Miał być konkurs walentynkowy, a wyszedł kabaret. Powód? Tym jest "nagroda". Ktoś nie pomyślał

W internety trzeba umieć. A jak się nie umie, trzeba być ostrożnym. I przekonało się o tym miasto Piekary Śląskie, które odpaliło na swoim profilu FB walentynkowy konkurs. Kilka słów zapewniło miejscowości ogólnopolską "sławę".

Więcej ciekawostek z Polski znajdziesz również w materiałach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Piekary Śląskie wraz z okolicznym dealerem Skody, wpadły na pomysł walentynkowego konkursu. Zasady? Te są wyjątkowo proste. Przed urzędem miasta stanęło auto z czeskim logo na masce. Pary miały się fotografować na jego tle, wrzucić zdjęcie na profil FB miasta, a następnie zbierać pod nim lajki. Osoba, która zbierze najwięcej kciuków w górę, wygrywa.

Zobacz wideo Nie ustąpił pierwszeństwa na przejściu dla pieszych. Tuż za nim jechał radiowóz

Nagrodą jest samochód zatankowany do pełna. Elektryczny samochód...

Do tego momentu konkurs nie wydaje się specjalnie śmieszny. A nawet może zostać uznany za kreatywną promocję miasta. Problemy pojawiły się jednak dalej. I dotyczą nagrody głównej. Tą jest Skoda zatankowana do pełna. Tyle że mówimy o Skodzie ze zdjęcia, a fotka przedstawia model Enyaq. Elektryczny model Enyaq! Nie da się go zatem zatankować wcale. O weekendowym użyczeniu z pełnym bakiem mówić zatem się nie da.

Ktoś kto obsługuje profil FB miasta może nie znać się na motoryzacji. Nic może mu zatem nie powiedzieć nazwa modelu czy zielone tablice rejestracyjne. Ale napis na boku mówiący "elektryczny" mógłby już dać do myślenia. To taki wtręt w bajdełeju.

Konkurs zapewnił Piekarom sławę. Ale nie o taką sławę chodziło

Internauci bardzo szybko wyśledzili sprawę. W efekcie na profilu miasta Piekary Śląskie zaczęły pojawiać się żartobliwe komentarze. Co więcej, o sprawie zaczęły pisać kolejne media, a tym chociażby radio Eska na swojej stronie internetowej. W skrócie miasto i jego walentynkowy konkurs stały się sławne w całej Polsce. Tylko chyba nie o taką sławę chodziło autorom. Autorzy przekonali się boleśnie, że w internety też trzeba umieć grać i to umiejętnie.

Porażka wizerunkowa? Nie do końca. Bo z takiej sytuacji też można wyjść z klasą. Nie trzeba udawać, że nic się nie stało. Dział promocji Piekar Śląskich mógł obrócić konkurs w żart. Urząd miasta mógł zaśmiać się sam z siebie. W ten sposób lokalne władze pokazałyby dystans i zaskarbiły sobie sympatię kierowców w całej Polsce. Zamiast tego zarządca profilu edytował post. Pojawiła się w nim adnotacja mówiąca o tym, że wygrany będzie miał możliwość wyboru samochodu – w przypadku wyboru samochodu elektrycznego będzie on oczywiście w pełni naładowany. Też dobrze, ale mniej zmyślnie PR-owo.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.