szczytu - na pewno tak. Jednak na takich skrzyżowaniach przy gęstszym ruchu często dochodzi do kuriozalnego zachowania kierowców. Za wszelką cenę zjeżdżają na pas lewy. Zapala się zielone światło, a lewy pas bardzo szybko się zatrzymuje, ponieważ kilka samochodów chce skręcić w lewo. Normalna drogowa sytuacja. Nienormalna jest jednak reakcja kierowców. Poirytowani, że lewy stoi, wracają na prawy. Jako że ruch jest spory, to taki manewr staje się bardzo wymagający, a często i niebezpieczny. Ktoś się wciska na żyletki, ktoś musi mocno hamować, o braku stłuczki decydują centymetry... Koniec końców kierowca, który chciał dobrze i miał na celu upłynnić ruch, zaczyna go paraliżować, a na drogę wprowadzać chaos.

Zielone strzałki w prawo mogą znacznie usprawnić ruch. Musimy jednak z nich korzystać ze zdrowym rozsądkiem i bezpiecznie.

Skrzyżowanie ul. Bonifacego i SobieskiegoSkrzyżowanie ul. Bonifacego i Sobieskiego fot. Filip Trusz

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.