Zgłosił na komendzie kradzież auta, którym przyjechał. Grożą mu dwa lata więzienia

Mieszkaniec Słupska postanowił zgłosić na policję kradzież swojego auta. Jak pomyślał, tak zrobił. Policjanci byli bardzo zaskoczeni, bo przyjechał właśnie tym "skradzionym" samochodem, a we krwi miał ponad 2,5 promila alkoholu.

Właśnie takie zgłoszenia policja lubi najbardziej. Nie dość, że łatwo wskazać sprawcę, to dodatkowo czynności śledcze wywołują szerokie uśmiechy na twarzach funkcjonariuszy. 38-letni kierowca fiata był tak pijany, że nie zorientował się, że sam jest tym złodziejem, którego posądzał o kradzież samochodu. Oczywiście nie można nikogo oskarżyć o kradzież własnego auta. W zamian za to prokuratura postawi mu inne zarzuty: kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości oraz fałszywego poinformowania o popełnionym przestępstwie. Za takie przestępstwa grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.

Więcej informacji na temat kradzieży samochodów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Policjanci na komisariacie w Słupsku początkowo nie mogli uwierzyć własnym oczom. Pojawił się u nich mężczyzna, który chciał zgłosić kradzież samochodu marki Fiat. Funkcjonariusze szybko zorientowali się, że 38-latek przyjechał właśnie tym samochodem, którego zaginięcie chciał zgłosić. Wtedy coś ich tknęło i przystąpili do czynności śledczych, ale nie takich, których się spodziewał obywatel.

Policja przejrzała film z monitoringu, żeby upewnić się, iż to nie żaden żart, ale mężczyzna rzeczywiście przyjechał "skradzionym" autem do nich. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Oprócz tego policjanci wyczuli od niego zapach alkoholu, więc w ruch poszedł alkomat. Wynik to ponad 2,5 promila alkoholu we krwi. Dziennikarz TVN24, który zajął się tym tematem, porozmawiał z jednym z funkcjonariuszy pracujących w słupskiej komendzie.

W służbie policjantów zdarzają się takie momenty, o których nawet funkcjonariusze z wieloletnim stażem mogą powiedzieć, że nikt w to nie uwierzy, a sama myśl o ich okolicznościach i przebiegu wywołuje uśmiechy na twarzy. Idealnym przykładem jest wczorajsza interwencja mundurowych z Komisariatu Policji I w Słupsku

– powiedział TVN24 młodszy aspirant Jakub Bagiński z Komendy Miejskiej w Słupsku.

Trudno nie przyznać policjantowi racji. Słupszczanin spędził w policyjnym areszcie, gdzie miał czas spokojnie wytrzeźwieć i pomyśleć, co zrobił. Funkcjonariusze wykonali oględziny zaparkowanego przed komisariatem samochodu i zabezpieczyli monitoring, który zarejestrował, jak kierowca podjeżdża pod komisariat. Jedynym pocieszeniem dla właściciela, który znalazł się w tak tragikomicznej sytuacji, jest to, że wbrew jego obawom, samochód wcale nie został ukradziony. Znaczniej gorzej, że przez dłuższy czas i tak nie będzie mógł nim jeździć.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.