Najgorsze nawyki kierowców. Dostają przez nie mandaty i wysokie rachunki od mechanika

Technika jazdy zmienia się z każdym pokonanym kilometrem. Kierujący powinni jednak dbać o poprawę swoich umiejętności, a nie uzupełnianie ich szkodliwymi nawykami. Część oznacza widmo mandatu. Część może się wiązać z kosztowną naprawą.

Porady związane z eksploatacją samochodu publikujemy również w serwisie Gazeta.pl.

Nauka jazdy pokazuje jak prowadzić samochód na egzaminie. Po zdaniu państwowej próby i uzyskaniu uprawnień, kierujący może już jeździć jak chce. Też tak myślisz? A więc wiedz, że jesteś na najlepszej drodze do wyrobienia w swojej technice jazdy poważnych błędów. Kosztownych i to nie tylko z uwagi na mandat, ale także rachunki od mechanika. Sprawdź jakich zachowań powinieneś unikać.

Zobacz wideo Mechanik odholował do warsztatu niewłaściwe auto. Zgłosiła się do niego policja

Silnik trzeba kręcić. Także na zimnym.

Nie brakuje kierowców, którzy twierdzą że środowiskiem naturalnym silnika jest praca. Nie ma co go oszczędzać. I nawet zakładając, że w tym poglądzie może być nieco racji, jest on absolutnie kasowany w sytuacji, w której mówimy o niedogrzanej jednostce napędowej. Z wysokich prędkości obrotowych można korzystać dopiero po osiągnięciu temperatury roboczej. Nigdy nie można o tym zapominać. Inne postępowanie oznacza:

  • drastyczny wzrost zapotrzebowania na paliwo.
  • obniżenie trwałości jednostki, a w szczególności uszczelniaczy, tłoków, wałów i panewek.
  • częste korzystanie z wysokich obrotów to jednak również widmo... mandatu karnego za przekroczenie prędkości.

Nieustająca rezerwa, czyli sztuka tankowania za 20 zł

Każdy z nas ma w otoczeniu kierowcę, który nieswojo czuje się podczas jazdy autem, w którym nie świeci się rezerwa. Sztuka tankowania za 20 zł jest zazwyczaj pielęgnowana przez lata i bywa często stosowana przez osoby jeżdżące na LPG. W tym przypadku przecież benzyna jest prawie niepotrzebna. Ciągła jazda na rezerwie prowadzi niestety do powstania kilku usterek. Mowa o:

  • zatarciu pompy paliwa. Ta przy niskim stanie paliwa pracuje prawie cały czas na sucho.
  • korozji metalowego baku. Zbiera się w nim wilgoć inicjująca procesy rdzewienia.
  • pogorszeniu właściwości paliwa. Wilgoć miesza się z benzyną. Zubaża zatem mieszankę, a zimą może zamarznąć w przewodach.

Świecą się kontrolki, ale auto jedzie...

Bardzo często jest tak, że kierowcy ignorują pojawienie się kontrolek koloru pomarańczowego i czerwonego do momentu, w którym samochód jeździ normalnie. Przecież nie mogą one oznaczać poważnej usterki... No właśnie mogą i często oznaczają. Kontrolka pomarańczowa powinna zawsze stanowić sygnał mówiący o koniecznej diagnozie problemu. Czerwona to z kolei znak mówiący stój! Taka lampka może się wiązać np. ze spadkiem ciśnienia oleju. Skutkiem już kilkuminutowego przejazdu będzie zatem zatarcie silnika i naprawa warta tysiące złotych.

Ręka na dźwigni zmiany biegów. Nonszalancko i komfortowo

Dwie ręce powinny być trzymane na kierowcy. Tylko wtedy kierowca w pełni panuje nad torem jazdy auta. Na wypadek, gdyby argument ten nie przekonał zwolenników kładzenia prawej dłoni na dźwigni zmiany biegów, przygotowaliśmy kolejny. Delikatne naciskanie na przekładnię, a czasami nawet bujanie gałką, odbija się na stanie wybieraka. Kolejną z możliwych usterek jest przyspieszone zużywanie się synchronizatorów.

Spalanie ponad wszystko! Dlatego jeżdżę na niskich obrotach

Stara szkoła jazdy mówi wyraźnie: im niższe obroty, tym lepiej. Wtedy ogranicza się spalanie. Aktualna szkoła jazdy kasuje jednak ten pogląd. Bo najlepsze dla silnika są obroty, w których jednostka zaczyna rozwijać pełny moment obrotowy. Korzystanie ze zbyt niskiego rejestru wskazania obrotomierza sprawia, że w silniku – a więc na zaworach, EGR-ze czy w układzie wydechowym – zbiera się duża ilość nagaru. A do tego powstają tzw. gorące punkty. To prowadzi do pojawienia się efektu spalania superstukowego.

Spalanie superstukowe polega na wcześniejszym wybuchu mieszanki paliwowej. To może doprowadzić np. do uszkodzenia tłoka, wału lub rozerwania głowicy.

Systemy bezpieczeństwa to asystenci. Oni poprowadzą za mnie

We współczesnych samochodach kierowcy mają do dyspozycji asystentów pasa ruchu, systemy monitorujące możliwość wystąpienia kolizji czy aktywne tempomaty. I choć poprawiają one wygodę i bezpieczeństwo jazdy, warto powiedzieć o nich jedną rzecz. Identycznie jak ABS, ESP czy inne systemy trakcyjne, są to układy wspomagające kierowcę. Nie jest tak, że kierujący może jeździć z gazem w podłodze i ryzykownie brać zakręty, bo przecież pokładowa elektronika go uratuje. Ona w sytuacji kryzysowej może wyciągnąć pomocną dłoń, ale nie będzie myśleć za prowadzącego.

Skutki zaniedbań w tym przypadku będą szczególnie kosztowne. Bo zbytnie przywiązywanie się do poprawy poziomu bezpieczeństwa przez elektronicznych asystentów, może paradoksalnie stać się powodem wypadku. Ten oznacza konieczność naprawy uszkodzonego mienia, ale również możliwość utraty zdrowia czy nawet życia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.